Polecany post

Book Tour Bookstagram - informacje dla uczestników

wtorek, 27 czerwca 2017

''Buntowniczka z pustyni'' Alwyn Hamilton

''Buntowniczka z pustyni'' Alwyn Hamilton
''Byłam dziewczyną z pustyni. Myślałam, że wiem co to żar. 
Myliłam się.''

Amani to młoda, zaledwie siedemnastoletnia dziewczyna, która wychowała się w świecie mężczyzn rządzących twardą ręką. Dziewczyna w dość nieprzyjemnych okolicznościach straciła oboje rodziców, przez co zamieszkała u swojego wuja, który wraz ze swoją jedną z żon nie traktowali jej zbyt dobrze. Kiedy podsłuchuje rozmowę wujka z ciotką dowiaduje się, że ten chce ją pojmać za żonę. Młoda dziewczyna jest przerażona i pragnie uciec jak najdalej z osady, w której mieszka. Nie zastanawia się ani chwili i za cel wybiera miasto, o którym tak wiele pięknych opowieści przekazała jej matka. Pustynna dziewczyna, która chce odmienić swój los, jest przekonana, że tam będzie wiodła życie o jakim marzyła. 

''Całe życie spędziłam, marząc o własnej historii, która miała się zacząć, kiedy dotrę do Izmanu. Historii napisanej w odległych miejscach, jakich nie znałam i nie umiałam ich sobie wymarzyć. W drodze do tego miejsca zrzucę z siebie pustynię, aż nie zostanie na mnie nic, co mogłoby pobrudzić kartki.''

Pewnej nocy wymyka się z domu i w przebraniu chłopca rusza na zawody strzelnicze, aby móc podwoić swoje oszczędzone pieniądze. Jednak nie będzie tam jako osoba obstawiająca, lecz jako uczestnik, bo dziewczyna potrafi doskonale posługiwać się rewolwerem. Podczas zawodów poznaje tajemniczego obcokrajowca, który umiejętnościami dorównuje Amani. Chłopak, który nazywa się Jin, wplącze dziewczynę w niebezpieczny wir zdarzeń. Dziewczyna, aby ocalić swoje życie będzie musiała uciekać przed żołnierzami Sułtana. Przez przypadek zostanie wplatana w sam środek rebelii. Jednak to ledwie zalążek jej przygody! 
Niebieskooka Bandytka na własne oczy zobaczy świat magii i odkryje, że sama ma ją w sobie.

'' - Ty jesteś tym krajem Amani - mówił ciszej. - Bardziej żywa niż cokolwiek innego. Cała z ognia i prochu strzelniczego, zawsze z jednym palcem na cynglu.''

Po ''Zakazanym życzeniu'' miałam ogromną chęć na coś podobnego. Kiedy zobaczyłam, że Wydawnictwo Czwarte postanowiło wydać coś w podobnym klimacie, postanowiłam, że i ja muszę tę książkę mieć! Kupiłam ją przy najbliższym zamówieniu i dość długo stała na półce. Nie miałam, kiedy wziąć się za jej przeczytanie i dopiero jak wydawnictwo dosłało mi ten egzemplarz jako niespodziankę, pomyślałam, że to musi być jakiś znak, że jednak nadszedł czas by po nią chwycić. 

Nie wiem czemu, ale na początku miałam problem, by wczuć się w tę książki. Ciężki dzień, przemęczenie? Nie wiem, bo niespodziewanych zwrotów akcji nie brakowało w tej powieści. W każdym bądź razie jak już się dowlekłam do połowy to poszło jak z płatka i nie mogłam się oderwać od lektury.

Amani to jedna z tych kobiecych postaci, które mogłabym polubić całym serduchem. Pyskata, niezależna i walcząca o własne życie, ale jest jedno ''ale''. Nie pochwalałam jej niektórych decyzji. Wybierała sobie kogo może uratować, a kiedy najlepiej zebrać nogi za pas i ratować własny tyłek. Co tam przysięga, co tam, że ta osoba pomogła jej wcześniej. Ratowała siebie nawet kosztem chłopaka, którego nazywała przyjacielem. ''Wychowałam się na pustyni, gdzie każdy dbał o siebie'' - wciąż to powtarzała, jakby miało to usprawiedliwić jej zachowanie. Macie czasami ochotę telepnąć daną postacią? Ja miałam.
Bardzo spodobał mi się klimat tej powieści i ogólnie ta cała magiczna otoczka, którą była owinięta fabuła. Mogliśmy się dowiedzieć o złych duchach, czy dżinach, które często były wspominane. 
Akcja parła do przodu, nie zabrakło niespodziewanych zwrotów akcji, a od połowy książki naprawdę było trudno się oderwać. 

Jestem ciekawa jak się potoczą losy bohaterów w drugiej części, a szczególnie jednego z bohaterów, który mnie zaintrygował.

''Buntowniczka z pustyni'' to historia o dziewczynie, która niekiedy była lekkomyślna, ale nie brakowało jej odwagi, za co ją ogromnie podziwiam. To przede wszystkim silna, kobieca postać, która chciała sama pokierować własnym losem. Ta książka ma swoje wady i zalety: jest ciut przewidywalna, zdarzają się powtórzenia, ale lekki styl autorki rekompensuje to.  Jeśli lubisz w książkach niebanalne, żartobliwe dialogi i wątek miłosny, który nie jest zbyt nachalny to śmiało sięgnij po tę powieść.

Autorka poniesie Cię poprzez piaski pustyni w stronę magii, legend orientu i kowbojskiego klimatu.

Oryginalny tytuł: Rebel of the Sands
Cykl: Buntowniczka z pustyni (tom 1)
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Data wydania: kwiecień 2017 rok 
Liczba stron: 365


''Jak płatki śniegu'' Denise Hunter

''Jak płatki śniegu''  Denise Hunter
Eden Martelli to kobieta, która nie miała łatwego życia. Żyła z despotycznym mężem, przez którego obawiała się, że straci jedynego syna. Teraz wraz z pięcioletnim Micah, musi uciekać przed ludźmi, którzy pragną ich śmierci. Zmierzając do Loon Lake jej auto nagle się psuje. Kobieta nie mając większego wyjścia musi zatrzymać się w uroczym miasteczku o nazwie Summer Harbor. Wstępując do miejscowego baru zostaje okradziona oraz pozbawiona pieniędzy i dokumentów. Bez gotówki nie ma jak zapłacić za naprawę auta, ani wykupić jakiś nocleg. 

Beau Callahan to mieszkaniec Summer Harbor. Po śmierci swoich rodziców odszedł z biura szeryfa, aby móc prowadzić rodzinny interes - plantację choinkę. 

Pewnego dnia zauważa, że w jego szopie została zbita szyba. Myśląc, że to złodziej mężczyzna planuje się nim zająć i dać mu nauczkę. Jednak, kiedy wchodzi do środka spotyka Eden wraz z Micah. 
Dla obu ich spotkanie zdaje się być zbawieniem, gdyż mężczyzna potrzebuje opiekunki dla cioci, a kobieta pracy, aby móc odbić się od dna. 
Eden budzi w nim zaufanie, jest sumienna i szybko się uczy. Z czasem zaskarbia i jego serce. Jednak kobieta skrywa przed nim wiele tajemnic. Mężczyzna stara się dowiedzieć kim jest ujmująca kobieta o twarzy anioła i jakie traumatyczne przeżycia stoją za niemową jej syna.
Jednocześnie on sam stanie przed wieloma rozterkami, które zmuszą go do podjęcia ważnej decyzji. 



Ostatnio stałam się fanką książek autorstwa Daniel Hunter. Do tej pory uważam, że jej ''Boskie lato'' jest najlepszą książką. Po przeczytaniu ''Jak płatki śniegu'' muszę zmienić zdanie!


Eden to kobieta, która nikomu nie ufa, gdyż ceną jest życie jej i Micah. Czasami mnie to denerwowało, ale z drugiej strony zastanawiałam się jak ja bym zachowała się na jej miejscu? Żyła z mężem despotą, ze strachem, że jak spróbuje coś zrobić przeciw niemu to nie zobaczy więcej syna. Później musiała uciekać przed ludźmi, którzy chcieli ich zabić. Miała swoje powody by nie ufać nawet policji.

Obawiała się znowu zakochać, pozwolić mężczyźnie wkroczyć w swoją strefę komfortu. 

Beau to mężczyzna lojalny wobec braci i swojej cioci, z którymi miał naprawdę świetny kontakt. Ta cała rodzinna atmosfera, którą autorka stworzyła wokół nich była niesamowita. Sama nie miałam tak bliskich relacji ze swoją i zauważyłam, że pociągają mnie w książkach takie klimaty, a w powieściach Denise Hunter ich nie brakuje. Ta autorka jak sprawna czarodziejka wymachuje piórem i oczarowuje czytelnika.


''Jak płatki śniegu'' to istna bomba emocjonalna. Według mnie to najlepsza z jej książek, które dotąd miałam okazję przeczytać. Autorka nadal idzie w kierunku romansu obyczajowego, ale tym razem dodała wątek kryminalny. Akcja książki rozgrywa się podczas zimy, jak zresztą można wywnioskować to po okładce. Na początku miałam wrażenie, że czytam coś podobnego do powieści Nicholasa Sparksa ''Bezpieczna przystań''. Faktycznie ma parę powiązań do jego książki, ale jednocześnie jest to coś zupełnie innego i bardziej emocjonalnego. Jeśli nie lubicie przesłodzonych romansów, lecz takie, które niosą ze sobą głębsze przesłanie to powinniście odnaleźć się w tej powieści. 


''Jak płatki'' śniegu to wciągająca i ciepła powieść naszpikowana emocjami. Pokazuje jak silne potrafią być więzi rodzinne oraz miłość matki do dziecka. Jest to historia o kobiecie, która sama w pojedynkę stawiła czoła niebezpieczeństwu, aby móc zapewnić swojemu dziecku stabilne życie. 

Książki Denise Hunter dla innych mogą nie być ambitne, ale do spędzenia przy nich mile czasu są w sam raz. Mi zresztą nie przeszkadza to, bo ja odnajduję się w nich idealnie, a od tej nie mogłam się oderwać. Chciałam dowiedzieć się jak potoczą się losy bohaterów.

Denise Hunter pisze lekkie, czarujące powieści, przy których miło spędza się czas. Z kubkiem kakao, gorącej herbaty - a jakże! 


Oryginalny tytuł: Falling Like Snowfalkes

Cykl: Harber Summer (tom 1)
Wydawnictwo: Dreams
Data wydania: 17 stycznia 2017 rok 
Liczba stron: 368

              

poniedziałek, 26 czerwca 2017

Mój początek wszystkiego

Mój początek wszystkiego
Długo zastanawiałam się, czy podjąć się tego tematu. Moja historia nie jest krótka, ale sytuacje, których byłam udziałem odcisnęły się na moim życiu. Dlatego muszę Wam opowiedzieć wszystko od początku. I gdyby nie pewna osoba, możliwe, że nie było mnie tu. Nie dałabym rady się podnosić za każdym razem, kiedy miałam tak bardzo dość poniżenia, życia i swojej bezsilności. 

Opowiem Wam historię małej dziewczynki, nastolatki wreszcie młodej kobiety. 

Jak byłam mała moja mama musiała wyprowadzić się z domu, który straciliśmy przez dziadka. Zamieszkaliśmy wraz z rodzeństwem w ośrodku dla bezdomnych. Wbrew pozorom większość lat życia, które tam spędziłam uważam za szczęśliwe. Kiedy o nich myślę, przypominam sobie je - widzę słońce. Nie wiem czemu, ale tak mi zostało. 

Bawiłam się z całą ferajną dzieci, budowaliśmy bazy, czy bawiliśmy się w dom. Stłuczone kolana były na porządku dziennym, ale nie przeszkadzały mi one w podbijaniu mojego dziecięcego życia. Jednak zawsze na uboczu stało jedno ''ale''. Był nim mój ojciec. Wiecie kim dla mnie był? Moim punktem odniesienia, człowiekiem, na którego patrzyłam z uwielbieniem, którego idealizowałam. Ojcem, z którym skakałam przez kałużę, z którym jedliśmy lody, zawsze wybierałam polewę toffi, a on wtedy nazywał mnie swoim ''tofikiem''. Jednak ten ojciec zrobił swojej córeczce coś okropnego, coś czego nie powinien zrobić żaden mężczyzna małej dziewczynce. I wtedy ten człowiek stał się potworem. Wiecie co jest najbardziej popieprzone? Ano to, że bardzo chciałabym tego nie pamiętać, aby to wspomnienie nigdy do mnie nie wróciło, bo gdzieś w głębi siebie nadal jest tym kochanym ''tatusiem'', któremu wskakiwałam na barana i za którym tęsknie. Chociaż ten człowiek wzbudził we mnie wstręt do samej siebie. 

Moja mama w ośrodku poznała ojczyma. Nie wiedziałam, że on również będzie potworem, tylko on ujawniał się w nim powoli. Po kilku latach mieszkania w tym ośrodku, zamieszkaliśmy u babci na wsi. Wtedy miałam oprócz siostry również trzech braci. 

Wiecie jak zachowuje się pies spuszczony ze smyczy? Tak było również z moim ojczymem. Piwko, wódeczka były na porządku dziennym. Nieważne, czy to był dzień, czy wieczór. Jeden kieliszek rano, drugi do obiadu i poleciało. Ile razy musieliśmy uciekać z domu w środku nocy i włóczyć się po obcych ludziach to nie zliczę. Ciągłe kłótnie, awantury i poniżanie. Niekiedy szarpał nas i bił. Tylko wiecie co najbardziej boli? Nie te wymierzane razy, ale słowa. Bo to one podkopują twoją pewność siebie i wiarę. To one sprawiają, że masz ochotę zamknąć się w sobie, że masz ochotę całkiem zniknąć, aż w końcu sięgasz po tabletki. Nie potrafiłam sobie z tym pomóc, nie napisze, co takiego mówił, ani wykrzykiwał, bo za dużo niecenzurowanych słów, by się znalazło. 

Drugim piekłem oprócz domu, była szkoła, która też przyczyniła się do mojej próby samobójczej. Wiecie jak to jest, kiedy przechodzisz korytarzem, a na ciebie inni patrzą, wytykają palcami obgadują? Dla Was to może nic, ale dla mnie, która miała dość wszystkiego to było ''coś''. To był kolejny głaz, który mi ciążył. Bo tam również mnie poniżano, umniejszano mojej wartości. Słowa bolą najbardziej, nawet te nieprzemyślane.

Nigdy nie byłam otwartym dzieckiem, ale wtedy całkiem zamknęłam się w sobie po cichu licząc, że ktoś coś zrobi i to wszystko, co złe minie. Jednak mijały lata. Sytuacja w domu się nie poprawiała, mama nie chciała odejść od ojczyma. Mówiła, że go nie kocha, ale sama by sobie nie poradziła. Do dziś nie potrafię tego zrozumieć. 

Później poznałam mojego obecnego męża. Byłam młoda, ale to mu się udało sprawić, że chociaż na chwilę mogłam zapomnieć o szkole, o ojczymie, o swojej beznadziejnej sytuacji. Pokazał mi, że nie muszę się siebie brzydzić. Przy nim znów byłam beztroskim człowiekiem, czułam się dla kogoś ważna i wyjątkowa. Wiecie jakie to dla mnie było ważne? Odnalazłam światełko, ostatnią deskę ratunkową, której mogłam się trzymać. Pierwszy raz w życiu wiedziałam, że choćby nie wiem, co to nie utonę, bo on wyciągnie rękę. Dzieliło nas 300 km, a on zawsze przyjeżdżał, kiedy obiecywał. Nawet wtedy, kiedy spadł z rusztowania i bolał go kręgosłup. Kiedy mój ojciec rzucił mną o ziemie - uciekłam z domu.  Wystarczyło, że go poprosiłam by był przy mnie, bo znów nie daje rady, a on wsiadał w auto nawet jeśli wiedział, że będzie musiał tłumaczyć się swojemu szefowi. 

Wiecie, co w tym wszystkim najlepsze? Wszyscy wiedzieli o naszej sytuacji. Szkoła, MOPS, mieszkańcy wsi - nikt nie pomógł. Zamykali na to oczy. 

Później zaszłam w ciąże. Bardzo się bałam, ale to był mój nowy początek. Wprowadziłam się do obecnego męża, wzięliśmy ślub. Z czasem doszłam do siebie. Nie było łatwo. Kurczę nadal nie jest łatwo, ale nie jestem już tą znerwicowaną dziewczyną, którą byłam wtedy. 

Mam czasem dni, w których czuję się beznadziejnie i jestem w rozsypce. Czasem wspomnienia wracają i wtedy jest jeszcze trudniej. Nie potrafię nikomu zaufać. Jest mi bardzo trudno otworzyć się na drugą osobę i bardzo łatwo zawieść moje zaufanie. Jednak zmierzam małymi kroczkami do przodu. Wiem, że nigdy nie zapomnę, ale to część mnie ta. Ta ciemna, brudna, depresyjna. 

Na co dzień nie myślę o tamtym życiu. Starałam się cieszyć byle bzdurami, potrafię śmiać chociaż w moich oczach nadal jest smutek. Mam kochanego męża, który daje mi czasem w kość, ale daje mi też oparcie. Wie, kiedy jestem smutna, kiedy potrzebuję by mnie po prostu trzymał. Nie zawsze jesteśmy we wszystkim zgodni, docieramy się jeszcze. Odnalazłam swój dom, swój kawałek siebie, miejsce, w którym chcę być. Mam również dwójkę wspaniałych dzieci i to one są teraz dla mnie punktem odniesienie. Trzymam się dla nich, bo zasługują na to, co najlepsze. Ba! Ja zasługuję. Staram się patrzeć na wszystko pozytywnie. Widzę zmiany w sobie, te na lepsze. Jestem ciut odważniejsza, powróciła mi pewność siebie, a i samoocena podskoczyła w górę. Znam swoją wartość i już nikomu nie pozwalam sobie dyktować w życiu.

Śmieję się, rzucam żartami - czasami tymi głupimi też mi się zdarzy.

Niby nic, ale mój początek wszystkiego zaczął się dla mnie nie tak dawno, bo pięć lat temu. 

Nie wiem czy kiedyś wybiorę się do specjalisty. O wiele łatwiej jest coś o pisać przed monitorem, niż w cztery oczy. Chcę zrobić to, kiedy będę gotowa na ten krok. I mam nadzieję, że kiedyś się na niego odważę.

Pamiętajcie, że słowa ranią, że zostają w głowie na zawsze. Nie tak trudno  zranić drugiego człowieka, ale sklejenie złamanego serca zajmuje ogromnie dużo czasu. Sklejenie samego siebie jeszcze dłużej. 

Gdyby nie Agnieszka, z @mamaczyta nie wrzuciłabym tego postu tak szybko. O ile w ogóle. Jednak napisała, że muszę to zrobić, aby pokazać innym kobietom, że istnieje coś poza wiecznymi awanturami. Bo jest też coś po nich, co na nie czeka. Coś lepszego niż to przez, co przechodzą. Tylko muszą mieć siłę, by zerwać więzy i po to sięgnąć. Warto zawalczyć o lepsze jutra. Nawet jeśli początki będą ciężkie. 

niedziela, 25 czerwca 2017

''Trzy siostry, trzy królowe'' Philippa Gregory

''Trzy siostry, trzy królowe'' Philippa Gregory
Po raz pierwszy na moim blogu pojawi się recenzja powieści autorki, która towarzyszy mi praktycznie od kilku lat. Na twórczość Philippy Gregory natrafiłam już w podstawówce. Uprzedzając pytania - była to czwarta, piąta lub szósta klasa. Moja miłość do tej autorki i fascynacji czasami Tudorów zaczęła się od niej. Po ''Kochanicach króla''' przeczytałam praktycznie wszystkie jej książki z cyklu wojny dwu róż, czy cyklu tudorowskiego. Kiedy otrzymałam możliwość zrecenzowania jej najnowszej książki nie posiadałam się z radości. Moje przyjaciółki wiedzą jakiego mam bzika na tym punkcie. No cóż... każdy ma nie po kolei w głowie, a ja nie jestem wyjątkiem. 

'' - Księżniczki nie mogą działać pod wpływem własnego widzimisię - stwierdza Katarzyna. - Musimy być posłuszne Bogu i rodzicom, królowi i królowej. Nie masz swobody wyboru, Małgorzato. Nie jesteś jakąś tam córką oracza. Urzeczywistniasz dzieło Boże, masz wydać na świat króla, jesteś tylko o stopień niżej od aniołów, nie możesz sprzeniewierzyć się swojemu przeznaczeniu.''

Anglia. Początek XVI wieku. Małgorzata Tudor jest córką Henryka VII oraz Elżbiety York. Król chcąc umocnić swoją władzę, aranżuje małżeństwa swoich dzieci. Najmłodsza Maria zostaje przyrzeczona królowi Francji - Ludwikowi XII. Następca tronu pojmie za żonę hiszpańską księżniczkę - Katarzynę Aragońską. Małgorzata zostaje żoną króla Szkocji - Jakuba IV. Za sprawą małżeństwa swojej starszej córki, Henryk VII  podpisuje z królem Szkocji ''pokój wieczysty'', który ma zapełnić obu krajom gwarancję pokoju. 

Trzy młode kobiety, przyszłe królowe składają przysięgę:

'' - Najlepsze przyjaciółki na zawsze - mówi z powagą Maria.
- Trzy Tudorówny - dodaje Katarzyna, mimo, że sama nie jest z rodu Tudorów.
- Dwie księżniczki i jedna królowa - kwituję.
Katarzyna uśmiecha się do mnie błyszczącymi oczyma.
- Jestem pewna, że kiedyś wszystkie będziemy królowymi.'' 

Obiecują do siebie pisać i pozostać najlepszymi przyjaciółkami. Jednak, kiedy każda z nich osiąga swój cel oddalają się od siebie. Walka o władzę i ambicja oddalają je o siebie. Trzy kobiety zaczynają ze sobą rywalizować. Począwszy od zajmowanej pozycji, aż po dziecię w kołysce. 

Na nie wszystkie czeka wiele życiowych zawirowań. Czy podołają? Czy zrozumieją, że w całym tych życiowym bałaganie mają tylko siebie? 

Philippa Gregory to autorka, którą kocham i podziwiam. Dzięki niej mam wgląd nie tylko w wydarzenia historyczne dotyczące tej dynastii, ale również w uczucia i w rozterki bohaterów. Bo tak naprawdę one nie różnią się niczym. Nie ważne jak wysoką lub jak niską pozycję się zajmowało - każdy musiał borykać się z problemami.

Narracja w książkę jest prowadzona przez Małgorzatę Tudor. Jej oczyma widzimy jak kolejna zmienia się historia Anglii i upadek Katarzyny Aragońskiej za sprawą Anny Boleyn. Mamy również przedstawiony bliżej charakter przyszłego króla Anglii - Henryka Ósmego. Jako małego rozpieszczonego chłopca i młodego mężczyznę, który nie zawaha się przed niczym, abym sięgnąć po to, co upragnione. 

Podczas pokazania małżeństwa Jakuba z Małgorzatą nie mogłam ulec myśleniu, że trafiła dobrze. Mąż liczył się z jej zdaniem, spełniał prawie każdą jej zachciankę i pokazał, że jej ufał czyniąc ją swoją regentką. Jak wiemy, w tamtych czasach kobieta stała dużo niżej od mężczyzny. Musiała spełniać każdą jego wolę, samej jej nie mając. Na samym początku drażniła mnie postać Małgorzaty. Była rozpieszczona, przekonana o swojej wielkości i to tylko dlatego, że urodziła się w królewskiej rodzinie. Patrzyła z wysoka na Katarzynę, uważając, że tą spotkał wielki zaszczyt móc poślubić jej brata. Z czasem jednak wydoroślała i zmądrzała. Stała się kobietą walczącą o swój los i los swoich dzieci. Odważyła się wbrew innym, samej pokierować swoim życiem. Pomimo wielu trudności, bez żadnego wsparcia i wielu zdrad udało jej się osiągnąć to, o co walczyła. 

Trochę brakowało mi pałacowego życia, ale wszystko, co o nim wiedzieliśmy w tej powieści wynikało tylko z listów pisanych przez Marię i Katarzynę do Małgorzaty. Więc mam lekki niedosyt.

Philippa Gregory pomimo tego, że nie zawsze ma duże pole do popisu w sprawie poszczególnych postaci to idealnie potrafi odwzorować portret psychologiczny danych bohaterów. Wiadomo, że nie zawsze można idealnie opisać rozterki tych postaci, ale autorka swoją wiedzę popierała na biografiach, czy innych historycznych książkach popartych na różnych zapiskach historycznych. 

Autorka ma lekki styl pisania, nie zanudza czytelnika i potrafi go niesamowicie wciągnąć w opisywane przez siebie czasy. Uwielbiam jej książki. Uwielbiam tak bardzo, że podczas czytania sama przechadzam się po pałacach, krążę wśród intryg i namiętności. Jak duch, który chce być bliżej wydarzeń. 

''Trzy siostry, trzy królowe'' to wciągające i barwne spojrzenie na Anglię i Szkocję w XVI wieku. Intrygi i zdrady czyhają na każdym kroku. Zazdrość przeplata się z przyjaźnią - a jedno jest silniejsze od drugiego. To nabuzowana emocjami powieść, którą każdy miłośnik powieści historycznych powinien przeczytać. Ja się nie zawiodłam, a zakochałam się jeszcze bardziej. Z niecierpliwością będę oczekiwać możliwości przeczytania kolejnych książek tej autorki. Bo jeśli chodzi o beletrystykę historyczną to Philippa Gregory jest niezastąpiona! 

Oryginalny tytuł: Three sisters, three queens
Cykl: tudorowski (tom 3)
Wydawnictwo: Książnica
Data wydania: maj 2017 rok
Tłumaczenie: Urszula Gardner
Liczba stron: 460

sobota, 24 czerwca 2017

''SWEET ACHE. Krew gorętsza od wody'' K. Bromberg

''SWEET ACHE. Krew gorętsza od wody'' K. Bromberg
''Blizny potrafią być głębokie, a te niewidzialne sięgają najgłębiej.''

Siostra Coltona, Quinlan jest kobietą świadomą swoich potrzeb, nieustępliwą i dążącą do wyznaczonych sobie celów. Ma silny charakter, ale zraniona niegdyś przez mężczyznę nie dąży do nowych związków. Szerokim łukiem omija mężczyzn, którzy są playboyami. Ambitna Quinlan postanawia się skupić przede wszystkim na swojej karierze. 

Hawkin Play jest wokalistą popularnego zespołu rockowego. Nie wypuszczany z rąk przez fanki, arogancki i zbyt pewny siebie nie sprawia zbyt dobrego wrażenia. Jednak to lojalny mężczyzna oddany bratu i matce, co momentami mnie irytowało. Nie zrozumcie mnie źle, ja rozumiem, że rodzinie powinno się pomagać, ale nie wtedy, kiedy ona cię ewidentnie wykorzystuje. Uważam, że nie możemy marnować czasu na niańczenie kogoś, kto jest w stanie sam się o siebie zatroszczyć. Jednak, kiedy poznałam jakie traumatyczne przeżycie stało za tym zachowaniem Hawkina byłam w stanie go zrozumieć. Tym bardziej, że zdarzyło się to, kiedy powinien mieć beztroskie dzieciństwo. To, co go spotkało pokruszyło moje serducho, bo sama mam małe dzieci i nie wyobrażam sobie, aby tak szybko miały zrzucony ciężar na swoje barki. 

Wracając do fabuły. Hawkin postanawia przyjąć na siebie winę brata bliźniaka, któremu mogło grozić więzienie. Robi to ze względu na swoją matkę, która załamałaby się jeszcze bardziej po stracie syna. Rockman, który ma opinię buntowniczego gwiazdora zgadza się poprowadzić seminarium o mediach i osobliwościach publicznych. Pomoże mu to w uzyskaniu łagodniejszego wyroku. 

Quinlan za prośbą swojej promotorki zostaje asystentką Hawkina. Między obojgiem od razu iskrzy, ale przez aroganckie zachowanie mężczyzny zazwyczaj dogryzają sobie. Rockman postanawia uwieść swoją asystentkę. Czy mu się to uda? Czy kobieta wygra walkę z pożądaniem?

Jeśli czytacie moje recenzje to mogliście zauważyć, że lubię twórczość tej autorki. Historia o Rylee i Coltonie skradła moje serce. Ta o ich przyjaciołach mniej i obawiałam się, że seria powiązana z trylogią driven będzie gorsza. Jednak ''SWEET ACHE'' przywrócił mi wiarę! A do mojego pudełka książkowych mężów trafiła kolejna postać.

Nie wiem czy to ja mam słabość do niegrzecznych i zbuntowanych chłopców, którzy mają za sobą ciężkie przeżycia, czy to Bromberg potrafi tak ich wykreować, że sama z chęcią powitałabym ich w swoim życiu. Owszem, Hawkin to typ aroganckiego playboya, ale to tak naprawdę wrażliwy mężczyzna. Czuły i opiekuńczy, o dobrym sercu i z błyskotliwym humorem. Widać, że K. Bromberg wkłada dużo serca w wykreowanie postaci, że sceny seksu nie dominują jej książek, a są tylko ekscytującym dodatkiem. 

Cała fabuła to istny proch strzelniczy! Przepychanki i słowne potyczki między bohaterami, pożądanie, które wręcz pomiędzy nimi iskrzy. Nie raz i nie dwa uśmiałam się przy kilku scenach.

W przeciwieństwie do postaci Haddie to Quinlan polubiłam od początku do końca. Za to, że mówi to o czym myśli i nie owija w bawełnę. Nie daje sobie w kaszę dmuchać i potrafi odszczeknąć się, kiedy trzeba.

''SWEET ACHE. Krew gorętsza od wody'' jest jeszcze lepsza od swojej poprzedniczki. Lekkie pióro autorki poprowadzi was przez namiętność i skrajne emocje, które towarzyszą bohaterom. Barwna fabuła, zabawne dialogi nie opuszczają ani na chwilę. Jest to historia o miłości, która przychodzi znienacka, nieproszona, ale której wcale nie można się oprzeć. To tutaj namiętność miesza się z bólem. Jeśli lubicie w książkach emocje, charyzmatycznych bohaterów to ja wam gorąco ją polecam! A jeśli lubicie jak książka bardziej skupia się na uczuciach bohaterach i ich rozterkach, a mniej na scenach seksu to ta książka powinna trafić w twoje ręce. 

Jeśli nie czytaliście historii o Coltonie i Rylee, a wahacie się czy można sięgnąć po tę to odpowiem wam: można i w żadnym wypadku nie będziecie czuć się zbytnio zagubieni. 

Oryginalny tytuł: Sweet Ache
Cykl: Driven (tom 6)
Wydawnictwo: Editio Red 
Data wydania: sierpień 2016
Tłumaczenie: Marcin Machnik
Liczba stron: 456

czwartek, 22 czerwca 2017

''Kroniki Jaaru. Księga Luster'' Adam Faber

''Kroniki Jaaru. Księga Luster'' Adam Faber
Kate Hallander jest tylko z pozoru zwyczajną nastolatką. Chodzi do szkoły i przyjaźni się z Mel, którą nie zawsze potrafi zrozumieć. Wraz z dziwaczną ciotką mieszka w Londynie. 
Kate codziennie w drodze do szkoły mija tajemniczy sklep, którego zwiedzenie odradza jej ciotka. Jednak ten zakaz jeszcze bardziej zaostrza ciekawość nastolatki, która postanawia do niego wstąpić. Od właścicielki sklepu dostaje w prezencie magiczną Księgę Luster. 
Kiedy w szkole pojawia się nowy chłopak, który jest przystojny i nieco opryskliwy, dziewczyna nie ma oporów, aby skorzystać z magicznego prezentu. Rzuca na chłopaka czar miłosny, który obraca się przeciwko niej, bo chłopak nie zakochuje się w niej lecz w zupełnie innej osobie. 
Wypowiedziane zaklęcie otworzyło dziewczynie drzwi do niesamowitego świata, o którym istnieniu by nigdy nie pomyślała. Kate przenosi się do magicznej krainy Jaaru, który zamieszkują magiczne stworzenia, w tym fery.

Fion jest ferem. Podczas jednej z wielu kłotni ze swoim ojcem, postanawia opuścić dom i już nigdy do niego nie powrócić. Przypadkiem spotyka nimfę Erato, która proponuje mu pomoc w odszukaniu jego czarownicy. Dla Fiona, który chce osiągnąć wyższy poziom magii, odnalezienie własnej Czarownicy jest niezwykle ważne. 

'' To starożytna tradycja każe czarownicom i ferom łączyć się ze sobą. Wierzymy, że gdy świat się rozdzielił, krew ferów i ludzi została ze sobą zmieszana, żeby między światami istniało połączenie. Dzięki temu magia w świecie ludzi nigdy nie zaniknie. ''

Chłopak zgadza się na tę propozycję, nie wiedząc, że nimfa chce go wykorzystać w złym celu.
Kiedy Kate trafia do Jaaru, ścieżki jej i Fiona splatają się ze sobą, a oni wspólnymi siłami muszą zmierzyć się z Erato.
Czy uda im się przezwyciężyć zło? 

Uwielbiam wszelaką fantastykę i bardzo się ucieszyłam, kiedy dostałam propozycję zrecenzowania tej książki. Ba! Samo porównanie do najsłynniejszego czarodzieja wszech czasów mnie zaintrygowało. Jednak uważam, że to bardzo mija się z prawdą. Jak dla mnie ta książka posiada parę porównań do różnych innych książek, ale do Harrego Pottera jej daleko. No, ale może tylko ja tak uważam. Jest jedna rzecz, która łączy obie postacie, ale moim zdaniem to za mało, by wysunąć takie porównanie.
Powieść Adama Fabera to nie tylko piękna i urzekająca oprawa. Naprawdę! To też niesamowicie baśniowy świat, w który zostały wplątane moce żywiołów i astrologia odgrywające kluczowe role. 

Rzadko zdarza mi się, aby książka wciągnęła mnie już od samego początku. Tym bardziej książka polskiego autora. Uwielbiam polską fantastykę, bo potrafi dorównać tym zagranicznym, ale musi minąć trochę czasu, aby mnie omamiła. Co najlepsze to podczas czytania tej powieści nie odczuwałam tego, że jest polskiego autora. Może to przez zagraniczne imiona, bo gdyby podstawili mi jakąś Annę i Tomka to już, by mi tak nie podeszła. Nie zrozumcie mnie źle - nie mam nic do polskich autorów, ale po kilku zawodach załącza mi się taki mechanizm obronny. 
Cała historia jest nieco zwariowana i pokręcona, jak zresztą nasza główna bohaterka. Kate jest ciut roztrzepana i dopiero stara się odnaleźć w tym dziwnym świecie, do którego została wrzucona. Na dodatek dowie się czegoś, co skrywała przed nią jej własna rodzina.
Głównej bohaterce nie można odmówić odwagi, bo pomimo strachu stawia czoła niebezpieczeństwo.
Fiona nie za bardzo polubiłam, bo to taka postać, która trochę lubi się szarogęsić i jest nieco lekkomyślna. Jednak jak wiadomo, nastoletni  wiek rządzi się swoimi prawami.
W ''Kroniki Jaaru. Księga luster'' oprócz ferów i nimf, spotkamy również jednorożce, oraz pół człowieka - pół wilka. 

Cała historia, ta magiczna otoczka, która oplotła się wokół fabuły zostały bardzo dobrze przedstawione, ale brakowało mi czegoś. Może za dużo oczekiwałam od tej książki z racji tego, że jest to jeden z moich ulubionych gatunków i jako tako oczekuje od niego więcej niż od innych. Przede wszystkim brakowało mi dynamicznej akcji, która w tej książce była często monotonna. Konfrontacja z Erato na tle zbyt długich przygotowań wypadła jak na mój gust za szybko. Brakowało mi też niespodziewanych zwrotów akcji, czy jakiegoś elementu zaskoczenia. Uważam też, że charaktery głównych postaci mogłyby być bardziej wyraziste. 

Jednakże polecam Wam ''Kroniki Jaaru. Księga luster'' jeśli nie dla siebie to dla młodszego czytelnika, bo ta książka jest piękna i zadowoli nastolatka. Gdyby dzieci mojej szwagierki były odpowiedzialne to z chęcią pożyczyłabym im tę książkę. Jest to historia o walce dobra ze złem oraz o przyjaźni, która jeszcze się rodzi. Adam Faber stworzył piękny świat, który posiada barwne opisy i nie nużące dialogi. Nadrabiają one brak dynamiki. 

Czy sięgnę po kontynuację? Oczywiście! Po tak intrygującej końcówce nie mogłabym sobie odmówić. Poza tym chciałabym się dowiedzieć jak rozwiną się losy Kate i Fiona. Czy w kolejnym tomie odnajdę to czego brakowało mi tutaj? 

Bardzo na to liczę!

Wydawnictwo: Czwarta Strona
Cykl: Kroniki Jaaru (tom 1)
Data wydania: czerwiec 2017 rok
Liczba stron: 450

środa, 21 czerwca 2017

''Miłość, która przełamała świat'' Emily Henry

''Miłość, która przełamała świat'' Emily Henry
Natalie prowadzi zwyczajne życie, jak każda nastolatka. Ma przyjaciół, dobrze się uczy i bywa na imprezach. Ma również plan, który chce zrealizować wybierając się na wymarzone studia. Chociaż dziewczyna została adoptowana, wychowała się w kochającej ją rodzinie. Jednak pomimo, że miała wszystko, nie czuła się na swoim miejscu. Pragnęła dowiedzieć się kim jest, jakie przysługuje jej miejsce w świecie i przede wszystkim odnaleźć brakujący kawałek samej siebie. 
Dziewczyna nie jest zwyczajną nastolatką. Natalie od małego odwiedza ''Babcia'', która oprowadza ją przez piękne, indiańskie opowieści. Wtedy nie przepuszczała, że każde słowo starszej kobiety odnosiło się do niej samej. 

Babcia znika na trzy lata, a kiedy powraca przynosi ze sobą również ostrzeżenie:

'' - Masz trzy miesiące, żeby go ocalić, Natalie.- Ocalić? Ale kogo? ''

Dziewczyna nie wie, o kogo może chodzić. Czy to jej brat jest w niebezpieczeństwie? A może ojciec lub były chłopak - Matt? Natalie chce zapobiec tragedii, ale wcale nie jest to łatwe.
Tego samego dnia w szkole pojawia się nowy chłopak. Natalie i Beau od pierwszej chwili do siebie przyciąga jakaś niewidzialna siła. Wszechświat staje dla nich w miejsce. Istnieją tylko oni.

Dla Natalie zaczynają dziać się dziwne rzeczy. Miejsca, w których przybywa zmieniają scenerię, a ona sama przeskakuje pomiędzy równoległymi rzeczywistościami, w którym jej przyjaciele mają więcej lat. 

''Miłość, która przełamała świat'' pokazuje nam historię nastolatków, którzy stoją u progu dorosłości. Na Natalie czeka trudny czas, podczas którego będzie musiała podjąć nie łatwą decyzję. Główna bohaterka poszukuje prawdy o sobie i własnego miejsca na świecie. 
Jej wątpliwości, lęki i strach są udziałem czytelnik i towarzyszą mu przez całą lekturę. 
Autorka tak zamotała, że niezrozumiałe sytuacje, były niezrozumiałe i dla mnie. 
Ta książka na pewno nie należy do przewidywalnych. Do ostatniej strony czytelnik nie wie czego się może spodziewać. 
Bardzo podobało mi się wplecenie do fabuły opowieści indiańskich plemion i szczerze mówiąc mam niedosyt ich. 
Pomysł na fabułę jest świetny, wykreowane przez autorkę postacie również udane, ale brakowało mi większej ilości akcji. Spodziewałam się, że w związku z tym, że Natalie ma kogoś uratować, tej akcji będzie więcej i bardziej dynamicznej. 
Jeśli chodzi o wątek z romansem w tle, jest on ciut przesłodzony, ale nie wypełnia całej książki.

''Miłość, która przełamała świat'' zawróci nam w głowie, poprzez otoczkę tajemniczości. Lekki styl autorki sprawia, że książkę się czyta szybko, a ona sama nie zamęcza czytającego. 
Książka wciąga od pierwszej strony, aby na końcu pozostawić czytelnika  w szoku i z niedosytem. Zdecydowanie powinni zabronić autorom kończyć w ten sposób książki. Gdyby akcja była bardziej dynamiczna to nie miałabym się do czego przyczepić. Jednak to debiut autorki, więc nie można spodziewać się zbyt wiele. Jednak styl autorki i jej wyobraźnia ma potencjał. Z chęcią przeczytam kolejną książkę autorstwa Emily Henry. 

Oryginalny tytuł: The Love That Split the World
Wydawnictwo: YA!
Data wydania: czerwiec 2017 rok
Tłumaczenie: Agnieszka Walulik
Liczba stron: 400
Oprawa: miękka


wtorek, 13 czerwca 2017

''Debiutant'' SJ Hooks

''Debiutant'' SJ Hooks
Julia Wilde go irytowała. Dziwnie się ubierała chociaż była ładną dziewczyną. Nic sobie nie robiła z tego, że Stephen Worthington jest profesorem i należy mu się szacunek. Podczas zajęć wciąż puszczała do niego oko i przerywała dyskusje, doprowadzając go do szału. Zawzięcie broniła swojego zdania. Stephen nie mógł zaprzeczyć, że jego uczennica była inteligentniejsza niż reszta klasy, lecz i tak skutecznie psuła mu humor. Mężczyzna nie mógł doczekać się końca semestru i dnia, w którym zobaczy ją po raz ostatni. 

Stephen jest nieśmiałym mężczyzną. Wolny czas spędza w domu z książką, lub na siłowni ze swoim przyrodnim bratem, który jest jego kompletnym przeciwieństwem. Podczas gdy Matt jest urodzonym kobieciarzem, nasz bohater jest typem samotnika. Mężczyzna nie miał zbyt dużego doświadczenia z kobietami, a jego przygody seksualne kończyły się porażką. 
Stephen dzięki swojemu bratu uświadamia sobie, że zbyt często myśli o swojej krnąbrnej uczennicy.
Jedno ich przypadkowe spotkanie w barze doprowadza ich wprost do łóżka. Role się zamieniają. Teraz to Stephen jest uczuciem. Pewna siebie i bezpośrednia Julia wprowadza go w tajemnice seksu, uczy namiętności i otwiera przed nim świat nieznanych dotąd wrażeń. 

Będę z Wami szczera. Ta książka nie wpisze się do moich rankingów najlepszych książek przeczytanych w 2017 roku. 

Ja rozumiem, że nie każdy mężczyzna jest macho, że nie każdy jest pewny siebie i charyzmatyczny. Rozumiem, że autorka chciała stworzyć coś innego. Tak, tak. Jednak dlaczego stworzyła taką męską miernotę? Nie. Nie chodzi mi tu o brak doświadczenia Stephena, chociaż to dziwne, że facet, który miał parę partnerek seksualnych nie wie jak wejść w swoją partnerkę. Nie odróżnia jak wygląda łechtaczka i w idiotyczny sposób się pyta Julii czy to jej, nawet jeśli trzyma na niej rękę.

 "– Nauczysz mnie? – wyszeptałem, niepewnie poruszając palcami. – Jak cię dotykać? Nie-nie bardzo wiem, co robić – przyznałem, walcząc z nerwami.
Zerknąłem na nią, ale w jej oczach nie było krytyki. Jej spojrzenie znów nabrało miękkości.
– Pokażę ci.
Odetchnąłem głęboko, czując przypływ ulgi, gdy poprowadziła moje palce.
– Czujesz to? – zapytała, przesuwając mój środkowy palec na niewielką wypukłość.
– T-tak – szepnąłem. – Czy to twoja, eee… No, wiesz?
Wyduś to z siebie. To normalna anatomiczna nazwa, na litość boską!
– Twoja… łechtaczka? – wykrztusiłem w końcu, czując, jak się czerwienię".

Bardzo irytowało mnie to, że mężczyzna, co chwilę się zawstydzał i jąkał, a jego co trzecie zdanie zaczynało się od ''yyy'', ''eeee''. Momentami mnie to nawet bawiło, a jego reakcja na widok cycków sprawiła, że oniemiałam. Jak można zakryć na ich widok oczy jak pięcioletnie dziecko? Przecież on ma trzydzieści trzy lata! Postać Stephena jest tak absurdalna, że nie wiadomo, czy się śmiać, czy go żałować. Doprawdy nie wiem, co kierowało autorką, kiedy stworzyła taką postać. Moim zdaniem trochę przesadziła z tą nieśmiałością i niewiedzą głównego bohatera.
Nie wiem co Julia w nim widziała. Nawet wątpię, czy seks z nim był tak świetny jak go zapewniała. 

Jej postać nawet polubiłam, na pewno była lepsza od Stephena. Jednak autorka nie wykreowała tej postaci wystarczająco, abym mogła cokolwiek o niej stwierdzić. Jedynie co o niej wiem, że owszem jest dziką dziewczyną, ale pod spodem skrywa się wrażliwa dziewczyna, która została zraniona. 

Książka pod względem fabuły jest naprawdę dobra. Świetny pomysł, ale coś nie wyszło autorce z wykonaniem. Wybaczyłabym tę nieśmiałość głównego bohatera, gdyby autorka jednak trzymała się logiki w stosunku do niego i nie robiła z niego, aż takiej absurdalnej postaci. Uważam, że nawet relacje nauczyciel - uczennica można by przestawić w bardziej ciekawy sposób, bez robienia ze Stephena takiej postaci.

Nie oszukujmy się, ale większość kobiet lubi czytać o facetach, którzy mają iskrę. 

Do plusów mogę zaliczyć, że książkę czyta się szybko. Liczyłam na to, że główny bohater przejdzie jakąś metamorfozę i nawet tak było, ale dla mnie to niewystarczająco, by zetrzeć pierwsze złe wrażenie o nim. Pod koniec książki nawet się uśmiałam, kiedy wraz bratem i jego znajomym byli w gejowskim klubie. Z najciekawszych postaci w tej całej książce był Matt i to tyle. Pomimo wszystkiego miło mi się tę książkę czytało, nie raz się uśmiałam, ale wątpię, czy bym chciała sięgnąć po kontynuację.  
''Debiutant'' będzie dobrą pozycją dla osób, które dopiero zaczynają swoją przygodę z takim gatunkiem literatury. Nie jest to wulgarna powieść, a sceny seksu są przedstawione w delikatny sposób, dzięki czemu nie spowodują u nikogo zażenowania. 

Oryginalny tytuł: Absulute Beginners
Wydawnictwo: HarperCollins Polska
Data wydania: maj 2017 rok
Tłumaczenie: Aga Zano
Liczba stron: 272


poniedziałek, 12 czerwca 2017

''Slow Burn. Kropla drąży skałę'' K. Bromberg

''Slow Burn. Kropla drąży skałę'' K. Bromberg
Mówi się, że śmierć jest wpisana w nasze życie. Zdajemy sobie z tego sprawę. Wydaje się nam, że jesteśmy z nią oswojeni. Jednak, kiedy dotyka ona bliska nam osobę, wcale nie jest tak łatwo się z tym pogodzić.

Faddie Montgomery straciła ukochaną siostrę, która była jej bratnią dusza. Niegdyś przebojowa i pewna siebie Haddie straciła swój ogień. Żal, smutek i żałoba przejęły nad nią kontrolę. Kobieta zajmuje się swoja siostrzenicą Maddy, aby móc opowiadać jej o jej mamie. Taki jest jej cel - pomóc dziewczynce zachować pamięć o matce i te dobre chwile.
Haddie nie wchodzi w żadne związki i mogłoby się zdawać, że ma ku temu ważne powody. 
Seks z Beckettem, który odbył się po pijanemu zresztą, miał być jednorazowy. Poza tym on wcale nie był  w jej guście. Podczas gdy ona gustowała w mężczyznach typu Coltona - Becks był jego kompletnym przeciwieństwem. Haddie lubiła niegrzecznych chłopców, a nie ułożonego i miłego chłopca z sąsiedztwa. 
Jednak obu do siebie ciągnie jak nigdy wcześniej. Haddie nie potrafi zapomnieć jego dotyku, zapachu i szelmowskiego uśmiechu. 
Miedzy nimi zaczyna się pojawiać coś, co nie pomaga im skończyć ze wspólnym seksem. Haddie z wiadomych sobie powodów nie chce tego i robi wszystko, aby przeciąć łączące ich więzi. Jednak Beckett ma inne zdanie na ten temat. Z cierpliwością, krok po kroku burzy mury jakimi otoczyła się Haddie.

Podczas czytania trylogii o Rylee i Coltonie zdążyłam polubić postacie Haddie i Becketta. W ''Slow Burn'' miałam większe pole do poznania ich osobowości, lęków i pragnień. Becketta polubiłam jeszcze bardziej i z ręka na sercu mogę go wrzucić do swojego haremowego pudełka książkowych mężów. Z jednej strony szelmowski, zabawny i troskliwy, a z drugiej potrafiący walczyć, o to na czym mu zależy. Normalnie ideał.
Co do postaci Haddie miałam mieszane uczucia. Momentami jej zachowanie mnie irytowało, przez co miałam ochotę książką rzucić. Chyba nie muszę Wam mówić, że całym sercem byłam za Beckettem? Rozumiem jej żal po stracie siostry, z którą miała cudowne wspomnienia. Rozumiem jej strach przed pewną sprawą, która przeraziłaby prawie każdą kobietę. Naprawdę. Jednak nie uważam, że to jest powód, by kierować swoją złość na innych i rzucać na nich całą winę. W którymś momencie byłam zirytowana tym, że nie potrafiła tak szczerze porozmawiać z innymi.

''Slow burn'' mimo wszystko to udana książka. Emocjonująca, naładowana namiętnością. K Bromberg jak zwykle napisała sceny zbliżeń ze smakiem, pokazując, że pamiętając o wzajemnych potrzebach, może być on idealny pod każdym względem. Jednak to również powieść o przeżywaniu żałoby, o stracie, żalu i nieodłącznym z nim smutku.
Podczas czytania tej książki miałam wrażenie, że autorka chce nam przekazać ważną rzecz. Nie przejdziemy przez trudności sami. Owszem może nam się uda, ale z samotnym noszeniem ciężarów będzie to o wiele trudniejsze. Zaufajmy swoim przyjaciołom i rodzinie, nie podejmujmy za nich decyzje. Razem łatwiej jest przejść przez wszelkie przeszkody niż samemu. 

K. Bromberg jak zwykle napisała świetną książkę, z postaciami o których ciężko zapomnieć. To nie tylko erotyk, lecz historia ludzi, którzy również zmagają się z codziennymi problemami. Właśnie to, co uwielbiam w jej książka, to pokazanie nie tylko cielesnej bliskości, ale również tej zwyczajnej, przyjacielskiej. 

Cykl: Driven (tom 5)
Oryginalny tytuł: Slow Burn: A Driven Novel 4
Wydawnictwo: Editio Red 
Data wydania: lipiec 2016 rok 
Tłumaczenie: Marcin Machnik
Liczba stron: 400

sobota, 10 czerwca 2017

''Nic do stracenia. Wreszcie wolni'' Kirsty Moseley

''Nic do stracenia. Wreszcie wolni'' Kirsty Moseley
''Przerażało mnie to, że znów się zakochałam. Większość ludzi mówi, że miłość to coś najcudowniejszego na świecie, a ja zgodziłabym się z nimi tylko do pewnego stopnia, bo nie wtedy, gdy wszystkie myśli skupiają się na jej utracie lub gdy dzieje się coś potwornego, co sprawia, że serce pęka na tysiące kawałków. Tak, stan zakochania bardziej mnie przerażał niż satysfakcjonował.''

Ojciec Anny Spencer zostaje zaprzysiężony na prezydenta. Dziewczyna, która ceniła swoją prywatność od tej chwili przestaje być anonimowa. Wraz z Ashtonem pojawiają się na okładkach gazet i w mediach jako para. Jednak chłopak obawia się tego, co zrobi Carter, do którego dojdą te informacje.

Koszmar Anny jeszcze się nie skończył. Niebawem odbywa się kolejny proces jej prześladowcy podczas, którego nic nie idzie jak powinno. Mężczyzna zostaje wypuszczony na wolność, a życie Anny znów jest w niebezpieczeństwie. Carter chce odzyskać ją, nie wiadomo do jakich czynów się dopuści. 

Anna powoli zaczyna ufać w uczucia Ashtona. Jednak trudno jest jej wyprzeć z głowy, że kiedyś był podrywaczem. Dziewczyna nie potrafi uwierzyć, że ktoś ją może pokochać - złamaną i skrzywdzoną osobę, która ma pewne rysy na duszy i psychice. 

Nie mogłam się doczekać, aż znowu wejdę w świat Anny i Ashtona. Pokochałam obydwu bohaterów. Anna w końcu przekonała się do Ashtona, chociaż z pewnym uporem, co mnie niekiedy wkurzało. Jak dla mnie zbyt długo bawili się w kotka i w myszkę. Wystarczyło tylko ze sobą szczerze porozmawiać. Akcja w tej książce jest ciekawsza niż w poprzedniej części, ale są dwie rzeczy, których jak dla mnie, w którymś momencie było za dużo. Było za słodko i za mało realnie. Nie przeszkadza mi taki zabieg w książkach, bo naprawdę lubię czasem oderwać się przy takich książkach, ale uważam, że co za dużo to nie zdrowo - nawet dla mnie. Jednak to nadal ulubiona przeze mnie historia. Postacie Anny i Ashtona przeszły metamorfozy. Jemu przybyło zdecydowania, a ona w końcu odnalazła chęć do życia. Jej stosunki z rodzicami się poprawiły.

''Nic do stracenia'' pokazuje, że po najgorszej tragedii można odnaleźć się na nowo. Wzrusza, rozbawia, momentami irytuje, ale jeśli ktoś potrzebuje czegoś odmóżdżającego to warto po tę książkę sięgnąć. Pomimo poruszanych w niej trudnych tematów, jest to książka napisana w lekkim stylu, którą czyta się błyskawicznie. Ponownie nie mogłam się oderwać i to głównie przez postać Ashtona, którą najbardziej polubiłam. 

Moim skromnym zdaniem, całą tę historię można było zmieścić w jednej części, ale i tak miło było ponownie spotkać się z tą parą.

Oryginalny tytuł: Nothing Left to Lose
Wydawnictwo: HarperCollins Polska
Data wydania: maj 2017 rok 
Liczba stron: 334

środa, 7 czerwca 2017

''Początek wszystkiego'' Robyn Schneder

''Początek wszystkiego'' Robyn Schneder
''Przenikamy przez cudze życie jak duchy i zostawiamy po sobie wspomnienia o ludziach, którzy tak naprawdę nigdy nie istnieli. Popularny sportowiec. Tajemnicza nowa dziewczyna. Ale koniec końców to my decydujemy, jak inni mają nas widzieć.''

Ezra, miał kiedyś przyjaciela o imieniu Toby, który podczas swoich urodzin był uczestnikiem pewnego makabrycznego zdarzenia. Od tamtej pory był kojarzony tylko z tym. Z czasem przyjaźń obu chłopców się rozluźniła. Toby musiał sobie sam radzić z ową tragedią. Ezra jeszcze wtedy nie przepuszczał, że los i dla niego szykuje nieprzyjemną niespodziankę. 

Ezra ma siedemnaście lat. Dobrze się uczy, jest popularny i chodzi z najlepszą dziewczyną w szkole. Poza tym jest dobrze rokującym tenisistą, chlubą szkoły. Jednak Ezra Faulkner - złoty chłopiec odszedł w zapomnienie. Podczas jednej z imprez zastaje swoją dziewczynę w dość jednoznacznej sytuacji. To wtedy życie chłopaka się diametralnie zmienia. Wracając autem do domu bierze udział w wypadku samochodowym w wyniku, którego ma roztrzaskane kolano. Nikt mu nie daje nadziei na to, że powróci do grania w tenis. Dla niego już nic nie będzie takie samo. Koniec. Koniec z królem szkoły, gwiazdą obok, której chce być każdy. 

Dla chłopaka najgorszym doświadczeniem był powrót do szkoły. Nie wiedział kim już jest, ani jakie przynależy mu miejsce w szkolnej hierarchii. Chłopak zamyka się w sobie i oddala od kolegów. Wie też, że on sam się zmienił i nie jest tym samym człowiekiem, co wcześniej. Jednak pewnego dnia zdarza się cud. Podczas wiecu sportowego dosiada się do niego dawny przyjaciel - Toby. Czy ponownie zostaną przyjaciółmi. 

Jest jeszcze ktoś... W szkole pojawia się nowa dziewczyna. Inna od wszystkich. Ze swoją burzą rudych włosów i niebanalnym ubiorem, wyróżnia się na tle innych dziewczyn ze szkoły. W niczym nie przypomina blond lalek, z ogromną ilością makijażu, które przechodzą przez szkolne korytarze. Ezra nigdy nie widział kogoś takiego jak ona. Dziewczyna jest swobodna, naturalna i zabawna. Intryguje go jak żadna inna. 

Czasem w naszym życiu pojawiają się przeszkody, które z początku przekreślają nasze dotychczasowe życie. Jednak to wcale nie musi być koniec, tylko początek czegoś nowego, wspaniałego i dzikiego. Trudne sytuacje, tragedie jakie nas spotykają dają nam szansę na zmienienie siebie i swojego dotychczasowego życia. To od nas zależy, czy będziemy woleli się schować i zamknąć przed tymi możliwościami, czy też wyjdziemy im naprzeciw. Nie bójmy się zmian, bo niekiedy są one nam potrzebne. Czasem odwaga wymaga od nas podjęcia kroku naprzód i pozostawienia dawnego życia za sobą.

Robyn zaczarowała mnie swoim lekkim i żartobliwym piórem. Nie raz uśmiałam się przy tej powieści i nie raz zastanawiałam się nad sobą samą. 

Głównym narratorem jest Ezra, a akcja rozgrywa się głównie w szkole. Początek jest dość powolny, ale na pewno nie nudny. Pokazuje nam jak chłopak oswaja się w nowej sytuacji oraz jak rozkwitała znajomość pomiędzy nim, a Cassidy. Autorka całą książkę poświęciła dla narracji Ezry i muszę przyznać, że to jest świetne, bo mogłam wczuć się bardziej w myślenie chłopaka, w jego sytuacje jako dojrzewającego faceta. Po prostu było tego więcej niż w innych książkach. 

Ezra i Cassidy dźwigają swój ciężar, z którymi próbują sobie radzić. Jednak o ile znamy sytuację chłopaka, to sytuacja dziewczyny przez długi czas nie jest nam znana. Od początku intrygowała mnie postać dziewczyny. W szkole pojawia się nagle, owiana jakimiś pogłoskami, a poza tym sama w sobie jest dość tajemniczą postacią. Nie mogłam jej przeniknąć, chciałam wiedzieć co skrywa, dlaczego tak się wykręca w niektórych sytuacjach. 
Dziewczyna jest szczera, nie boi się wygłaszać swoich racji, ale nie da się jej nie lubić bo jest ciepłą i zabawną duszyczką. Bardzo podobało mi się, że autorka poświeciła czas na rozwinięcie relacji pomiędzy bohaterami, że dała szansę im się trochę poznać zanim rzuciła ich znajomość na głębszą wodę. Ich przemyślenia, wątpliwości są znane każdemu nastolatkowi.

''Początek wszystkiego'' to gorzko słodka opowieść, w którym koniec jest początkiem. To historia o poszukiwaniu własnego miejsca w świecie, o pierwszych wyborach w drodze ku dorosłemu życiu. O tym jak zmienia się nasz podgląd na pewne sprawy. To historia o dwójce złamanych nastolatków, którzy uciekali przed swoją tragedią. 

''Jesteśmy jak dwie strony tej samej tragicznej monety. Jakbyśmy byli ze sobą związani, jeszcze zanim w ogóle się poznaliśmy.''

Ta powieść nie ma dynamicznej akcji, ba czasem jest wręcz niekiedy monotonna, ale to jedna z tych książek, u której jest to plusem. Mamy szansę przetrawić to, co chce przekazać nam autorka. Jej słowa trafiają do serca i zostają w nim na długo. Bo ta książka jest jedną z tych wartościowych, które czegoś mogą nas nauczyć. 

Oryginalny tytuł: The Beginning Of Everything
Wydawnictwo: Moondrive
Data wydania: czerwiec 2017 rok
Tłumaczenie: Aga Zano
Liczba stron: 352

poniedziałek, 5 czerwca 2017

''Lato Eden'' Liz Flanagan

''Lato Eden'' Liz Flanagan
 W powieści poznajemy grupę przyjaciół - popularną Eden, gotkę Jess i Liama, którzy trzymają się razem. Dziewczyny różnią się pod względem charakteru i wyglądu, ale nie jest to dla nich ważne, gdyż mają siebie. Dziewczyny wiedzą o sobie wszystko, a tak przynajmniej sądziła Jess.
Jess to dziewczyna ubierająca się w alternatywny sposób. Niestety nie ma łatwego życia: żyje w cieniu swojej przyjaciółki, a w szkole jest wyrzutkiem. Niedawno przeżyła również traumatyczne wydarzenie, które odbiło się na jej psychice. Jednak w przeciwieństwie do swojej przyjaciółki ma kochającą i troskliwą mamę, która ponad wszystko ceni bezpieczeństwo swojej córki, co dla dziewczyny niekiedy jest uciążliwe.
Eden to popularna dziewczyna, która oprócz Jess ma również dwie inne przyjaciółki. Życzliwa i beztroska, a ludzie do niej wręcz lgną. Zdawać by się mogło, że ma wszystko: bogatych rodziców, luksusowy dom, oddanych znajomych, no ale jest pewna ryska... Siostra jej nienawidzi  i nie odpuści okazji, aby jej dogryźć. 

Kiedy umiera jej siostra, dziewczyna się zmienia. Raz jest szczęśliwa i beztroska, by za chwilę zrobić się osobą kąśliwą i popadającą w rozpacz. Przyjaciele martwią się o nią i robią wszystko, aby mieć ją na oku. Jednak coś jest nie tak, bo Eden znika. 
Jess chce zrozumieć co skłoniło jej przyjaciółkę do zniknięcia, aby móc ją odnaleźć. W poszukiwaniach pomaga jej Liam. Nieśmiała gotka powoli odkrywa, że Eden miała przed nią tajemnice. Już nie jest pewna czy naprawdę znała swoją przyjaciółkę.  

Chociaż książka opowiada o Eden to właśnie Jess jest jej narratorką. Książka jest podzielona na dwa czasy: teraźniejszy i przeszły, który pomaga nam zrozumieć powody, dla których Eden mogła odejść. 
Poznajemy nie tylko to, ale również traumatyczne przeżycia przez które przeszła Jess, ale przede wszystkim jak wyglądała przyjaźń pomiędzy bohaterami. Moim zdaniem została pięknie przedstawiona, nie raz poczułam ukłucie zazdrości, że to ja nie jestem na miejscu jednej z bohaterek.

Liam to postać, która się pojawiała często, ale była tak przedstawiona bardziej z boku. Nie wiedziałam, co o nim sądzić i momentami byłam w tym zagubiona. 

''Lato Eden'' to historia o przyjaźni i  miłości. Za sprawą niewyjaśnionych tajemnic trzyma w napięciu i wciąga. Przebija się przez nią smutek, rozpacz i niemy ratunek o pomoc. Wyrzuty sumienia, które gnębią Eden są odczuwalne poprzez czytelnika. Nie jest to książką, którą określiłabym mianem najlepszej, ale styl autorki przypadł mi do gustu. W książce zabrakło mi większej ilości emocji, ale nadrabia to motyw zaginięcia i ta cała tajemnicza otoczka wokół tego. Szczerze mówiąc nie lubię takich niewyjaśnionych sekretów, bo wtedy strasznie kuszą mnie te ostatnie strony. Palce mnie świerzbiły, a powstrzymywałam się tylko dlatego, bo wiedziałam, że popsuję sobie przyjemność z czytania. 
Jest to idealna książka na spędzenie jednego z gorących dni, kiedy chcemy odetchnąć i mile spędzić czas przy lekturze.

Oryginalny tytuł: Eden Summer
Wydawnictwo: IUVI
Data wydania: maj 2017 rok
Tłumaczenie: Marta Duda - Gryc
Liczba stron: 312
Copyright © 2016 Red Girl Books Recenzje , Blogger