Mia Sheridan ''Bez słów''


''Siedziałem przy niej długo, patrząc w okno i obserwując, jak słońce zniża się na niebie. Myślałem o tym, ile nas dzieli, mnie i Bree... i jacy jesteśmy przy tym podobni. Ona dźwigała poczucie winy spowodowane przekonaniem, że nie walczyła wtedy, kiedy należało. Ja zaś nosiłem bliznę, która przypominała mi, co się dzieje, gdy człowiek walczy.''

Bree wraz ze swoją psinką Phoebe, wprowadza się do niewielkiego domku nad jeziorem, obok miasteczka Pelion. Marzy o tym, że odnajdzie tu spokój po tragedii której była udziałem. Minęło pół roku, a koszmary i halucynacje wciąż ją dręczyły. Dziewczyna liczy na to, że w nowym miejscu nabierze sił, aby zmierzyć się z życiem, a rany w jej sercu i duszy się zagoją.
Rozpoczyna nową pracę i poznaje nowych znajomych. 
Pewnego dnia poznaje mężczyznę. Młody, szczupły, dobrze zbudowany i bardzo zarośnięty. Między dwojgiem od razu coś iskrzy. 
Archer, również poznał brutalność życia, bo jako mały chłopiec stracił rodziców, a przez nieszczęśliwy zbieg okoliczności i głos, przez co stał się niemową. Po tych tragicznych wydarzeniach zaopiekował się nim wujek, lecz ten nie nauczył go normalnego życia. To spowodowało, że młody mężczyzna stronił od ludzi. A życie w samotności przyjął jako karę za czyny w przeszłości rodziców, których był świadkiem. Gdy Bree i Archer się spotykają na początku są wobec siebie nie ufni, ale powoli obydwoje się do siebie zbliżają i wyjawiają swoje lęki. Wszystko staje się bardziej skomplikowane gdy przyjaźń przeradza się w miłość.

Sięgnęłam po tę książkę podczas mojego czytelniczego kryzysu. Chciałam coś lekkiego, coś co przeczytam w jeden dzień. Tę książkę owszem czyta się szybko, ale w żadnym wypadku nie jest to lekka lektura.  Autorka pokazuje nam dwie zranione przez życie osoby. Obie po stracie nie tylko ludzi, których kochali, ale również samych siebie. Archer i Bree żyli z poczuciem winy, a byli tylko świadkiem tragicznych wydarzeń. Czytając tę książkę nie mogłam uwierzyć jak tak można skrzywdzić drugiego człowieka? Całe miasto wiedziało, że mały Archer był wychowywany przez chorego wujka. Żadna osoba się nim nie przejęła. Gdyby chociaż ktoś się nim zainteresował, chłopak nie byłby tak wyobcowany i nieprzystosowany do życia. 

Mia Sheridan ma talent do pisania romansów. W ''Bez słów'' pokazała nam jak w swych uczuciach człowiek potrafi być kruchy i niepewny. Jak boi się odrzucenia i samotności. Moje serce pękało za każdym razem, gdy czytałam wspomnienia małego Archera. 
Jednak czegoś zabrakło mi w tej książce. Sama historia obu bohaterów była piękna, ale były takie momenty, gdy powieść mnie zanudzała niektórymi dialogami. Jednak uważam, że po tę książkę warto sięgnąć. Uczy  nas, że nie należy oceniać ludzi po pozorach. Gdy widzisz, że druga osoba potrzebuje Twojej pomocy, nie stój biernie - działaj! 

Wydawnictwo: Otwarte
Tytuł oryginalny: Archer's Voice
Data wydania: 30 marca 2016 rok 
Liczba stron: 384
Moja ocena: 8/10
Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka