Lily Brooks - Dalton ''Dzień dobry północy''



Gdzieś na Arktyce...

''Kiedy słońce wreszcie znowu pojawiło się w kręgu polarnym i splamiło szare niebo jaskrawymi pasmami różu, Augustine był na dworze i czekał. (...) Różowy blask zalał horyzont i wniknął w lodowaty błękit tundry, rzucając na śnieg cienie w kolorze indygo. Świt wstawał jak głodna ściana ognia; delikatny róż przechodził w pomarańcz, a potem w szkarłat, pochłaniając jedną po drugiej grube warstwy chmur, aż w końcu zapłonęło całe niebo.''

Tak oto pięknym wpisem, o świcie na Arktyce zaczyna się historia jednego z robinsonów - Augustina. Wystarczy zamknąć oczy, wyciszyć umysł, aby móc ujrzeć to co on. Budzenie się nowego dnia, tam gdzie rzadko staje ludzka stopa, a niebo płonie całą kaskadą barw. Tam gdzie przetrwają tylko wytrwali. Nie tylko silni ciałem, ale również umysłem. 

Życie Augustina polegało na ciągłej ucieczce. Uciekał przed miłością, przywiązaniem i odpowiedzialnością. Nie potrzebował tych uczuć, uważał je za sentymentalne błahostki. Mężczyzna był cenionym i sławnym naukowcem, przekonanym o swojej wartości. Dużo podróżował, przemierzał kontynenty, które niewiele dla niego znaczyły. Obchodziły go tylko gwiazdy, przez całe jego życie były jego jedyną miłością. 
Pod koniec swojego życia, trafia na stację badawczą na Arktyce. Mijają dwa lata, gdy do mężczyzny i naukowców docierają informacje o wojnie. Rozpoczyna się ewakuacja, lecz mężczyzna postanawia zostać. Nie ma do kogo wracać, tu postanowił zakończyć swoje życie. Jednak wszystko się zmienia, gdy dwa dni później odnajduje Iris. Na początku nie zwraca na nią uwagi, stara się skontaktować z kimś, kto wróci po nią i ją zabierze, lecz gdy nie ma żadnej odpowiedzi rezygnuje. Dziewczynka jest milcząca i spokojna. Rzadko się odzywa, ale gdy to robi, Augustine docenia jej inteligencję. Iris zaczyna budzić w mężczyźnie nie znane mu dotąd uczucia. Zdając sobie sprawę ze swojego wieku i odpowiedzialności za dziecko, rozpoczyna walkę o ich wspólne przetrwanie. 

Gdzieś, kilka lat świetlnych od Ziemi...

''Wciąż pamiętała swój sen. Od zeszłotygodniowych badań stale śnił się jej Jowisz: jego niesamowite, niepowstrzymane w ruchu pierścienie; zmieniające się desenie atmosfery, ciemne pasy i jaśniejsze paski, sunące w rzekach chmur z kryształów amoniaku;całe spektrum pomarańczu, od pastelowych obszarów w odcieniu piasku aż po jaskrawe smugi stopionego cynobru. (...) Opalizująca powierzchnia, błyskająca i rycząca w trwającej od  stu lat burzy.''

Tak zaczyna się historia, drugiego z  bohaterów ''Dzień dobry, północy''. Historia nie tylko kobiety astronauty, ale również całej ekipy.

W odległej od Ziemi przestrzeni kosmicznej, gdzie czas znaczy niewiele, na pokładzie statku kosmicznego przybywa Sully, wraz z ekipą. Ich misja zakończyła się sukcesem i wracają do domu. Wszyscy są zrelaksowani i zadowoleni. Jednak Sully, odczuwa niemiłe wrażenie, że owszem odnieśli sukces, ale nie mają z kim podzielić się swoimi odkryciami. Stacja kontroli lotów zamilkła tuż przed rozpoczęciem badań na Jowiszu. W ciągu następnego tygodnia załoga ''Aetheru'' czeka cierpliwie, lecz upływają kolejne tygodnie i dalej cisza. Wszyscy są zagubieni, nie wiedzą co może być tego skutkiem. Ekipa, która niegdyś była tak zgrana, odsuwa od siebie. Każdy inaczej, na swój sposób radzi sobie z ogarniającą ich paniką. Jednak im więcej czasu upływa, atmosfera na statku robi się coraz bardziej napięta, bo każdy jest na skraju załamania nerwowego. Wielu pozostawiło na ziemi, ludzi których kochali, miejsca do których chcą wrócić. Panikują na samą myśl, że nie ujrzą Ziemię i życie na niej, tak jak ją zapamiętali przed podróżą.

Wielu ludzi, żyjąc chwilą obecną, nie zastanawia się nad przyszłością i konsekwencją swoich czynów. Dopiero w którymś momencie życia, wracają wspomnienia z przeszłości, które rozliczają nas z naszych decyzji. 
Augustine jako młody człowiek był zbyt egoistyczny, ambitny i zakochany w sobie. Krzywdził kobiety i kolegów. Obraził i zraził do siebie wielu ludzi. Dopiero w obliczu samotności, dostrzegł krzywdy, które wyrządził innym, zrobiło mu się wstyd.  
Sully, uświadomiła sobie, jak dużo straciła z życia swojej córki. Zajęta realizacją własnych marzeń, nie brała pod uwagę, że traci z jej życia najważniejsze momenty. To jej były mąż, był ich uczestnikiem. Kobieta zaczyna odczuwać stratę tych chwil. 

''Dzień dobry, północy'' to historia o podróży w głąb siebie, o odkrywaniu siebie na nowo, o emocjach, które zaczynają się budzić w obliczu niewiadomej przyszłości. Historia bohaterów uczy nas, że życia nie można brać za pewnik. Nasze złe uczynki i decyzje, kiedyś do nas wrócą, a los postawi nas w sytuacji, podczas której przyjdzie czas na rozliczenia. 
Fabuła książki prze powoli, ale to normalne w tego typu książkach. Dają nam czas na to abyśmy również i my spojrzeli na swoje życie z boku. Ta książka nie wywoła u Ciebie łez, ale chwyci za serce i skłoni do refleksji. Na pewno za rok, lub za dwa lata z chęcią do niej wrócę, bo przesłanie jakie ze sobą niesie, zawsze będzie aktualne. Do takich książek zawsze się wraca.


''To okropne, ale wszyscy w pewnym sensie jesteśmy samotni. '' William Wharton

Wydawnictwo: Czarna Owca
Data wydania: 11 stycznia 2017 rok 
Oryginalny tytuł: Good Morning, Midnight
Liczba stron: 272

Za egzemplarz, serdecznie dziękuję wydawnictwu:


Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka