Polecany post

"Łowcy płomienia" Hafsah Faizal

piątek, 6 marca 2020

"Trzy kroki od siebie" Rachael Lippincott, Mikki Daughtry, Tobias Iaconis

"Trzy kroki od siebie"  Rachael Lippincott, Mikki Daughtry, Tobias Iaconis
"Kiedy chorujesz na mukowiscydozę, to w pewnym sensie przyzwyczajasz się do myśli, że młodo umrzesz"

Stella od 6 roku życia choruje na mukowiscydozę. Szpital jest dla niej drugim domem. Dziewczyna nie narzeka na swoje życie, ale nie ukrywa, że choroba czasami zmusza ją do rezygnacji ze swoich planów. Tak było i tym razem. Nastolatkę omija szkolna wycieczka na Cabo, którą miała spędzić w towarzystwie przyjaciół. Nie łatwo jej pogodzić się z tym, że kolejne ważne wydarzenie nie będzie jej udziałem. Jednak, kiedy Stella poznaje Willa, jej głowę zaprząta inny cel. Chce sprawić, aby chłopak, który się poddał, zaczął większą uwagę przykładać do swojego leczenia. Z czasem, pomiędzy nimi rodzi się uczucie.

"Trzy kroki od siebie" to niepozorna historia. Przybliża nam bliżej chorobę jaką jest mukowiscydoza, bez upiększania jej. Główni bohaterowie, Stella i Will chorują na nią. Wpływa ona na ich układ oddechowy i przewód pokarmowy. Will dodatkowo ma bakterię B. cepacia, co sprawia, że jest zagrożeniem dla innych chorych na mukowiscydozę, ponieważ osoby chore na nią, nie są na nią odporne. I w tej powieści autorka pokazuje nie tylko codzienność ludzi chorych na tę chorobę, ale odkrywa przed nami jak wyglądają ich kontakty pomiędzy ludźmi zdrowymi i chorymi. W ten sposób tworzy też wątek zakazanej miłości, ale nie będę rozwijać tego tematu, aby nie odebrać Wam przyjemności z poznawania relacji pomiędzy bohaterami. W tej książce zderzają się dwa różne charaktery. Stella pomimo trudności, optymistycznie podchodzi do tego z czym się zmaga. Z kolei Will, stracił już wszelką nadzieję, że nowa terapia pomoże mu przedłużyć życie. Pojawienie się dziewczyny zmienia jego podejście. 

Na początku napisałam, że "Trzy kroki od siebie" to niepozorna historia. Dlaczego? Miałam ją za zwykłą, dosyć przewidywalną młodzieżówkę i w pewnym sensie taka właśnie jest. Jednak jest również wartościowa i pouczająca i otwiera oczy na to, że zbyt często skupiamy się na drobnostkach, nie ciesząc się z życia. Musimy doceniać czas jaki mamy, ponieważ nie jest nam on dany na zawsze, To również historia o tym, że jeśli kogoś naprawdę się kocha, jest gotowym się na poświęcenia. Choć początkowo ta historia nie zrobiła na mnie wrażenia, tak coraz bliżej końca łamała moje serce i wyciskała z oczu łzy. Więc dla fanów emocji, ta pozycja może być strzałem w dziesiątkę.
Oryginalny tytuł: Five Feet Apart
Wydawnictwo: Media Rodzina
Data wydania: maj 2019 rok
Liczba stron: 336

Oprawa: miękka ze skrzydełkami

czwartek, 27 lutego 2020

"Księżniczka incognito" Connie Glynn

"Księżniczka incognito" Connie Glynn
Lottie Pumpkin jest zwykłą dziewczyną, która ma szansę spełnić swoje marzenia i dotrzymać obietnicy złożonej matce. Dzięki swojej wytrwałości, udaje jej się dostać do szkoły średniej, Rosewood Hall Court.
Eleanor Prodence Wolfons jest następczynią tronu Maradawii, od której oczekuje się, że zacznie na poważnie traktować swoje obowiązki. Jednak dziewczyna pragnie wolności, nie roli, która ją ograniczy. Wbrew początkowemu sprzeciwowi ojca, trafia do tej samej szkoły co Lottie.

Obie dziewczyny zostają swoimi współlokatorkami. Po szkole rozchodzi się wieść, że Lottie jest księżniczką. Rozgniewana Elle wyznaje dziewczynie prawdę o swoim pochodzeniu. Później postanawia wykorzystać rodzące się plotki i tak oto "zwyczajna dziewczyna" zaczyna udawać księżniczkę Maradawii. Zostaje portmanką Ellie, czyli osobą, która podaje się za księżniczkę. Jak to zmieni życie obu dziewcząt?


Kiedy miałam 13 lat uwielbiałam książki o księżniczkach. Szczególnie w pamięć zapadł mi "Pamiętnik księżniczki". Pomimo tego, że mam już więcej lat niż wtedy, nadal jest we mnie coś z nastolatki. Nadal uwielbiam bajeczne klimaty. Więc kiedy mój wzrok przyciągnęła okładka książki "Księżniczka incognito" od razu zapisałam ją na liście do przeczytania.

Jest to historia, w której autorka wykreowała dwie różne postacie. Spokojną Lottie i porywczą Ellie. Z czystym sercem mogłabym polecić tę książkę młodszym czytelnikom. Nie zabraknie tu niebezpieczeństwa i tajemnic. Obie dziewczęta będą starać się rozwiązać zagadkę, a pomagać im będzie Jamie Volk, tajemniczy chłopak, który strzeże Ellie, a którego relacja z księżniczką, jest dla Lottie zastanawiająca. Connie wykreowała uroczą relację pomiędzy obiema nastolatkami. Pełną ciepła, troski, lojalności i wzajemnego wsparcia, ale z małymi potknięciami. Przyznam, że dla mnie Ci nastolatkowie są dojrzali jak na swój wiek, rzadko odnosiłam wrażenie, że mają 14 lat. 
"Księżniczka incognito" to historia o tym, że nie każdy jest tym za kogo się podaje, ale to również powieść o odnalezieniu własnej drogi. Jakie będą tego konsekwencje?
Książka momentami jest nużąca, ale przez większość czasu było ciekawie. Jak na debiut literacki, ta powieść jest dość dobrze napisana. Urocza, ze szczyptą magicznej atmosfery. Idealna na wieczorny relaks, nie tylko dla nastolatek. Posiada pewne podobieństwa do znanej serii. Jesteście gotowi by poznać blaski i cienie bycia księżniczką?

Oryginalny tytuł: Undercover Princess
Cykl: Kroniki Rosewood (tom 1)
Wydawnictwo: Insignis
Data wydania: luty 2020 rok
Liczba stron: 392
Oprawa: miękka ze skrzydełkami

piątek, 21 lutego 2020

"Hazel Wood" Melissa Albert

"Hazel Wood" Melissa Albert
Alice wraz ze swoją mamą Ellą, często zmieniały miejsce zamieszkania. Uważały, że ściga je pech, ponieważ tam gdzie się pojawiały, wydarzały się dziwne rzeczy. Jednak, kiedy umiera Althea, mama Elly i autorka baśni z Uroczyska, wszystko się zmienia. Ku zaskoczeniu Alice, jej mama wychodzi za mąż, a życie ich obu się stabilizuje. Jednak do pewnego czasu. Kiedy Ella zostaje porwana, dziewczyna rusza w ślad za swoją mamą. Droga prowadzi do posiadłości jej babki, do Hazel Wood. Ella ostrzegała swoją córkę, że ma trzymać się z daleka od tego miejsca, ale Alice wiedziona uczuciem do matki, rusza jej na ratunek.

Do książki "Hazel Wood" robiłam dwa podejścia. Za pierwszym razem nie dałam rady jej kontynuować. Przy drugim podejściu miałam ten sam problem, ale za namową koleżanki, postanowiłam jakoś przebrnąć przez początek. Nie ukrywam, szło mi topornie. Początek był mało interesujący, ale z czasem, kiedy akcja zaczęła się rozwijać, coraz bardziej wsiąkałam w tę historię. "Hazel Wood" to nieco pokręcona i mroczna opowieść, z elementami baśni, ale nie słodkimi, ze szczęśliwym zakończeniem. Te baśnie, które znajdziemy w tej historii będą brutalne, krwiste i niebezpieczne. Dlaczego niebezpieczne? Ponieważ okaże się, że historie z Uroczyska żyją naprawdę i stanowią zagrożenie nie tylko dla Alice, ale również dla jej przyjaciela, który pomaga jej dotrzeć do Hazel Wood. Melissa Albert buduje napięcie, z pewnością nie jest to przewidywalna powieść. No może była jedna rzecz, której się domyślałam i sytuacja potoczyła się po mojej myśli, ale nie miałam pewności, że tak będzie.
Nie zabraknie tu też tajemnic, ale również odkrywania i poznawania siebie. Akcja toczy się nie tylko w realnym świecie, ale również w tym baśniowym. Tak jakbyśmy zostali rzuceni w samo centrum opowieści z Uroczyska.

"Hazel Wood" nie jest powieścią łatwą w odbiorze. Momentami czyta się ją łatwo i szybko, strony same się przewracają, ale są chwile, kiedy jest topornie i nudno. Więc myślę, że ta książka nie każdemu przypadnie do gustu.
"Hazel Wood" to historia o tym, że mamy wpływ na własne życie i nasza historia nas nie definiuje. Możemy być tym kim chcemy i to od nas samych zależy jaką drogę wybierzemy. To również historia o miłości tak wielkiej, dla której nie ma nic niemożliwego.
Oryginalny tytuł: The Hazel Wood
Cykl: The Hazel Wood (tom 2)
Wydawnictwo: Media Rodzina
Data wydania: maj 2019 rok
Liczba stron: 376
Oprawa: twarda

wtorek, 11 lutego 2020

"Stacja końcowa Auschwitz" Eddy de Wind

"Stacja końcowa Auschwitz" Eddy de Wind
Jakiś czas temu postanowiłam, że coraz częściej będę sięgać po książki o tematyce Auschwitz. Kiedy przyszła do mnie propozycja przeczytania powieści Eddy'ego de Wind, nie wahałam się. Najczęściej sięgam po reportaże, ale powieść autora, to historia jego przeżyć w obozie zagłady. Nie miałam więc obaw, że będę musiała odsiewać fakty od fikcji. Eddy de Wind spisywał swoje przeżycia w dzienniku, podczas pobytu w Auschwitz. Nie chciał niczego pominąć, aby kiedy przeżyje, móc nieść świadectwo całemu światu.

" W stacji końcowej Auschwitz" autor tworzy swoje alter ego o imieniu Hans. Jest 1943 rok, mężczyzna wraz ze swoją żoną Frieder są zmuszeni wsiąść do transportu, kierującego się do Auschwitz. Początkowo traktują to lekko, jak przymusowy pobyt w sanatorium, ale kiedy docierają do stacji Auschwitz, uderza ich okrutna rzeczywistość. Małżeństwo zostaje rozdzielone, Esesmani odbierają im wartościowe rzeczy. Jednak to zaledwie początek koszmaru. 

Wyobraźcie sobie, że w jednej chwili musicie porzucić swoje dotychczasowe życie, rodzinę i przyjaciół. Wasze plany i marzenia już nie mają znaczenia. Idziecie w nieznane. Nie wiecie co Was czeka, ale karmieni propagandą macie nadzieję, że będzie dobrze. Nie spodziewacie się, że już na miejscu zostajecie okradzeni z bliskich Wam ludzi, z kosztowności, a nawet z ubrań. Nie macie świadomości, że w nowym miejscu będziecie borykać się z głodem, chorobami zakaźnymi i pracą ponad własne siły. Każdy kolejny dzień, to walka o przetrwanie. Jednak z biegiem czasu coraz trudniej walczyć. Śmierć staje się wybawieniem, a oczekiwanie na nią torturą. 

Książka nie jest napisana emocjonalnie, ale należy wziąć pod uwagę, że kiedy autor zapisywał swoje wspomnienia psychicznie był zmęczony i zrezygnowany, pomimo, że nadal miał w sobie okruchy woli walki. Ta książka nie opisuje drastycznych zachowań. Ja osobiście odebrałam ją jak historię o tym, jak ludzie starali się przetrwać w tak trudnym miejscu, gdzie brakowało pożywienia i leków. Jak Auschwitz kształtował ich charaktery i psychikę. Pokazuje również jaka hierarchia obowiązywała w tym miejscu. Najbardziej w oczy rzuciło mi się to, że autor przedstawiał naszych rodaków jako tych najgorszych, pokazując tylko złe zachowania więźniów politycznych. To przykre, że trafiał tylko na złych ludzi, bo w każdym bądź razie nie zamierzam zaprzeczać, że wśród naszych rodaków nie brakowało takich ludzi.
"Stacja końcowa Auschwitz" to przejmująca historia o przetrwaniu, ale również o tym, że w miejscu, w którym działo się niewyobrażalne dla nas zło, nadal istniała nadzieja i dobroć.


Cytaty:

"I ten głód! Ciągły, nieustający głód! Bo cóż to jest: jedna porcja chleba i litr zupy na dzień? I to byle jakiej: wody z kawałkami brukwi i ziemniaków".

"Słońce tchnęło na nowo życie w przeznaczonych na śmierć, w ich sercach zakiełkowała nowa nadzieja, rozwinęła się jak młode listki uwolnione z pączków, złaknione wiosennych promieni. Powietrze przenikała delikatna wilgoć, niebo było błękitne, a rytm serca szybszy, gdy smakowali wiosny. Tak jakby ich krew stała się rzadsza i przez to szybciej płynęła w żyłach. Tak jakby ich dusze drżały w ciałach wraz z rozgrzanym powietrzem nad zielonymi łąkami. Poczuli tęsknotę starą jak historia ludzkości, po zimie, która zmroziła ich serca".

"Dziwne, że życie wciąż trwało, a świat ciągle się kręcił. Wydaje się nam, że my i osoby, które kochamy, stanowimy centrum wszechświata. Uniwersum jest jednak obojętne, czy jesteśmy szczęśliwi, czy zdychamy na śniegu".

"(...) Trwaliśmy wciąż rozdarci pomiędzy strachem a nadzieją, pomiędzy absurdalną, emocjonalną nadzieją a racjonalnym strachem graniczącym z pewnością, że to wszystko oznacza nasz koniec".

Oryginalny tytuł: Eindstation Auschwitz
Wydawnictwo: WAB
Data wydania: styczeń 2020 rok
Liczba stron: 288
Oprawa: miękka ze skrzydełkami

środa, 5 lutego 2020

"Łowcy płomienia" Hafsah Faizal

"Łowcy płomienia" Hafsah Faizal
Zafira żyje w kalifacie, w którym kobieta nie ma prawa o sobie decydować i być kimś znaczącym. Dlatego dziewczyna ukrywa przed swoją społecznością, że jest Łowczynią, która codziennie przemierza mroczny las zwany Arz. Jest to miejsce, do którego wielu wchodziło, ale nie wracali już żywi. Zafira polowała w tym lesie na zwierzynę, która stanowiła pożywienie dla jej ludzi. W przeciwnym razie wszyscy by głodowali. Jednak mroczny las Arzu rozrasta się coraz bardziej, grożąc pochłonięciem królestwa, w którym żyła.

Nasir jest Księciem Śmierci, któremu ojciec zleca odnalezienie i zabicie Łowcy. W życiu Zafiry i Nasira pojawia się Srebrna Wiedźma, która sprawia, że parę obcych sobie ludzi, zaczyna łączyć wspólny cel. Chociaż początkowo o tym nie wiedzą. Wiedźma wysyła Zafirę na wyspę Sharr, która leży wewnątrz Arzu. Dziewczyna ma odzyskać tajemniczy artefakt, który przywróci jej królestwu dawną świetność i zatrzyma mrok lasu. Nasir nie tylko ma zabić dziewczynę, lecz również przejąć potężny artefakt. Jednak z biegiem wyprawy wszystko się komplikuję. Co kryje się za wyprawą w samo serce Arzu?

Po "Łowcy płomienia" sięgałam z dobrymi przeczuciami. Już od początku czułam, że to coś dla mnie i nie pomyliłam się. Ta powieść skradła moje serce. Chyba wszystko mi się tu podobało. Kreacja bohaterów, ich relacja, postacie drugoplanowe, klimat i sama fabuła. Nie można tu narzekać na brak akcji czy tajemnice. Książka trzymała mnie w sidłach praktycznie od początku do końca.

Zafira wcześnie straciła ojca, ale również matkę, która wpadła w rozpacz po śmierci męża.  Dziewczyna nie miała w planach miłości, oznaczała dla niej przegraną, było to uczucie, które przynosiło ból. Była lojalną przyjaciółką i troszczyła się o swoich bliskich. Nasir z kolei to postać poraniona przez własnego ojca. Na jego podstawie zobaczymy jak chęć zadowolenia rodzica potrafi być silniejsza od własnego sumienia. Zabijał dla niego ludzi, ale zostawiało to ślad na jego duszy. Nadal odczuwał współczucie i litość, ale jego ojciec próbował konsekwentnie te przejawy dobroci w nim zniszczyć.

"Łatwo o tym zapomnieć, ale serca biją dla miłości, prawda? Być może życie bez celu, to nie życie. Jednak życie bez miłości... to również nie jest życie. To egzystencja".

Jednym z elementów, które tu mi się podobały, to umiejętne wprowadzanie nowych postaci, tajemnic czy potworów takich jak ifryt. Nie brak tu akcji, scen walki, no i miłości. Jednak ten ostatni wątek nie dominuje w tej powieści i rozwija się stopniowo i subtelnie. Zżyłam się z głównymi bohaterami, ale chcę tu zaznaczyć, że postacie drugoplanowe również są dobrze wykreowane i warte uwagi. Dopingowałam im tak jak głównym bohaterom i przeżywałam wszystko co ich spotykało.

"Łowcy płomienia" to tajemnicza i klimatyczna powieść z rozbudowaną fabułą. Tu dobro spotyka się ze złem. To historia o honorze i poświęceniu oraz o tym jak za sprawą ludzi, których spotykamy na swojej drodze, możemy spojrzeć na pewne sprawy inaczej. Postacie Zafiry i Nasira nie stoją w miejscu, stopniowo przechodzą zmianę. Może ta książka ma jakieś niedociągnięcia, ale ja pochłonięta tą powieścią, nie zauważyłam tego. 
Oryginalny tytuł: We Hunt the Flame
Cykl: Sands of Arawiya (tom 1)
Wydawnictwo: Niezwykłe
Data wydania: listopad 2019 rok
Liczba stron: 506
Oprawa: miękka ze skrzydełkami

piątek, 24 stycznia 2020

"Wiedźma morska" Sarah Henning

"Wiedźma morska" Sarah Henning
"Morze to kapryśna wiedźma. Równie dobrze potrafi złożyć pocałunek na czyichś ustach, jak i pozbawić kogoś tchu. Jest piękna i okrutna, pokryta migoczącymi fałdami. Gdy hojna, napełnia nasze brzuchy i kieszenie po brzegi. Gdy nikczemna, jedynie patrzy chłodno, jak przywdziewamy czerń i wzbogacamy jej wody o słone łzy. Tylko fale nadążają za jej nastrojami - przychodzą i odchodzą równie szybko co one. Jednak wciąż jest ona dla nas kimś więcej niż wiedźmą - jest naszą królową".

Zanim rozpoczęła się historia Małej Syrenki i Wiedzmy, która odebrała jej głos, w zamian za ludzkie nogi, kilkadziesiąt lat wstecz toczyło się życie trójki nierozłącznych przyjaciół, żyjących w rybackim miasteczku. Anna, Evelyn i książe Niks, wspólnie przeżywali wspaniałe przygody, które niekiedy bywały niebezpieczne. Podczas jednej z takich zabaw ginie Anna. Kilka lat później Evelyn zostaje powiernicą księcia, która od czasów tragedii jest wytykana przez innych. Evie pewnego dnia poznaje tajemniczą dziewczynę, którą spotka niedaleko brzegu. Jest ona bardzo podobna do jej zmarłej przyjaciółki. Evelyn szybko się do niej przywiązuje, jednak jej nowej przyjaciółce grozi niebezpieczeństwo. Jej życie zależy od pocałunku prawdziwej miłości, ale... czy na pewno?

"Wiedźma morska" nie jest idealną powieścią, ale potrafi wciągnąć czytelnika do swojego świata. Pomimo tego, że akcji tu jak na lekarstwo. Postacie mogłyby być lepiej wykreowane. Ja nie zżyłam się żadnym z nich. Momentami ma się wrażenie, że są w tej powieści nieścisłości na przykład te dotyczące śmierci Anny. Tak jakby autorka rozpoczynała jakiś temat i porzucała go w połowie. Byłam również zaskoczona szybkim rozwinięciem relacji pomiędzy Niks'em a Evelyn. Dla mnie to było mało naturalne i wzięło się znikąd. 
Nie zabraknie tu jednak tajemnic i kłamstw. Autorka stopniowo odkrywa przed nami sekrety.
Podobał mi się również wątek z magią, z paleniem kobiet, które uznano za czarownicę, ale autorka nie pokusiła się o rozwinięcie obu tych tematów.

Lubię książki, które są wzorowane na znanych baśniach. "Wiedźma morska" to powieść, która zaczyna się niepozornie i dosyć nudno. Akcja posuwa się powoli, ale wraz z pojawieniem się nowej postaci, zaczyna trzymać w napięciu. To historia o tym, że tam gdzie jest nienawiść i pragnienie zemsty, nie ma miejsca na prawdziwą miłość. Ludzie, którzy kierują się złymi pobudkami, by zdobyć to czego pragną, nigdy nie ruszą do przodu. Czasami poświęcenie oznacza utratę własnego życia. Sarah Henning nie stworzyła idealnej powieści, wiele jej brakuje, ale fabuła zasługuje na plus i potrafi zaciekawić. Mam nadzieję, że kolejna część będzie lepiej dopracowana. Ja na pewno dam jej szansę.
Oryginalny tytuł: Sea Witch
Wydawnictwo: NieZwykłe
Data wydania: luty 2019 rok
Liczba stron: 302
Oprawa: miękka ze skrzydełkami

wtorek, 14 stycznia 2020

"Miłość online" Penelope Ward

"Miłość online" Penelope Ward
Ryder jest przystojny i popularny. Nie może narzekać na brak zainteresowania ze strony innych. W końcu jest synem producenta filmowego w Hollywood, po którym, kiedyś odziedziczy stanowisko. Jednak mężczyzna nie jest zadowolony ze swojego życia. Pragnie aby nie patrzono na niego przez pryzmat popularności i bogactwa. Któregoś wieczoru postanawia wejść na stronę z sekskamerkami. Jego uwagę natychmiastowo przyciąga dziewczyna, która promuje się zdjęciem ze skrzypcami. Zaintrygowany mężczyzna rozpoczyna z nią rozmowę jako ScreenGood90. Okazuje się, że "Montana" jest zupełnie inna niż się spodziewał. Poznaje, że dziewczyna jest nie tylko piękna, ale również potrafi pięknie śpiewać. Jest zabawna, inteligentna i porusza w nim coś, czego żadna inna kobieta nie potrafi. Coraz częściej spędzają czas na wspólnych rozmowach i pomimo odległości, stają się sobie coraz bliżsi, a uczucie pomiędzy nimi się wzmaga. Ryder postanawia zaryzykować i pomimo niechęci kobiety, by się spotkać, postanawia ją odnaleźć. Ma tylko jedną wskazówkę. 

Penelope Ward to aktorka, po której książki zawsze sięgam z wielką chęcią. Moim zdaniem historia, którą stworzyła w "Miłość online" jest oryginalna i aktualna w czasach, w których coraz więcej ludzi szuka miłości na różnego typu portalach randkowych i ogólnie w sieci. Jednak tutaj autorka postanowiła rozpocząć tę powieść na portalu służącym mężczyznom do celów zupełnie innych niż miłość. W miejscu, gdzie takie uczucie nie ma możliwości rozkwitnąć, gdzie liczy się ciało, a nie umysł i serce. Penelope Ward pokazuje, że spotkanie swojej bratniej duszy jest możliwe dosłownie wszędzie. Miłość nie ma określonego czasu i miejsca. Nie obejmuje żadnych schematów, nie stają jej na drodze żadne przeszkody. Spotyka nas w najmniej nieoczekiwanym momencie. Tak było w przypadków głównych bohaterów. Spodobało mi się to, że autorka rozwinęła tę relację stopniowo, skupiając się nie tylko na aspektach fizycznych, ale również skupiając się na osobowościach Ryder'a i Eden, bo tam ma na imię "Montana". Ich miłość nie wybuchła od pierwszego wejrzenia, ale stopniowo rozkwitła, wraz z każdą rozmową i lepszym poznawaniem siebie. Autorka bardzo dobrze wykreowała te postacie. Myślałam, że Ryder będzie typem kobieciarza, facetem bardzo pewnym siebie, od którego ta cecha będzie wręcz biła, ale wcale tak nie było. To spokojny, czuły i troskliwy mężczyzna. Może nieco nudny, ale nie sposób nie obdarzyć jego postaci sympatią. Eden z kolei jest bardziej skomplikowana, bo takie też jest jej życie. Nic nie przychodziło jej z łatwością. Dość wcześnie musiała zająć się swoim bratem, który potrzebował specjalistycznej pomocy. Wiązało się to z porzuceniem swoich marzeń i rozpoczęciem takiej, a nie innej pracy. Jednak zanim ocenicie Eden, wstrzymajcie się z osądem, póki nie sięgniecie po "Miłość online". Główna bohaterka, to postać, którą nie da się nie polubić.

Penelope Ward porusza w swojej powieści również bardzo ważny temat, ale jaki? O tym musicie przekonać się sami.
"Miłość online" to historia wzruszająca i wciągająca. Momentami nudna, ale nie wpływa to na czytanie. Książkę czyta się bardzo dobrze i duża tu zasługa nie tylko głównych bohaterów, ale również brata Eden. Jeśli jesteście fankami Penelope Ward, jestem pewna, że ta książka znajdzie się na Waszej liście do przeczytania. Jednak jeśli autorka jest Wam nieznana, a cenicie sobie dobrze wykreowanych bohaterów, wartościową fabułę, która nie skupia się tylko na seksualności, ale też na czymś więcej i jest oryginalna, to warto po nią sięgnąć. Dla mnie to nie najlepsza powieść tej autorki, ale jest to jedna z tych, które chwytają za serce.

Oryginalny tytuł: Love online
Wydawnictwo: Editio Red
Data wydania: październik 2019 rok
Liczba stron: 307
Oprawa: miękka
Copyright © 2016 Red Girl Books Recenzje , Blogger