Polecany post

"Tacet a mortuis" Amo Jones

sobota, 26 października 2019

"Kusząca pomyłka" Vi Keeland

"Kusząca pomyłka" Vi Keeland

"Czasami tworzymy sobie własną ścieżkę. Czasami ścieżka zostaje dla nas stworzona i możemy nią tylko podążać".

Przyjaciółka Rachel zauroczyła się mężczyzną, który karmił ją kłamstwami. Kiedy kobieta zauważa go w barze, w którym pracuje, nie zastanawiając się ani chwili, robi mu awanturę. Jednak on reaguje na to rozbawieniem. Okazuje się, że Rachel pomyliła mężczyzn i zrobiła awanturę nie tej osobie co trzeba. Ma nadzieję, że już nigdy więcej go nie ujrzy. Nawet jeśli jest idealnie przystojny. Jednak los sprawia, że kolejnego dnia, ich ścieżki ponownie się krzyżują. Caine - tak ma na imię mężczyzna, jest jej profesorem. Czy uda im się zbudować prawidłową relację pomimo niefortunnej pomyłki?

Vi Keeland tworzy romanse, w których nie brakuje iskier,  Tak było i tym razem, chociaż nie sądzę, aby "Kusząca pomyłka" była jedną z jej najlepszych książek. Daleko jej do uwielbianego przeze mnie "Bossmana" czy "Egomaniaca", ale przy tej powieści również mile spędziłam czas. 

Każdy z nas ma rany i blizny. Jedne mnie lub bardziej widoczne. Mówią, że czas to lekarstwo na wszystko. Przynosi ze sobą uzdrowienie, zasklepia rany lub całkowicie je ulecza. Jednak czy to do końca prawda? Czy każdy ból i złe wspomnienia można odsunąć na bok? Wymazać z pamięci? 
Vi Keeland i Penelope Ward, to autorki, które w swoich książkach nie skupiają się tylko na erotycznej stronie historii. One potrafią stworzyć powieści, które są życiowe i emocjonalne. Które czasem wzruszają, a najczęściej bawią.

"To nie jest blizna. To tylko rana, która się zagoiła. Prawdziwe blizny to te, których nie można zobaczyć". 

Ona i on - obydwoje noszą bagaż ciężkich doświadczeń: żalu, bólu i poczucia winy. Ich życie splata wspólna przeszłość, o której nie mają pojęcia. W relacji pomiędzy bohaterami nie brakuje iskier czy wspólnych docinków. Rachel to kobieta, która jest ambitna i pracowita. Ma własne zdanie i nie pozwala wejść sobie na głowę. Jej dzieciństwo nie było łatwe, pomimo tego wstała na nogi, pokazując, że nasza przeszłość nas nie definiuje. Caine to z kolei troskliwy mężczyzna, który wie czego chce. 
"Kusząca pomyłka" to powieść o tym jak problem alkoholowy wpływa na życie rodziny i jak trwałe blizny pozostawia w człowieku. To również historia o zakazanej miłości pomiędzy wykładowcą a jego asystentką. Nie jest to książka, którą pamięta się na długo, ale czyta się ja świetnie i może być idealna podczas jesiennego wieczoru. Autorka zgrabnie łączy wątek z przeszłości z teraźniejszością. Zresztą mamy tu rozdziały, które są powrotem do wydarzeń sprzed kilku lat. Narracja jest prowadzona z perspektywy obu bohaterów, co pozwala na lepsze poznanie ich. Myślę, że fanki tej autorki powinny być zadowolone z tej książki. Nie zabraknie tu zabawnych momentów czy komplikacji. Jednak moim zdaniem Vi Keeland ma lepsze powieści.

Oryginalny tytuł: Beautiful Mistake
Wydawnictwo: Kobiece
Data wydania: wrzesień 2019 rok
Oprawa: miękka ze skrzydełkami

poniedziałek, 9 września 2019

"Powiedz, że mnie chcesz" Corinne Michaels

"Powiedz, że mnie chcesz" Corinne Michaels
"Nigdy nie sądziłam, że w kochaniu kogoś może być tyle wolności".

Świat Angie w jednej chwili staje na głowie, kiedy dowiaduje się, że jest w ciąży z facetem, z którym miała krótki epizod. Za namową swojej przyjaciółki Presley, przyjeżdża do miasteczka Bell Buckle, aby Wayatt'owi Hennigon'owi wyjawić prawdę o swoim stanie. Mężczyzna początkowo nie wierzy słowom Angie, ale szybko się reflektuje. Obydwoje postanawiają dać sobie szansę i sprawdzić czy potrafią stworzyć razem związek. Mężczyzna chce jej udowodnić, że są dla siebie stworzeni. Wspólnie postanawiają, że Angie zostanie w miasteczku przez najbliższe trzy miesiące, podczas których poznają się lepiej. Obydwoje zbliżają się do siebie, ale życie wystawia ich uczucie na próbę.

Na historię Waytt'a czekałam z niecierpliwością. Już w poprzedniej części zwrócił moją uwagę swoim pozytywnym podejściem do życia. Nie wiem czy to wynika z tego, że pierwszą część czytałam parę miesięcy temu, ale przy czytaniu "Powiedz, że mnie chcesz" miałam wrażenie, że podstawili obcego faceta. To nadal mężczyzna, do którego wiele kobiet będzie wzdychać. Jest lojalny wobec najbliższych i troskliwy. Szczery i bezpośredni, a co najważniejsze zdeterminowany, aby osiągnąć swój cel. Jednak zabrakło mi tu humoru z jego strony, a może ja go nie dostrzegłam.
Do postaci Angie mam wiele mieszanych uczuć. Z jednej strony podziwiałam ją za jej siłę, upór i szacunek do samej siebie - ja naprawdę uwielbiam takie bohaterki, ale z drugiej strony irytowała mnie swoim marudzeniem na temat tego, że ciąża zmieni jej życie. Rozumiem, że mogła czuć strach i przerażenie, bo ciąża oznacza wiele zmian, podczas których musimy przeorganizować swoje życie, ale to jej narzekanie zajmowało pół książki. 

Autorka w "Powiedz, że mnie chcesz" porusza nie tylko temat ciąży i zmian z nią związanych, ale również takie tematy jak relacje rodzinne, strata i żałoba. Waytt wychował się w kochającej rodzinie, na którą zawsze mógł liczyć. Angie nie miała tyle szczęścia. Jej rodzice odwrócili się od niej, jeden brat popełnił samobójstwo, a u drugiego nie miała wsparcia. Mogła liczyć tylko na siebie, co sprawiło, że wytworzyła wokół siebie mur, który składał się między innymi z nieufności. Nie wierzyła, że ktoś może pokochać ją na tyle, aby móc z nią zostać. Mężczyzna nie raz musiał dobijać się do jej drzwi, aby mu je otworzyła. 

Relacja pomiędzy bohaterami rozwija się stopniowo. Początkowo jest to niechęć i pożądanie, jednak z czasem pierwsze skrzypce zaczynają grać inne uczucia. Historię opowiedzianą w tej powieści, poznajemy z dwóch perspektyw, co pozwala nam lepiej zrozumieć uczucia i motywy bohaterów. Historia Angie oraz Wayatt'a nie poruszyła mnie tak samo jak ta opowiedziana w "Powiedz, że zostaniesz", ale w tej również nie brak emocji. Corinne Michaels stworzyła ciepłą  klimatyczną powieść, w której nie zabraknie radości i nadziei, ale również bólu i straty. 

"Powiedz, że mnie chcesz" to historia o drugich szansach, poznawaniu siebie oraz o walce o miłość. Jednak również o tym, że związek nie składa się tylko z pięknych chwil, podczas których chcemy latać. Życie często wystawia nasze uczucia na próbę. Jednak to od nas zależy czy przetrwamy trudności razem czy osobno. Czy pozwolimy aby one nas rozdzieliły czy sprawimy, że uczynią nasz związek silniejszym. Ktoś kto kocha znajdzie sposób, aby zostać i walczyć, nie powód aby odejść. Czy Angie i Wayatt przetrwają zawieruchy, które szykuje dla nich los?
Za możliwość przeczytania książki, dziękuję serwisowi Jakkupować.pl

Oryginalny tytuł: Say You Want Me
Cykl: Wróć do mnie (tom 2)
Wydawnictwo: Szósty Zmysł
Data wydania: 23 maja 2019 rok
Liczba stron: 392
Oprawa: miękka ze skrzydełkami

piątek, 6 września 2019

"Słodki Dom" Tillie Cole

"Słodki Dom" Tillie Cole
On - popularny chłopak i gwiazda footballu szkolnego. Nie narzeka na brak przyjaciół i dziewczyn, ale tylko jedna zwraca uwagę Romea: niepozorna Molly, która fascynuje go tym, że nie ma pojęcia o popularności chłopaka. Dziewczyna musiała nauczyć się liczyć tylko na siebie, gdyż przedwcześnie straciła rodzinę i została sama na świecie. Jest ambitna i dąży do tego, aby zostać doktorem filozofii. Romeo i Molly spędzają ze sobą dużo czasu i zbliżają się do siebie. Jednak para musi pokonać wiele przeszkód, aby zaznać szczęścia. Czy im się to uda?

Tillie Cole, to jedna z moich ulubionych autorek. Uwielbiam jej mroczne historie takie jak seria Kaci Hadesa czy urocze powieści takie jak "Tysiąc pocałunków". Więc nic dziwnego, że kiedy zobaczyłam jej najnowszą powieść, "Słodki Dom", zachęcona ciekawym tytułem, postanowiłam po nią sięgnąć.

"Słodki dom" to powieść słodka jak lukier, który w zbyt dużych ilościach szkodzi i powoduje mdłości. Uwierzcie mi, nie mam nic przeciwko słodkim historiom, ale kiedy absurd goni absurd, to w pewnym momencie ma się tego serdecznie dość. Zachowanie bohaterów często było dla mnie irytujące i niezrozumiałe. Dziwiło mnie to jak moja ulubiona autorka mogła stworzyć tak złych bohaterów, którzy powodowali u mnie notoryczne przewracanie oczami. Romeo to najbardziej denerwująca, męska postać, którą poznałam. Spokojnie mogę go wrzucić do tej samej szuflady co Stephena z "Debiutanta" S.J. Hooks. Z tym, że Romeo zająłby pierwsze miejsce. Jedno z jego absurdalnych zachowań, które zapamiętałam, to moment, kiedy on chce czegoś więcej, a Molly mówi mu, że nie jest jeszcze na to gotowa. Co na to nasz słodki Romeo? Obraża się, a póżniej jakby miał rozdwojenie osobowości, wspaniałomyślnie stwierdza, że on poczeka aż ona będzie gotowa. Nasz główny bohater to dzieciak, który nie radzi sobie z emocjami. Wystarczy na niego źle spojrzeć, a masz pewność, że dostaniesz w twarz. Jest agresywny, a to co autorka ładnie nazywa potrzebą kontroli, na moje wygląda jak manipulacja. Kiedy Molly robi lub mówi coś, co jest nie po jego myśli, on rzuca tekstem typu: "Tym razem puszczę Ci to płazem, bo jesteś zdenerwowana, ale żeby to był mi ostatni raz, kiedy do mnie pyskujesz". Zauważyliście jego wspaniałomyślność? Myślę, że autorka chciała pokazać jak złe relacje z rodzicami, którzy odbierają nam prawo decydowania o sobie, wpływają na nasze zachowanie i potrzebę kontrolowania wszystkiego i wszystkich wokół nas, ale Tillie Cole nie podołała temu. Napiszę również parę słów o głównej bohaterce. Molly poznajemy jako szarą myszkę, która jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, z kopciuszka staje się pięknością. Zmienia się nie tylko jej wygląd, ale z czasem również osobowość i moim zdaniem nie na lepsze. Były takie momenty, kiedy zachowanie Romea nie przypadało jej do gustu, ale szybko machała na nie ręką i wracała do słodzenia sobie z ukochanym. 

Jeśli chodzi o fabułę, to nie uważam aby była zła, choć nie można ukryć, że nie brakowało tu pewnych schematów, więc oryginalności tu nie znajdziemy. Przyznam, że początek mnie nie wciągnął. Książkę to brałam do czytania, by za chwilę ją odłożyć. Jednak im więcej akcji przybywało, tym bardziej nie mogłam się oderwać. Nie zabraknie tu zaskoczeń, w pewnym momencie robi się tak dynamicznie, że brakuje tchu. Autorka dodała również odrobinę niebezpieczeństwa, a to co odbywało się na kartach tej powieści, niekiedy wywołało u mnie szok. Do jakich czynów posuną się ludzie, aby postawić na swoim?

Podsumowując, "Słodki dom" to słodka opowieść, ale w moim odczuciu nie przypomina "Tysiąca pocałunków". Ta druga podbiła moje serce, a do książki, o której teraz Wam opowiadam mam mieszane uczucia. Nie spodobała mi się kreacja bohaterów, ale sama fabuła była ciekawa. Kwestię czy warto sięgnąć po tę powieść, pozostawiam Wam. Ja jestem trochę zawiedziona, tym bardziej, że autorkę stać zdecydowanie na więcej. Tu miałam wrażenie, że Tillie Cole przedobrzyła. Myślę, że z czasem sięgnę po kolejne części, z ciekawości, ale na chwilę obecną skupię się na innych książkach. 
Oryginalny tytuł: Sweet Home
Cykl: Słodki dom (tom 1)
Wydawnictwo: Editio Red
Data wydania: czerwiec 2019 rok
Liczba stron: 352
Oprawa: miękka

środa, 4 września 2019

"Walcząc z cieniami" Aly Martinez

"Walcząc z cieniami" Aly Martinez
"Usłyszałem wystrzał broni. 
Poczułem pocisk.
Zobaczyłem jak ona upada.
W mniej niż sekundę moje dotychczasowe życie się skończyło".

Flint ratując ukochaną kobietę, ląduje na wózku. Choć lekarze dawali mu szansę na wyjście z niepełnosprawności, młody mężczyzna poddaje się. Masa emocji takich jak poczucie winy, złość i gorycz, zmuszają go do opuszczenia domu Tilla i jego żony. Flint zaczyna żyć na własny rachunek, coraz bardziej pogrążając się w smutku. Wtedy w jego życiu pojawia się złodziejka, o imieniu Ash, która sprawia, że mężczyzna znów zaczyna żyć. Jednak, kiedy zaczynają czuć między sobą coraz więcej, ona znika z jego życia. 

"Flint, nie powinieneś skupiać się na cieniu tak bardzo, że zapominasz o mężczyźnie, który go rzuca".

"Walcząc z cieniami" to jedna z najbardziej wyczekiwanych przeze mnie książek. Autorka pierwszą częścią mnie zachwyciła. Cieszę się, że nie poprzestała na jednym tomie i tak oto powstała historia Flinta i Ash. 
Każdy w swoim życiu miał momenty, które przygniatały go do ziemi, odbierały oddech. Czasami jedynym wyjściem jaki widzimy, jest ucieczka. Jednak czy można uciec przed emocjami? Flint tak jak i jego bracia musiał szybko dorosnąć i zmierzyć się z okrucieństwem życia. Jego oparciem i bezpieczeństwem był Till, który zastępował mu rodziców. Flint, to mężczyzna, które wie czego chce i wytrwale do tego dąży. Ma z góry narzucony przez siebie plan na życie. Ash zresztą również nie brakuje determinacji, a tym bardziej, kiedy w grę wchodzi wywołanie uśmiechu na twarzy mężczyzny. W przeciwieństwie do niego, ona nie miała nikogo. Była zdana praktycznie sama na siebie, bo jej ojca interesowało tylko to, w jaki sposób Ash może mu się przydać w jego brudnych interesach. Jednak pomimo trudności nie straciła optymizmu i dobroci. Nie brakowało jej werwy, za co ją podziwiałam. 

Przyznam, że historia tych braci skradła moje serce już od pierwszej części. Gdyby ktoś zapytał mnie, która bardziej, trudno byłoby mi odpowiedzieć. Moim zdaniem obie są napisane na równym poziomie. 
"Walcząc z cieniami" wciąga niemal od razu. Nie brakuje tu emocji, akcja nie stoi w miejscu, cały czas coś się dzieje. Przeżycia bohaterów nie były mi obojętne, często wczuwałam się w ich sytuację. Dopingowałam im, ale były takie momenty, podczas których ich zachowanie mnie denerwowało. Aly Martinez tworzy nie tylko emocjonalne historie, które się pożera, ale nie zapomina również o tym, aby niosły one ze sobą przesłanie. W historii Flint'a i Ash, autorka pokazuje, że każdy z nas ma plany i marzenia, ale nie powinniśmy się ich kurczowo trzymać, kiedy przyszłość może być o wiele piękniejsza, jeśli pozwolimy sobie na kompromisy. Czasami na naszej drodze staną ludzie, dla których warto zweryfikować swoje pragnienia. Nie zawsze zmiana planów oznacza coś złego. Często okazuje się, że są nam one potrzebne, aby spojrzeć na pewne sprawy z innej perspektywy.
Oryginalny tytuł: Fighting Shadow
Cykl: On The Ropes (tom 1)
Wydawnictwo: NieZwykłe
Data wydania: 3 lipca 2019 rok
Liczba stron: 306
Oprawa: miękka ze skrzydełkami

piątek, 2 sierpnia 2019

"Drive" Kate Stewart

"Drive" Kate Stewart
"Muzyka stanowiła mój miernik, przedmiot kultu. Jeśli nie dostarczałam jej sobie zbyt długo, czułam głód. Mogłam nią żyć. Rozkwitać dzięki niej. Była dla mnie drugim powietrzem".

Życie, składa się z wielu chwil. Momentów pełnych bólu i łez, ale również radości i nadziei. Momentów, które staczają nas na dno, ale wznoszą również do nieba. Po nich pozostają nam wspomnienia, a wywołują je: ludzie, zapachy, pewne słowa, sytuacje i tak jak w przypadku Stelli - muzyka, która towarzyszyła jej od zawsze. Dziennikarka muzyczna dowiaduje się, że mężczyzna, którego kochała, bierze ślub z inną. Zamiast wrócić do domu, postanawia wybrać się w podróż do przeszłości, podczas której towarzyszy jej ułożona przez nią playlista. Piosenki, które towarzyszyły jej w tamtych wydarzeniach przywołują dawne emocje, ale pozwalają również zamknąć pewien etap w życiu.

Do "Drive" podchodziłam optymistycznie. Kocham książki tego wydawnictwa, ponieważ wiem, że większość z nich jest wyjątkowa. I ta powieść trafiłaby do mnie bardziej, gdyby nie główna bohaterka. Nie zrozumcie mnie źle. Ja w wielu przypadkach utożsamiałam się z jej postacią. Tak jak Stella, po każdym upadku wstaję, otrzepuję się i idę dalej. Tak jak i ona nie lubię, kiedy ktoś mi mówi, co mam robić. Obie podążamy własnymi drogami i tak jak Stella, ja również kocham muzykę. Oddycham nią i wchłaniam w siebie słowa każdej piosenki. Jednak to co nie podobało mi się w jej postaci, to jej niezdecydowanie. Bo wiecie? Mamy tu trójkąt i nie chodzi mi o taki typowy. Stella na każdym etapie życia poznaje dwóch mężczyzn. Przyjaciela swojej siostry oraz swojego szefa. Każdy z nich odgrywał inne znaczenie w jej życiu, a ona kochała obu jednocześnie. Reid i Nate, obydwoje na swój sposób czymś się wyróżniali, byli postaciami, które nie sposób było nie obdarzyć sympatią, Myślę, że właśnie z ich powodu czułam lekką niechęć do głównej bohaterki, bo była z jednym, kochając drugiego. Reid był trochę bad boyem: skryty w sobie, złamany i borykający się z problemami rodzinnymi. Był zagadką. Z kolei Nate był jego przeciwieństwem. Zapewniał wszystko co stabilne.A ja nie ukrywam - polubiłam ich obu, bo byli fantastyczni. Przyznam, że Reid został lepiej wykreowany, a on, jego problemy i lęki sprawiały, że był bardziej rzeczywistą postacią, co nie oznacza, że Nate został źle przedstawiony. Był zadziorny i zabawny, ale nie wiemy o nim wiele. 

"Drive" to historia o niełatwych decyzjach, o tym jak osoby, które spotykamy na swojej drodze wpływają na nas samych i uczą nas czegoś nowego. Jest to powieść, w której nie brakuje emocji. Opowiada o upadkach i wzlotach, o tym jak z najgłębszego dna można powstać silniejszym, że jeśli bardzo się tego pragnie, można być lepszym człowiekiem.  Autorka ma prosty i przyjemny styl pisania, co sprawia, że tę historię czyta się szybko. Przede wszystkim ta powieść jest pełna nut i bitów, które trafiają do duszy czytelnika, jeśli podczas lektury, włączy się daną piosenkę, dołączoną do każdego z rozdziałów.

Książka do kupienia na stronie Księgarni Internetowej Czytam.pl, pod linkiem:
https://czytam.pl/k,ks_780657,Drive-Stewart-Kate.html
Oryginalny tytuł: Drive
Wydawnictwo: Filia
Data wydania: marzec 2019 rok
Liczba stron: 464
Oprawa: miękka

poniedziałek, 22 lipca 2019

"Zbuntowany dziedzic" Vi Keeland, Penelope Ward

"Zbuntowany dziedzic" Vi Keeland, Penelope Ward
"Bo gdy wreszcie do Ciebie dojdzie, że znalazłeś tę jedyną osobę, najbardziej przerażająca staje się myśl, że mógłbyś ją stracić, a kolejnej nie będzie".

Gia nie spodziewała się, że robiąc przysługę przyjaciółce, jej życie nabierze rozpędu. A dla pisarki, która nie ma pomysłu na powieść, nowe doświadczenia są na wagę złota. Kobieta poznaje Rusha - faceta, który początkowo nie sprawia miłego wrażenia i w jeden dzień zostaje jej szefem. Połączy ich wzajemna fascynacja i pożądanie. Jednak czy Gia dotrze do serca mężczyzny?

"Oak, ona pisze romanse. Cholerne bajki dla dorosłych. To oznacza, że w głębi duszy sama szuka takiej bajki. A ze mną bajki nie będzie. Ze mną może być co najwyżej horror".

Emocje towarzyszą nam, w każdej chwili naszego życia. Radość, nadzieja, miłość, nienawiść, smutek czy uczucie beznadziei - jest ich cała gama. Jednak to od nas samych zależy, jak wpłyną one na nasze życie. Czy pozwolimy strachowi i lękom, przejąć kontrolę nad nami? Czy pozwolimy im przejąć władzę nad naszymi decyzjami? Czy wyrwiemy się spod ich szponów i postawimy krok naprzód?

Vi Keeland i Penelope Ward, to jedne z moich ulubionych autorek, a ich duet uważam za udany. Nigdy nie odniosłam wrażenia, że historie, które tworzą są nieskładne czy mało zgrane. Sięgam po ich wszystkie powieści, jakie są wydawane w Polsce. Jedne, takie jak "Drań z Manhattanu" pamiętam do dziś, inne już mniej. Tak jak chyba każdy autor, tak i one mają lepsze czy gorsze książki. 'Zbuntowany dziedzic" to historia, o której nie pamięta się długo. 

"Zbuntowany dziedzic" to historia Gii, która jest kobietą niezależną i dążącą do wyznaczonego sobie celu. To kolejna silna osobowość, wykreowana przez obie autorki, którą polubiłam. Miała własne zdanie, którego potrafiła bronić. Nie dawała sobie w kaszę dmuchać i potrafiła powiedzieć wprost, co myśli. Pomiędzy nią, a Rush'em od razu zaiskrzyło. Jednak z czasem jej osoba, a raczej ich relacja zaczynała mnie drażnić. O ile początkowo było tak jak lubię: pikantnie, tajemniczo i z naprzemiennymi docinkami, tak póżniej zrobiło się zbyt słodko. Zachowanie bohaterki stawało się niekiedy denerwujące i momentami dziecinne. Rush to z kolei pracowity mężczyzna, podchodzący do kwestii pieniędzy z pokorą, ale nie jest postacią, która w jakiś szczególny sposób się wyróżnia i zniewala.
W książce nie braknie takich tematów jak relacje rodzinne, ale zostały one zaledwie muśnięte i słabo rozwinięte. Standardowo znajdziemy tu komplikacje, trudne decyzje i niespodziewane zwroty akcji. Końcówka za to pozostaje czytelnika w ciekawości na to, co nastąpi dalej. Nie jest to historia, która zostaje w głowie na dłużej, ale miło spędziłam przy niej czas, nie zabrakło też zabawnych momentów, a po drugą część z pewnością sięgnę, aby zobaczyć w jakim kierunku autorki rozwiną pewien wątek.

Oryginalny tytuł: Rebel Heir
Cykl: The Rush (tom 1)
Tłumaczenie: Edyta Stępkowska
Data wydania: kwiecień 2019 rok
Liczba stron: 272 
Oprawa: miękka

środa, 5 czerwca 2019

"Magnat" Katy Evans

"Magnat" Katy Evans
Brynn Kelly, znała Aarica Christosa z czasów licealnych. Łączyła ich przyjaźń, chociaż obydwoje czuli do siebie coś więcej. Jednak każde z nich, bało się postawić krok do przodu. W końcu ich drogi się rozeszły. Mija kilka lat, kiedy ponownie się spotykają. Brynn po śmierci rodziców, postanawia założyć własny biznes. Jednak nie jest to łatwe. Brakuje jej środków na rozpoczęcie swoich planów. Wybawieniem w tej sytuacji okazuje się jej dawny przyjaciel. Jednak pierwsze spotkanie nie przebiega po jej myśli. Mężczyzna wydaje się nie być zainteresowany jej pomysłem. Jednak zdeterminowana Brynn tak łatwo się nie poddaje. Próbuje przekonać Aarica, że warto na nią postawić. 

"W życiu są takie rzeczy, których się nie wybiera - one same się po prostu zdarzają, czasami z ludźmi, na których wcale nie chcesz tak gwałtownie reagować. Christos zawsze był mój. Jest moim a może gdyby, a jednocześnie dlaczego akurat on".

Książki Katy Evans mają w sobie coś, co sprawia, że chętnie się po nie sięga. Nie są oryginalne, można by powiedzieć, że to historie jakich wiele, ale mają w sobie urok. Autorka potrafi kreować ciekawe postacie, z charakterem. Główna bohaterka zyskała sobie moją sympatię swoją postawą. Rzadko traciła optymizm i wolę walki. Była ambitna, uparta i zdeterminowana. Jednak ta skorupa twardzielki nie do końca była idealna. Brynn bała się odrzucenia i utraty ukochanej osoby. Postać Christosa również nie jest mdła. To ciekawy i tajemniczy mężczyzna. Nieustępliwy, ale również troskliwy. Zmuszający innych do działania i bycia lepszym. 

"Magnat" to historia o zakazanej miłości. O walce z uczuciami i z pożądaniem. O tym, że aby marzenia się mogły spełnić, trzeba samemu pomóc w ich realizacji. Nic nie przychodzi łatwo, a każdy sukces jest okupywany ciężką pracą. Jestem trochę rozczarowana tym, że autorka wątek straty rodziców potraktowała jako dodatek. Bardziej skupiła się na relacji pomiędzy oboma bohaterami oraz na ich wspomnieniach. Książka jest napisana z obu perspektyw, co pozwala nam niekiedy zrozumieć zachowania bohaterów. 
Autorka stworzyła lekką, niekiedy zabawną historię, w której nie brak komplikacji. Jednak nie jest to powieść, którą zapamiętam na dłużej. Ot taki przerywnik. Zabrakło mi tu większej dawki emocji, a to właśnie je najbardziej sobie cenię. 

Oryginalny tytuł: Tycoon
Cykl: Manhattan (tom 1)
Wydawnictwo: Kobiece
Data wydania: 13 marca 2019 rok
Liczba stron: 288
Copyright © 2016 Red Girl Books Recenzje , Blogger