PRZEDPREMIEROWO Maggie Stiefvater ''Wyścig śmierci''

Oryginalny tytuł: The Scorpio Races
Wydawnictwo: YA!
Data premiery: 12 kwietnia 2017 rok
Liczba stron: 480
Moja ocena: 8/10 

Od zawsze fascynowały mnie konie. Piękne i masywne zwierzęta, które kroczą iście z królewską gracją. 
Autorka w swej powieści przedstawiła legendę o wodnych koniach. Najwspanialsze konie, które jednocześnie były potworami...

Listopad w Thisby, to dla mieszkańców krwawy miesiąc. 
Na wyspie jak co roku odbywa się Wyścig Skorpiona. Jeźdźcy, głównie mężczyźni dosiadają morskich koni. Eich Uisce, są równie piękne, co niebezpieczne. To nieprzewidywalne potwory, którym nie można ufać. Nie odwracaj się do nich plecami, bo w każdej chwili pozbawią Cię ręki, lub życia. Morskie konie słyszą zew morza, które je do siebie wzywa. Dla jeźdźców ta pieśń może okazać się zgubieniem, gdyż eich uisce zrobi wszystko by wrócić do swojego środowiska. 
Nieodłączną częścią wyścigu, jest chaos i krew. To walka na śmierć i życie. Udział w wyścigu Skorpiona, wymaga niesamowitej odwagi, bo rzadko komu udaje się dotrzeć na metę. 


Kate Conolly mieszka na wyspie wraz z dwoma braćmi, Gabe i Finnem. Kilka lat temu trójka rodzeństwa została podwójnie osierocona za sprawą eich uisce. Na Thisby jest dużo samotnych matek, ale rzadko zdarza się, aby przez jedną krótką chwilę stracić jednocześnie obu rodziców.
Kate, czasem jest niesprawiedliwa dla obu braci, ale zrobiłaby dla nich wszystko. Kiedy jej starszy brat Gabe oświadcza, że wyprowadza się na stały ląd, dziewczyna za wszelką cenę chce zrobić wszystko, aby go zatrzymać. Wraz ze swoją klaczą, która jest lądowym koniem zgłasza się do Wyścigu Skorpiona. Wszyscy mieszkańcy wyspy odradzają jej takiego kroku, ale dziewczyna nie walczy tylko o brata. Stawką jest również dom po rodzicach, który trzeba spłacić. Dziewczyna nie chce go stracić, a tym bardziej nie chce, aby Finn był zmuszona do robienia czegoś, czego nie lubi. Wygrana w wyścigu zapewni jej dużo pieniędzy za sprawą których spłaci dom po rodzicach.


Dziewiętnastoletni Sean Kendrick jest chlubą wyspy. Mówi się, że nikt nie ma takiej ręki do eich uisce, jak on. Każdego roku startuje w Wyścigu Skorpiona i co rok wygrywa. 
Sean pracuje w stajniach Malverna odkąd skończył trzynaście lat. Trenuje morskie konie i przygotowuje je do sprzedaży. Kocha te stworzenia pomimo tego, że wie, iż są potworami. Jednak jego ukochanym eich usce jest Corr. Niesamowicie piękny i szybki koń, na którym chłopak co rok wygrywa wyścig. 
W tym roku Sean również bierze w nim udział. Jednak tym razem walczy o coś, co jest mu najdroższe. Jeśli wygra będzie miał dość pieniędzy, aby wykupić Corra i wrócić z nim do rodzinnego domu. 

Czy Kate ma szansę zwyciężyć na swoim koniu, kiedy będą otaczać ją niebezpieczne morskie stworzenia? Czy Sean będzie miał szansę na powrót do rodzinnego domu wraz ze swoim ukochanym eich usce? Kto zwycięży? 

Na początku nie mogłam wgryźć się w te powieść. Byłam jej bardzo ciekawa, ale początek był dość monotonny. Później akcja zaczęła nabierać dynamiki, a ja byłam już nieźle wkręcona w czytanie. Autorka wykorzystała niesamowitą historię. Jest to mieszanka, którą uwielbiam najbardziej: konie i legenda. 
Podobało mi się w tej książce, jak autorka przedstawiła relację pomiędzy Kate, a jej rodzeństwem. Było widać, że bardzo ich kocha i poświęciłaby dla nich nawet własne życie. 
I chociaż czasem główna bohaterka mnie denerwowała, bo była niekiedy wobec nich niesprawiedliwa, to nie da się nie doceniać jej za poświęcenie i odwagę. Dla mnie już samo mieszkanie na tej strasznej wyspie jest swego rodzaju odwagą. 
Niesamowitą dla mnie rzeczą w tej książce była więź, jaka wytworzyła się pomiędzy Seanem, a Correm. Owszem taka istnieje również pomiędzy Kate i Dove, ale jednak chłopak i jego eich usce zafascynowali mnie najbardziej. 
Autorka wplotła w fabułę również miłość pomiędzy bohaterami. Na początku obydwoje siebie znosili, ale wspólne treningi i przypadkowe spotkania zbliżają ich do siebie. Ich miłość rozkwitała bardzo powoli. Była jak cienka nić, która z czasem, niespodziewanie dla nich samych przeobraziła się w coś trwalszego. Ta miłość nie była wysunięta na pierwszy plan. Została potraktowana jak winorośl, która jedynie oplatała fabułę. 

''Wyścig śmierci'' nie jest słodką i ckliwą historią o miłości i koniach. To opowieść pełna przemocy i okrucieństwa. O życiu na wyspie pełnej niebezpieczeństwa, na której ludzie poświęcają życie dla zabawy. Czy dla głupoty? Oceńcie to sami.  
Autorka pokazuje nam, że warto walczyć o to, co kochamy. Poświęcenie i miłość, często kierują naszymi poczynaniami, ale w niektórych sytuacjach potrzeba zachować zimną krew. Bohaterskie czyny wymagają sporej odwagi.

Maggie Siefvater lekkim piórem poprowadziła nas poprzez książkę, sprawiając, że pomimo przerażającej historii nie miałam problemu z jej odbiorem. Moim zdaniem warto po nią sięgnąć. Jako miłośniczka fantastyki, koni i legend, ta książka trafiła we mnie. Jeszcze nie raz do niej wrócę. 


Za egzemplarz, dziękuję wydawnictwu:

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka