Polecany post

Book Tour Bookstagram - informacja dla uczestników - książka "Wszystko przed nami" Samantha Young

KSIĄŻKA ZNAJDUJE SIĘ U: @ później leci do @kosmomodowo Uczestnicy: 1.  @nataliaczyta  http://bookinoman.blogspot.com 2.  @zapl...

poniedziałek, 16 lipca 2018

"Marionetka" Amo Jones

"Marionetka" Amo Jones
Madison po tym, co zobaczyła, wraz z Tatum, swoją najlepszą przyjaciółką, w pośpiechu ucieka przed Królami. Dziewczyny pakują manatki, zmieniają tożsamość i wylatują do Nowej Zelandii. Liczą na to, że przez jakiś czas będą tam bezpieczne, ale czy można uciec przed przeznaczeniem? Czy Madison zdoła ukryć się przed Królami? Czy Bishop zrezygnuje ze swojej Marionetki? Komu dziewczyna może zaufać? 

Przy tej serii chyba tradycją jest, że nie do końca wiem, co myśleć po zakończonym czytaniu. Bo nie wiem, czy autorka miała coś z głową pisząc tę historię, czy może ja mam coś z głową, bo pomimo tego jak  była niedorzeczna, to w ostatecznym rozrachunku podobała mi się i niesamowicie mnie wciągnęła. Myślicie, że uzyskacie tu odpowiedź na pytania, które nagromadziły się podczas czytania "Srebrnego łabędzia"? Nic bardziej mylnego, bo autorka rzuca nam tylko strzępki, a do góry pytań bez odpowiedzi dokłada drugie. Mam wrażenie, że to jest cel zamierzony, aby dotrwać do trzeciej części. I muszę przyznać, że Amo Jones to się udaje, bo trzyma tu taki sam poziom napięcia jak w części pierwszej.

Jeśli chodzi o postacie, to w tej kwestii nadal nic się nie zmieniło. Bishop nadal jest samcem alfa, który raz jest słodki, by za chwilę stać się odrażający. Madison nadal nie zapełniła pustki pod kopułą. Nie wie czego chce, ani tym bardziej kogo. Jedno myśli, drugie mówi. I nadal wymienia się śliną z połową członków elity. Niby coś tam czuje do Bishopa, ale to co robi, pokazuje co innego. Twierdzi, że nikomu nie ufa, ale i tu jej postępowanie temu przeczy. Ta dziewczyna jest tak niezdecydowana i tak infantylna, że stanowi jedną z oryginalnych postaci książkowych pod tym względem. Nie da się o niej zapomnieć - poważnie. Od czasów "Srebrnego łabędzia" miałam jej postać w głowie i szczerze mówiąc to nawet nie liczyłam, że coś się w niej zmieni. Jest po prostu tak wyjątkowa z tą swoją głupotą, że zapada w pamięci na dłużej.
Jedyne, co w fabule się zmieniło, to to, że Królowie prowadzą zdecydowanie mniej chorych i niebezpiecznych gierek. 
W książce zaczynają znikać osoby, które Madison zna, a w jej życiu pojawi się ktoś zupełnie nowy.

"Marionetka" to tak jak pierwsza część nieco niedorzeczna i zwariowana historia, przy której rozum krzyczy: "ej, co to ma być", ale serce bije dla niej mocniej. Kompletnie nie rozumiem tego, bo wiem, że ta historia jest specyficzna, ale wiecie co? Uwielbiam takie. Może faktycznie mam coś z głową, ale wiem, że siłą, by mnie od niej nie odciągnęli. Z bohaterami nadal się nie polubiłam, ale to co uważam za mocny punkt tej książki, to oczywiście fabuła. Trzyma w napięciu, nie pozwala oderwać się choćby na chwilę. Zniesmacza, ale również fascynuje. Koniecznie chciałam odkryć odpowiedzi na zadawane przeze mnie pytania, odkryć, co siedzi w głowie bohaterom, poznać nie tylko ich myśli, ale zrozumieć też motywy ich postępowania.
Nie jest to powieść dla wszystkich, bo tak jak w "Srebrnym łabędziu" dużo tu sprośności, chamstwa i wulgarności. Ta książka ma mega mroczny i brutalny klimat, który nie każdemu przypadnie do gustu. Jeśli szukasz lekkiej, przyjemnej i romantycznej historii, to tu jej na pewno nie znajdziesz. Nie sięgaj po nią wtedy pod żadnym pozorem! Tę książkę albo się pokocha, albo znienawidzi. Mi pomimo irytujących bohaterów, bardzo się podobała. Autorka z pewnością potrafi tworzyć historie, po które chce się sięgać. A może to kwestia tego jak je kończy? Bo ja po skończonym czytaniu miałam ochotę czymś rzucić w ścianę i jak na szpilkach czekać na kolejną część.

"Marionetka" jest jak disco polo. Niby wiesz, że jest to coś dennego, ale jak już poczujesz rytm, to podrygujesz do taktu jak ci zagra. Jeśli ci się spodoba, to z pewnością również staniesz się jej marionetką. 

Oryginalny tytuł: Elite King’s Club. The Broken Puppet
Cykl: Elite King's Club (tom 2)
Wydawnictwo: Kobiece
Tłumaczenie: Monika Wiśniewska
Data wydania: maj 2018 rok
Liczba stron: 280

sobota, 14 lipca 2018

"First Love" James Patterson, Emily Raymond

"First Love" James Patterson, Emily Raymond
"Jeśli ta podróż okaże się błędem, będzie to najpiękniejszy błąd, jaki kiedykolwiek popełniliśmy".

Axi ma szesnaście lat i jedno marzenie: pragnie uciec od problemów związanymi z jej rodzicami, którzy nie interesują się swoją nastoletnią córką. Matka po śmierci młodszej siostry pewnego dnia wyszła i nie wróciła, a ojciec, który nie potrafił sobie z tym poradzić, popadł w alkoholizm. Dziewczyna została pozostawiona samej sobie, ale jednak obok niej ktoś był. Jej najlepszy przyjaciel Robinson, w którym skrycie się podkochuje. Axi proponuje mu wspólną ucieczkę, a właściwie szaloną podróż. Wszystko ma zaplanowane, a trasa ich eskapady zaczynałaby się od Oreganu aż do Nowego Jorku, z paroma, ciekawymi przystankami. Jednak sytuacja podczas podróży, wymyka się Axi spod kontroli, bo w życiu nie da się wszystkiego przewidzieć. 

"Możesz zaplanować ucieczkę, porzucić swoje życie i rodzinę, a potem mknąć po dwupasmowej autostradzie w skradzionym samochodzie. Są jednak w życiu sprawy, od których nigdy nie uciekniesz".

Sięgnęłam po tę książkę z polecenia mojej przyjaciółki, której "First Love" złamało serce. Nie mogę powiedzieć tego samego o sobie, ale nie ukrywam, że przy tej młodzieżówce spędziłam miło czas. Ma w sobie coś oryginalnego, a to głównie poprzez motyw podróży. Autorzy od razu rzucają nas w ten wątek, nie przeciągając go niepotrzebnie, co początkowo daje czytelnikowi prawo sądzić, że Axi i Robinson zachowują się nieco niedojrzale. Jednak moja opinia na ten temat zmieniała się wraz z kolejnymi stronami. Zaczęłam rozumieć ich postępowanie, a ich z czasem polubiłam. Robinsona za jego niepoprawny optymizm i łobuzerskie podejście do życia, a Axi za rzucane przez nią cytaty z książek oraz za lekko uszczypliwy język.

Nie raz uśmiechałam się podczas lektury tej książki, bo pomimo, że historia w niej zawarta jest smutna, przynosi też nadzieję. Wzajemne docinki głównych bohaterów, ich osobowości, które wzajemnie się dopełniały, trafne spostrzeżenia, również powodowały mój uśmiech na twarzy. Ta historia uczy nas czegoś, o czym często zapominamy: carpe diem żyj pełnią życia, bo życie nie jest nam dane na zawsze. Niespodziewanie może nas zabraknąć wcześniej na tym świecie, a więc wyciskajmy z niego jak najwięcej. Nie bójmy się ryzykować, przekraczać własnych granic i doświadczać nowych rzeczy - tak jak bohaterowie tej książki. Axi, a szczególnie Robinson uczy nas, że lepiej żyć na własnych warunkach, niż dać się zgasić za życia. 

"Jasne, mogłabym mieć wszystko, co można kupić za pieniądze. Ale to wcale nie znaczy, że miałabym wszystko, czego pragnę. To dwie zupełnie różne rzeczy".

"First Love" to książka, która jest niepozorna, ale wraz z rozwojem akcji nas zaskakuje. Beztroska, młodzieńcza ekscytacja, zamienia się w niepewność i strach o nadchodzące jutro. Wraz z przebiegiem wydarzeń główni bohaterowie wykazują się dojrzałością. Książka zaczyna trzymać w napięciu i powodować coraz większy ciężar na serduchu. Nie wywołała we mnie łez, ale nie oznacza to, że nie odczuwałam emocji towarzyszących Axi i Robinsonowi
Autorzy stworzyli niezwykle mądrą i pouczającą historię. Nie tylko o życiu, ale również o śmierci, przyjaźni i miłości oraz o odwadze. Książka nie wstrząsnęła mną tak jak obiecywało wydawnictwo, ale pomimo to uważam, że jest warta uwagi. Do tego zawarte w niej ilustracje dodają tej książce klimatu i sprawiają, że wraz z bohaterami odwiedzamy ciekawe miejsca i towarzyszymy im, na każdym kroku.

"Ucieczka właśnie teraz to wybór życia".

Książka na Lubimyczytać.pl:
http://lubimyczytac.pl/ksiazka/4853034/first-love

Do kupienia:
http://www.empik.com/first-love-patterson-james-raymond-emily,p1201163035,ksiazka-p?utm_source=tradedoubler&utm_medium=3040555&tduid=abdbfe8b693347e3367e12cc75f8a8e9

Oryginalny tytuł: First Love
Wydawnictwo: Feeria 
Tłumaczenie: Andrzej Goździkowski
Data wydania: lipiec 2018 rok
Liczba stron: 320

piątek, 13 lipca 2018

PRZEDPREMIEROWO "Adam" Agata Czykierda - Grabowska

PRZEDPREMIEROWO "Adam" Agata Czykierda - Grabowska
"Nic nie bierze się z niczego, a życie nie może być sumą przypadkowych zdarzeń. I gdybym mogła cofnąć czas, nie zmieniłabym niczego, ponieważ wierzę w efekt motyla. Wierzę, że najmniejsza ingerencja w przeszłość totalnie zmieniłaby bieg wydarzeń. Zmieniłaby moją teraźniejszość."

Kiedy pierwszy raz ujrzała Adama, miała szesnaście lat. Jej rodzina prowadziła pogotowie ratunkowe. W ich domu często pojawiały się dzieci po traumatycznych przeżyciach i te, które były niechciane przez swoich rodziców. Było jesienne popołudnie, kiedy Adam wraz z pracownikiem socjalnym przekroczył próg jej domu. Zamknięty w sobie, tajemniczy, o przenikliwym spojrzeniu. Dziewczyna rozpoznała w nim maltretowanego nastolatka, dzieliła takich jak on na dwie kategorie: tych, w których oczach tli się życie i tych, które za życia są martwe. Rozpoznawała to po oczach. Adam żył, a w jego oczach tliła się wola walki i nadzieja. Trafił do nich po trudnym dzieciństwie i śmierci matki, aby przeczekać czas do swoich siedemnastych urodzin. Obydwoje nie przYpuszczali, że zbliżą się do siebie na tyle, że uratują siebie nawzajem.

Pierwszy raz do czynienia z Agatą Czykierdą - Grabowską miałam wtedy, kiedy sięgnęłam po "Jak powietrze" jej autorstwa. Wiem, że ta książka podobała się wielu, ale mnie nie zachwyciła. Zniechęciła do sięgania po polskie książki, a w szczególności po inne powieści autorstwa Pani Agaty. Jeśli ktoś by mi powiedział kilka miesięcy temu, że sięgnę po jej książkę, to nie wiem, czy bym nie wyśmiała takiej osoby. Wierzycie w przeznaczenie? Kiedy dostałam propozycję zrecenzowania tej książki, widziałam tylko tą cudną okładkę. Od razu zgodziłam się ją zrecenzować, nie spojrzałam nawet czyjego jest autorstwa. Dopiero na drugi dzień zdałam sobie sprawę, że wzięłam do przeczytania książkę Pani Agaty. Pierwsza myśl? O nie! Jak sobie poradzę? Później doszłam do wniosku,że to może jakiś znak, aby móc przekonać się do twórczości tej autorki? Postanowiłam, że podejdę do niej bez żadnych uprzedzeń i z takim nastawieniem przystąpiłam do czytania "Adama". 

Nie wciągnęłam się od pierwszych stron. Początkowo odkładałam tę książkę, czekałam aż się rozkręci. Dopiero około 200 strony zaczęło się coś dziać. Autorka stopniowo rozwijała znajomość pomiędzy bohaterami. Obydwoje byli w jakiś sposób zranieni przez rodziców. Ona czuła się przez nich niekochana i mało ważna. Szczególnie przez matkę, która więcej uwagi poświęcała obcym dzieciom niż własnej córce. A Adam miał jeszcze trudniej. Z jego postacią najbardziej się utożsamiam, bo sama miałam trudne dzieciństwo i wiem jaki ból i cierpienie ze sobą niosą takie przeżycia. Pomimo tego, co obydwoje przeszlli nie zamknęli się całkowicie na świat. Nie brakowało im empatii, którą okazywali dzieciom jakie przebywały w domu dziewczyny. Wspierali się, byli dla siebie podporą i czytali z siebie jak z otwartej księgi. Adam sprawiał, że dziewczyna czuła się mniej samotna i dostrzegana, bo widział w niej to, czego inni nie potrafili dostrzec.

"Adam" to powieść, która zaskoczyła mnie swoją dojrzałością i kreacją bohaterów. Nie byli płytcy i infantylni. Pewne zachowania mieli typowe dla swojego wieku, ale wykazywali się ten dojrzałością i rozsądkiem. Mam wrażenie, że nawet styl pisania autorki się poprawił, co również miło mnie zaskoczyło. Najbardziej rozwaliły mnie ostatnie strony tej powieści. Po moim policzkach popłynęło parę łez. Powróciły wspomnienia, zabolało mnie to, że takie sytuacje faktycznie się przydarzają. Sama nie miałam łatwo, ale wiem, że są dużo gorsze historie i to powoduje we mnie smutek, niekiedy wściekłość na to, że po świecie chodzą zwyrodnialcy. To, co Adam przeżył nie zostało jakoś specjalnie przedstawione, zabrakło mi rozwinięcia tego wątku, ale jednak w jakiś sposób uderzyło to we mnie.

"Adam" to smutna i przejmująca historia o okrucieństwie, o ludziach, którzy nie chcieli czuć, a czuli zbyt wiele. Pokazuje, że pomimo zła, które nas spotyka, ostatecznie nie da wyłączyć emocji i być obojętnym na nie. Nie wywołała we mnie huraganu uczuć, ale nie czytałam jej też obojętnie. Ostatecznie nie żałuję sięgnięcia po tę powieść. Bardzo cieszę się, że autorka pozostawiła otwarte zakończenie, które czytelnik może sam sobie dopowiedzieć. Myślę, że postać Adama razem ze swoim bólem, siłą i tym, co pomimo zła potrafił w sobie zachować, pozostanie we mnie na dłużej. 

Wydawnictwo: OMGBooks
Data wydania: lipiec 2018 rok
Liczba stron: 440

"Poświęcenie" Adriana Locke

"Poświęcenie" Adriana Locke
"Gdy zostajesz sam, a twój świat rozpada się na kawałki, zaczynasz walczyć. 
Walczyć o życie.
Walczyć o przetrwanie.
Walczyć, by bronić tego, co ci zostało."

Julia dwa lata wcześniej straciła ukochanego mężczyznę - swojego męża. Na jej barkach pozostało wychowywanie pięcioletniej córki Everleigh. Kobieta ledwo wiąże koniec z końcem. Chociaż pracuje ciężko, ma dwie prace, to z ledwością stać ją na opłacenie rachunków, a o przyjemnościach może zapomnieć. Życie samotnej matki nie jest łatwe, ale ciężar z jej barków stara się zdjąć szwagier, Crew - brat jej męża. Jednak jego pomoc to ostatnie czego Julia pragnie. Uważa, że Crew jest lekkomyślny i egoistyczny oraz, że prędzej czy później zniknie z życia jej córki, którego ona kocha. Złamie jej serce tak jak jej kilka lat wcześniej, a na to jako matka nie może pozwolić. Poza tym to jego obwinia o śmierć ukochanego. Jednak, kiedy życie ponownie rzuca im kłody pod nogi, obydwoje będą zmuszeni poświęcić się dla bliskiej sobie osoby. Czy to ich zbliży? 

W przeciwieństwo do innych czytelników, ta książka nie poturbowała mojego serca w jakiś szczególny sposób. Moja dusza, moje serce nie zostało rozwalone na wiele kawałków. 

Jednak "Poświęcenie" mnie wzruszyło swoją piękną historią i przesłaniem. Tym bólem, cierpieniem oraz walką, która dosłownie wyziera ze stron tej książki. Tak, ta historia jest nieco przewidywalna, ale czy to ważne? Mnie zachwyciło to jak autorka pokazała nam jak wiele jesteśmy w stanie poświęcić dla bliskiej osoby. Jak pomimo przeciwności losu, zła, które nas zewsząd otacza, tych przeklętych kłód rzucanych pod nogami, ludzie wciąż mają siłę stać i walczyć, bo kochają, a miłość w ostatecznym rozrachunku okazuje się być o wiele silniejsza. Ta historia, ci bohaterowie wydają się być boleśnie realni. Bo autorka niczego tu nie upiększa, nadaje życiu brzydotę, ale również piękno, któremu trzeba samemu dotrzeć. Również bohaterowie nie są idealni, ale to, co czują udzielało się również mi. 
Julia zaimponowała mi swoją siłą, a Crew siłą i oddaniem. Obydwoje musieli coś poświęcić i zrobili to bez zastanowienia.

"Poświęcenie" to historia również o miłości, o tym jak ważni są ludzie, którzy nas otaczają. To historia, w której nie braknie bólu, poczucia winy i frustracji na to jak niesprawiedliwe jest życie. Jednak pomimo tego, nadzieja wychyla się nieśmiało, a przez ten mrok przebija się również radość. Książkę wręcz pochłonęłam, ale to za sprawą fabuły i stylu pisania autorki, który urzeka i sprawia, że przez książkę się płynie. Nie wywołała we mnie takiego wybuchu uczuć jak u innych, ale z pewnością jest to powieść, która pozostanie jedną z moich ulubionych, które na długo pozostają w sercu. 

Oryginalny tytuł: Sacrifice
Wydawnictwo: Szósty Zmysł
Tłumaczenie: Klaudia Wyrwińska
Data wydania: lipiec 2018 rok
Liczba stron: 

"Prawo miłości" Whitney G.

"Prawo miłości" Whitney G.
Aubrey nie potrafi wybaczyć Andrew tego, że ten wyrzucił ją  z domu po nocy, która coś pomiędzy nimi zmieniła. Jest wściekła na mężczyznę, a sytuacji nie poprawia fakt, że wspólnie pracują i widzą się codziennie. Nie potrafi też ukryć tego, że go kocha, chociaż on ją ostrzegał, że zrani jej serce.
Mężczyzna z kolei stara się zapomnieć o Aubrey, ale nie tak łatwo jest mu ją wyrzucić z głowy tym bardziej, że kobieta niespodziewanie go opuszcza. Aubrey przenosi się do Nowego Jorku, gdzie pragnie zacząć wszystko od nowa i uleczyć złamane serce. Jednak Andrew znów pojawia się w jej życiu niespodziewanie, kiedy pojawia się w Nowym  Jorku aby załatwić sprawę sprzed lat. Czy będzie chciał odzyskać Aubrey?

Seria Domniemanie Niewinności już od pierwszej części była obiecująca. Jednak nie do końca część pierwsza i druga mnie usatysfakcjonowały. Myślę, że wpłynął na to fakt, iż moim zdaniem autorka nie potrafiła rozwinąć paru wątków na takiej małej ilości stron. "Prawo miłości" pod tym faktem okazuje się być o wiele lepsza. Andrew to nadal dupek, który bądź, co bądź nie ma manier dżentelmena. Jednak Whitney G. uchyla nam rąbek tajemnicy, za którym skrywają się powody tego, co wpłynęło na to jakim jest. Poznajemy jego łagodniejszą stronę, która w ramach zdrady, żałoby i bólu została otoczona solidnym pancerzem. Powroty do jego wspomnień pozwalają nam lepiej zrozumieć jego postać. Aubrey w końcu przeciwstawia się rodzicom i zaczyna walczyć o własne marzenia. Pomiędzy bohaterami nie brakuje żalu, tym bardziej, że ani ona, ani on nie zamierzają ustąpić. Mężczyzna nadal żyje przeszłością, podczas gdy Aubrey chce ruszyć naprzód, ale przede wszystkim pragnie stabilności. "Prawo miłości" to książka, która pod względem fabuły mnie zadowoliła, ponieważ dostałam tu odpowiedzi, których zabrakło w poprzednich częściach. Historia zawarta w tej powieści pokazuje jak kłamstwa i nasza przeszłość wpływa na nas, nasze życie, ale również osób, które nas otaczają. Lektura tej książki była dla mnie miła, przyjemnie spędziłam przy niej czas, ale nie wywołała na mnie większego wrażenia. Ot książka, która dla innych może okazać się idealna do relaksu czy jako odmóżdzacz. Z pewnością dla innego czytelnika może okazać się dużo lepsza, niż okazała się być dla mnie.

Oryginalny tytuł: Reasonable Doubt: Volume 3
Cykl: Domniemanie Niewinności (tom 3)
Wydawnictwo: Kobiece
Tłumaczenie: Ryszard Oślizło
Data wydania: czerwiec 2018 rok
Liczba stron: 288

poniedziałek, 9 lipca 2018

"Teraz albo nigdy" K.A Linde

"Teraz albo nigdy" K.A Linde
Morgan Wright to kobieta sukcesu, która dzięki swojej ciężkiej pracy i wytrwałości, obejmuje stanowisko prezesa jednej z najlepszych firm - Wright Construction. Jedyne, czego jej brakuje to tego, na co czekała całe życie. Dlatego postanawia postawić krok ku temu i zaprosić swojego najlepszego przyjaciela, Patricka, na randkę. Kobieta podkochuje się w nim już od wielu lat, ale on do tej pory widział w niej tylko siostrę przyjaciela. Nawet jeśli Morgan go pociąga to czy umiałby zaryzykować lata przyjaźni? Czy mężczyzna odważy się na ten krok?

Morgan mogliśmy poznać już w poprzednich częściach. Ja tę postać polubiłam i cieszyłam się, że powstała dla niej osobna część. Poznajemy ją jako niedostępną, zdystansowaną, nieco sarkastyczną kobietę, która uwielbia swoją pracę. Nic dziwnego, jest w końcu pracoholiczką pełną parą. Życie osobiste praktycznie dla niej nie istnieje, bo na pierwszym miejscu stawia pracę... może nawet za bardzo, bo trudno jest jej odnaleźć równowagę. Chce być jak najlepsza, daje z siebie 200 procent, aby móc udowodnić, że jako kobieta może być równie dobra, a nawet lepsza niż mężczyzna. Morgan ma naprawdę silną osobowość, jest bardzo pewna siebie i świadoma swoich osiągnięć, ale pod tą powłoką momentami widać jej lęki i zagubienie oraz pewnego rodzaju łagodność, która przebija się przez jej pancerz. 

Patrick z kolei nie był mężczyzną, który kiedykolwiek się angażował. Dziewczyny na jedną noc i zero problemów - to była łatwa droga. Jednak, kiedy pomimo wielu wątpliwości i rozterek pozwala sobie spojrzeć na Morgan inaczej, uświadamia sobie, że jest ona osobą, przy której staje się lepszą wersją siebie. Poza tym, nasz główny bohater jest opiekuńczym mężczyzną, który rządzi w kuchni i robi to chyba dobrze.

"Teraz albo nigdy" to historia, w której brakuje nieco akcji, ale autorka nadrabia to emocjami. Nadzieja, miłość, radość i smutek. Nie zabraknie tu zawirowań, bo w książce pojawi się wujek rodzeństwa, który będzie mieszał, mącił i podstawiał nogę w życiu zawodowym Morgan.
"Teraz albo nigdy" to historia dwojga ludzi, którzy dwanaście lat czekali, aby w końcu się odnaleźć. Nie zabraknie tu scen seksu - wyważonych i subtelnych, ale też relacji rodzinnych, które pokazują, że stanowi ona oparcie i siłę. To historia o konsekwentnym dążeniu do celów. Jeśli lubicie lekkie, niewymagające i lekkie czytaniu w książki to K.A Linde wychodzi Wam naprzeciw. A na wakacje sprawdzi się w sam raz.

Oryginalny tytuł: The Wright Secret
Cykl: Mrs. Wright (tom 4)
Wydawnictwo: Burda Książki
Tłumaczenie: Danuta Śmierzchalska
Data wydania: czerwiec 218 rok
Liczba stron: 350

czwartek, 5 lipca 2018

"Małżeńska gra" CD Reiss

"Małżeńska gra" CD Reiss
Ranek Adama nie różnił się niczym niezwykłym od tych poprzednich. Jak zawsze wstał i ubrał się do pracy. Człowiek nie przewiduje, że coś złego może się zdarzyć i on też nie brał takiej ewentualności pod uwagę. Do czasu, kiedy znajduje od ukochanej żony list, w którym ta informuje go o swojej decyzji. Diana postanawia się rozwieść z Adamem, ponieważ uważa, że oddalili się od siebie, a on coś przed nią ukrywa. Mężczyzna czuje ból, odrętwienie i bezsilność. Bardzo ją kochał - jak mógłby pozwolić jej odejść? Dlatego stawia jej ultimatum. W zamian za podpisanie papierowych rozwodowych oraz oddanie udziałów w jej rodzinnej firmie, chce aby kobieta spędziła z nim trzydzieści dni sam na sam, na odludziu. W ten sposób chce pokazać jej to, co ukrywał przed nią przez wiele lat w obawie, że Diana go nie zrozumie. Okazuje się, że mężczyzna lubi dominować kobiety, sprawiać, aby te stawały mu się uległe. Dla Diany, która została wychowana na feministkę to jest coś nie do pomyślenia. Jednak zgadza się spełnić wszystkie zachcianki męża. Nie przewidziała jednak, że ten czas okaże się dla niej wyzwalający.

Przystępując do czytania "Małżeńskiej gry" miałam trochę oczekiwań. Zaintrygował mnie opis oraz fragment powieści na skrzydełku. Pomyślałam "to coś dla mnie, uwielbiam pieprzne książki" i chociaż mi się podobała, to jednak nie wszystko mi w niej zagrało. Od razu napiszę, o co mi chodzi. Mianowicie o sposób wykreowania postaci przez autorkę. Nie mogłam wczuć się w to, co odczuwali. Wydawali się dla mnie bezbarwni, uczucia, które autorka im przepisywała również takie były. Starałam się cokolwiek poczuć, bo uwielbiam wyciskać emocje, ale tu miałam z tym problem. Nic nie czułam. Kompletnie nic i to sprawiło, że na myśl o tej książce czuję jakiś dyskomfort w głowie. 
Jednak poza tym uważam, że ta książka mogłaby być nie tylko dobra, ale świetna. Pomysł na fabułę jest naprawdę udany i mega interesujący. Podoba mi się akcja w tej książce, a najbardziej wątek z BDSM, który bardzo mnie ciekawi. Mam wrażenie, że to jedna z niewielu powieści, gdzie ten wątek nie jest potraktowany jako tło czy dodatek, bo on tu faktycznie istnieje i wysuwa się na pierwszy plan. Dialogi są pieprzne i dosadne, co niektórym może przeszkadzać, sceny seksu również, ale to w końcu nie jest waniliowa relacja i trzeba mieć na uwadze. "Małżeńska gra" to historia, którą albo pokochamy, albo znienawidzimy. Nie każdemu w końcu może spodobać się słownictwo oraz brutalność, które niekiedy tu występują.

Autorka stworzyła nie tylko pieprzny erotyk, ale również historię, która coś ze sobą niesie i porusza istotne tematy. Takie jak odnalezienie prawdziwego "ja", w tym nie tylko tego, co wiąże się z naszym charakterem, ale również z naszymi pragnieniami, które skrywamy głęboko w sobie. Jednak przede wszystkim ta powieść kładzie nacisk na zaufanie i szczerość. Adam ukrywał prawdę o sobie, o swoich preferencjach seksualnych. Chciał być dobry dla Diany, bo ją kochał, a dodatkowo uważał, że to, co on uwielbiał, ona nie akceptowała. Doprowadziło to do tego, że mężczyzna udawał kogoś kim nie jest, tłamsił swoją naturę, wypierał ją, co ostatecznie sprawiło, że kobieta zauważała, że coś złego się dzieje i to wpłynęło również na jej samopoczucie. Nieco współczułam Adamowi sytuacji w jakiej się znalazł, ale uważam, że sam na nią zapracował.

W książce teraźniejszość przewija się z przeszłością, co ułatwia nam poznanie tej sytuacji z obu stron i to moim zdaniem autorka zrobiła świetnie. Niby te same sytuacje, ale jednak pokazane z perspektywy drugiej strony dają nam zupełnie inny obraz.

"Małżeńska gra" to historia, która ostatecznie wypada dosyć pozytywnie. Brakowało mi tylko lepszego przedstawienia postaci, sprawienia, by dla mnie stali się oni bardziej realni. Styl autorki mi pasował, przeczytałam tę książkę szybko. Ta historia z pewnością pobudza wyobraźnię i zmysły, żałuję tylko, że nie poruszyła mojego serca. Końcówka za to sprawiła, że miałam jeden, wielki mętlik w głowie. Jestem ciekawa jak autorka rozwinie tę sytuację w kolejnej części. 

Oryginalny tytuł: Marriage Games
Cykl: Marriage Games (tom 1)
Wydawnictwo: Kobiece
Tłumaczenie: Monika Skowron
Liczba stron: 456
Copyright © 2016 Red Girl Books Recenzje , Blogger