Kirsty Moseley ''Nic do stracenia. Początek''



To miały być wyjątkowe szesnaste urodziny, które miała zapamiętać na długo. Jednak nie były jej pisane.
Anna i jej chłopak, Jack, postanowili uczcić je w klubie, a później w hotelu, aby przeżyć wspólnie swój pierwszy raz. Jednak dwunasty marca, dzień jej urodzin zamienił się w piekło. W klubie spotyka Cartera, gangstera i narkomana. Mężczyzna zabił jej chłopaka, a później wbrew jej woli przetrzymywał ją przez dziesięć miesięcy. Znęcał się nad nią psychicznie i fizycznie. Kiedy Anna zostaje uwolniona, to dzięki jej zeznaniom Carter zostaje skazany. Jednak dziewczyna już nigdy nie będzie taka sama. Nikomu nie ufa i wobec każdego jest podejrzliwa. Przez trzy lata odczuwała jedynie ból, rozpacz i złość. Odsuwała od siebie ludzi i nawet własnych rodziców trzymała na dystans. Nie pozwalała sobie, aby ktoś się do niej zbliżył. Chciała przejść przez życie samotnie.

Ashton Taylor jest komandosem SWAT, który zostaje przydzielony do ochrony córki senatora Toma Spencera. Ashton ma ochraniać ją przez osiem miesięcy. Po tym czasie będzie mógł wybrać dowolny przydział w SWAT.
Dziewczyna jest trudnym przypadkiem, bo odstrasza ochroniarzy, którzy sami po tygodniu proszą o przeniesienie. Ashton ma udawać jej chłopaka i chodzić z nią na uczelnie. Anna na początku stara się zniechęcić mężczyznę, lecz opanowany komandos nic sobie z tego nie robi. Małymi kroczkami przekonuje ją do siebie i pomaga jej się uporać z traumatycznymi przeżyciami. Anna, ku swojemu przerażeniu uświadamia sobie, że potrafi czuć coś innego niż ból i złość. Jednak to, co zaczyna się w niej budzić przy przystojnym komandorze sprawia, że dziewczyna czuje wstyd i wyrzuty sumienia wobec zmarłego chłopaka.

Czy Anna pozwoli sobie na uczucia, które zaczynają ją ogarniać przy Ashtonie? Czy upora się z przeszłością? Czy da szansę przystojnemu komandosowi?

Pierwszy raz miałam okazję zapoznać się z książką tej autorki. Nie będę ukrywać, że na początku podchodziłam do niej dość sceptycznie. Kiedy sięgnęłam po tę powieść to zwyczajnie przepadłam. Wiedziałam, że to kwestia czasu jak nie będę mogła się od niej oderwać. I tak się stało, bo skończyłam ją czytać o trzeciej nad ranem.

Sięgając po tę książkę nie przepuszczałam, że od razu zaatakuje moje serce i stworzy w nim pęknięcie. Ta książka już od pierwszych stron emanuje bólem, strachem i rozpaczą. 
Skrzywdzona Anna już nigdy nie będzie taka sama. Po piekle, które przeżyła nie można się dziwić, że stała się agresywna i buntownicza. Carter złamał jej duszę i serce, odebrał niewinność i na zawsze odcisnął swój ślad w jej psychice. Moim zdaniem w takich sytuacjach cierpi również rodzina ofiary. Bo to oni nie odzyskają tej osoby, którą znali przed tą całą tragedią. Nawet jeśli dojdzie do siebie, to ten cierń przeszłości zawsze pozostanie w psychice. 

Polubiłam głównych bohaterów, bo byli nie tylko zabawni, ale również dobrzy i troskliwi wobec siebie. Jedynie, co mi przeszkadzało, to fakt, że Anna tak szybko przekonała się do Ashtona. Jednak uważam, że to wcale nie jest jakaś wada, bo inaczej pewnie całej tej historii by nie było. Fabuła bardzo skojarzyła mi się z filmem pod tytuł ''Córka prezydenta''. Tak wiem, że to dwie zupełnie inne historie, ale obie mają jednak trochę wspólnych cech. To sprawiło, że jeszcze bardziej byłam tej książki ciekawa! 

Fabuła w tej książce jest ciekawa od samego początku. Ból, strata, cierpienie przeplata się z zabawnymi dialogami i sytuacjami. Od ''Nic do stracenia. Początek'' trudno jest się oderwać. Wciąga i omamia czytelnika. Ja potrzebowałam niesamowicie silnej woli, aby się od niej oderwać, a i tak przegrałam. Historia głównych bohaterów tak ciekawi, że w którymś momencie w napięciu czekałam na dalszy rozwój wypadków. Niestety nie doczekałam się, bo książka skończyła się w takim momencie, że miałam ochotę kogoś skrzywdzić! No tak się nie robi Pani Moseley! Ja chciałam wiedzieć co dalej, a tu bach. Zostaje mi tylko czekać, aż pojawi się kolejna część o historii Anny i Ashtona.

''Nic do stracenia. Początek'' to opowieść o dochodzeniu do siebie po traumatycznych przeżyciach. Owszem jest okraszona smutkiem, ale w dalszej części nie zabraknie humoru! Kilka razy się przy niej uśmiałam i szczerzyłam jak głupia do kartek. Spodziewałam się jednak, że będzie więcej akcji okraszonej niebezpieczeństwem, ale nie doczekałam się. Mam nadzieję, że autorka zrekompensuje mi to w kolejnej części. W każdym bądź razie, to nie jest zła książka, ale też nie dla kogoś kto wymaga czegoś więcej. Ja jednak pokochałam ją całym sercem, a pierwsze czytelnicze spotkanie z Kirsty Moseley uważam za bardzo udane! 


Oryginalny tytuł: Nothing Left to Lose
Cykl: Guarded Hearts
Wydawnictwo: HarperCollins
Data wydania: 12 kwietnia 2017 rok 
Liczba stron: 464

Moja ocena: 9/10

Za egzemplarz do recenzji, dziękuję:

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka