Demet Altınyeleklioğlu ''Hürrem. Słowiańska odaliska. Tom 1''


Ruś, 1514 rok. Mała Aleksandra Anastazja Lisowska spała, kiedy jej wioska została napadnięta. Dziewczynka zostaje porwana przez jednego z barbarzyńców. 
Mija kilka lat. Jako już młoda dziewczyna trafia do pałacu chana krymskiego. Zostaje ulubienicą Sułtanki Göldane, która traktuje ją jak własne dziecko. Starsza kobieta wróży Rusince przyszłość pełną blasku i wspaniałości.

“ (...) Nie czekaj, aż ktoś da Ci to, czego pragniesz… Sięgaj po to… Wydzieraj, choćby siłą… Trzymaj i nie puszczaj… Widzę Twoją dro-drogę… Jesteś białą gołębicą, która pochwyci orła… To Twoje przeznaczenie… Nie pozwól, aby ktoś to zmienił…”

Po śmierci wiekowej Sułtanki, Aleksandra zostaje wysłana do haremu osmańskiego Sułtana Sulejmana. Dziewczyna zastaje widok odalisek, które pomimo współczujących spojrzeń, patrzą na nią również z zazdrością. 
Aleksandra, która ma głowę pełną marzeń o tronie i koronie nie przypuszcza, że osiągnięcie celu nie będzie takie proste.
Rusinka jest popychana, bita i poniżana. W przetrwaniu kolejnych dni pomagają jej wyśpiewane przez nią pieśni. Żal, smutek tęsknota i gorycz to uczucia, które się przez nie przebijają. Cały pałac jest oczarowany głosem Rusinki. Nawet sam Sułtan, do którego komnat docierają jej pieśni pragnie ją poznać. Rudowłosa odaliska oczarowuje go swoją promienną osobowością. Nadaje jej imię Hürrem.

“ - To właśnie też uśmiech - ucieszył się Sułtan Sulejman. - Uśmiech, który odbiera mi rozum. To właśnie oznacza Hürrem. Hürrem oznacza piękna, uśmiechnięta, o pięknych oczach. Każde z osobna i wszystko razem.”

Od tej chwili rozpoczyna się droga kobiety, która posunie się do wszystkiego, aby nie zostać zapomnianą.

“(...) Za każdym, nawet najsilniejszym mężczyzną musi stać kobieta. Kobieta, która będzie wiedziała, jak nim pokierować.”




Dynastią Osmanów zainteresowałam się dzięki serialowi “Wspaniałe stulecie”. Jak miliony Polaków - pokochałam ten baśniowy klimat! Taki sam w swojej książce utrzymała Demet Altınyeleklioğlu. Chociaż nie będę ukrywać, że jest on opleciony okrucieństwem i brakiem moralności. 
Uwielbiam beletrystykę historyczną. Tak jak Hürrem i ja podążyłam za swoim marzeniem, a było nim przeczytanie sagi “Tajemnice dworu sułtana”. 
Fabuła już od samego początku jest fascynująca i wciągająca. Autorka z lekkością prowadzi nas przez osmański pałac, w którym mogłoby się zdawać, że za pomocą bogactwa życie jest łatwe i piękne. Nic mylnego! Autorka wprowadza nas w tajemnice haremu. Tego nawet ja się nie spodziewałam. Czy wiecie, że do łoża Sułtana wcale nie tak łatwo było trafić? Odaliski musiały się przypodobać haremowym agom, a nawet służącym! Jak? Nic Wam nie zdradzę. 
Hürrem od samego początku pokazuje swoje pazurki. Jest uparta i dumna, a kiedy trafia do osmańskiego pałacu szybko się uczy haremowych gier. Robi się coraz bardziej bezwzględna i ambitna. Od pierwszej, do ostatniej strony możemy obserwować jak kształtuje się jej charakter.

Uważam, że autorka stworzyła wciągającą i magiczną opowieść, w której tak naprawdę nic nie jest piękne. Nawet miłość Hürrem i Sulejmana jest naznaczona odrobiną zła. Książka tej autorki uzupełni Waszą wiedzę na temat działania haremu i losie kobiet, o których Padyszach zapomniał. Tego w serialu nie pokazano. Osobiście uważam, że książka, a serial to dwie różne bajki. Podobieństwa jakie zaobserwowałam pomiędzy nimi dwoma jest znikome. Jednak to idealna pozycja nie tylko dla fanów ekranizacji, ale i sympatyków historii. Nie jest wiernym odzwierciedleniem historii, ale mi to nie przeszkadzało. Uwielbiam takie książki! 
Jestem zachwycona stylem pisania Demet Altınyeleklioğlu i tym jak szybko mnie wciągnęła w opisywany przez siebie świat. Książkę przeczytałam jednego dnia i od razu zabrałam się za drugą część, której recenzję pokażę Wam niebawem. 

''Żeby nie zostać zapomnianym, trzeba być silnym''

Oryginalny tytuł: Moskof Cariye Hürrem
Cykl: Tajemnice dworu sułtana (tom 1)
Wydawnictwo: WAB
Data wydania: 4 sierpnia 2016
Liczba stron: 432
Moja ocena: 8/10

Za egzemplarz do recenzji, serdecznie dziękuję wydawnictwu:

Walid Kuliński ''Doczekać jutra''


Konrad jechał sam autem, kiedy w pewien deszczowy dzień zabrał ze sobą autostopowicza. Starszy mężczyzna oznajmia mu, że jest nim samym z przyszłości. Konrad na początku ma go za wariata, któremu pomieszało się w głowie. Starzec chce pomóc mu odnaleźć punkt, w którym wszystko się dla niego zaczęło. Pokazać mu, co takiego przeoczył. W zamian obiecuje, że po wszystkim zostawi go w spokoju znikając z jego życia. Konrad chcąc, nie chcąc postanawia przejść przez tajemnicze drzwi, które ukazują mu jego przeszłość.

Z kolejnych stron wyłania się obraz chłopca, którego ojciec odszedł od rodziny, a następnie po powrocie, w krótkim czasie niefortunnie umiera. Kolejne jego lata są naznaczone smutkiem, cierpieniem i patologią. Kochana niegdyś matka, dbająca o swoje dzieci zamienia się w sadystę. Bije dzieci, poniża i odziera ich z niewinności.  

Jednocześnie toczy się historia Pauliny, która trafiła do domu dziecka. Koleżanka wciąga niewinną dziewczynę w pedofilski świat, który pozwala im na wszystko czego chcą. Tylko, czy Paulina naprawdę tego chce?
Obydwoje - Konrad i Paulina walczą z przeciwnościami losu. Czy poradzą sobie? Czy te wydarzenia naznaczą ich na trwale?

Przyznam, że zanim sięgnęłam po tę książkę, minęło trochę czasu. Lipiec był dla mnie dość aktywny miesiącem, poświęconym głównie dla rodziny.
Po książkę sięgnęłam jakiś czas temu i nie przypuszczałam, że aż tak mnie poruszy. Może dlatego, że moje życie wyglądało podobnie? Nie wiem. Podczas lektury tej dość cienkiej książki miałam ochotę płakać, wyć. Jak rodzic może swoim dzieciom sprawić takie piekło? Jak może mówić im bolesne słowa, które one zapamiętają na zawsze? Sama wiem jak słowa ranią, jak zagnieżdżają się praktycznie na zawsze. Ich nie da się wyplenić, odbijają się na dorosłym życiu. Nie potrafię też zrozumieć, co ma w głowie matka, która dla swojego dziecka zrobiłaby wszystko, a z dnia na dzień zamienia się w potwora? Co musi się stać, aby psychika człowieka nie wytrzymała? Po lekturze tej powieści miałam dużo pytań i przemyśleń.
Nie często sięgam po takie książki, bo otwierają w moim życiu drzwi, które już dawno za sobą zamknęłam. Z drugiej strony takie książki też muszą powstawać, aby pokazywać rodzicom, co się dzieje, kiedy niszczymy własne dziecko.

‘’Doczekać jutra’’ wywołuje wiele emocji. Od smutku i żalu, aż po złość. Autor niczego nie koloryzuje. Pokazuje patologię, w której uwikłani są bohaterowie. Analizując przeżycia Pauliny i Konrada stara się nam pokazać dlaczego podejmują oni takie, a nie inne decyzje.
Zabrakło mi w książce rozwinięcia postaci Pauliny, o której mało wiedziałam. Na początku czytania książki nie mogłam się też do końca połapać o kim autor pisze. Miałam mętlik w głowie, ale Walid Kuliński szybko go uporządkował.

Jest to jedna z tych książek, które mają nas zmusić do refleksji i do podróży w głąb siebie. Może i my potrzebujemy jej, aby przekonać się, czego nie zrobiliśmy, a co należało zrobić? W jakim momencie popełniliśmy błąd?

Wydawnictwo: Psychoskok
Data wydania: 18 maja 2017 rok
Liczba stron: 193
Moja ocena: 7/10

Za egzemplarz do recenzji, serdecznie dziękuję wydawnictwu:

Lauren Oliver ''Replika''


Hej kochani! Wiem, że w tym miesiącu byłam mało aktywna, ale był to czas intensywnie spędzony z rodziną. Najpierw spontaniczne wakacje spędzone z dziećmi w Szczecinie, a potem wypad do Zakopanego z całą rodziną. Nie miałabym, kiedy pisać tu na blogu. Obiecuję, że już nigdzie się nie wybieram. Mam trochę wyrzutów sumienia. Czuję się jakbym zaniedbała Was i wydawnictwa, ale wiem jedno: pięknych wspomnień nikt mi nie odbierze. Lipiec był najcudowniejszym dniem mojego życia. Życzę i Wam takich dni.

Koniec tego ''gadania''. Zapraszam Was na recenzję.


''Zastanawiała się, czy właśnie tak postrzegali ją rodzice: jako istotę po części nie z tego świata, zawieszoną gdzieś między tym życiem a następnym.''

Gemma to nastolatka, która jest pełna kompleksów. Była chorowitym dzieckiem. Przeszła nawet operację serca, po której została jej duża blizna. Pomimo tego, że minęło kilka lat, jej rodzice wciąż ją trzymają pod kloszem. Gemmie się to nie podoba. W końcu ma szesnaście lat i chce być samodzielna na tyle, na ile pozwala jej wiek.
Gemma uwielbia marzyć, a tym czego chce to chwila wolności od nadopiekuńczych rodziców. W końcu za sprawą swojej jedynej przyjaciółki ma okazję wyjechać na Florydę. Dziewczyna, szczęśliwa perspektywą oderwania się od rodziców, nie przepuszcza, że jej radość będzie trwała krótko.
Gemma tuż przed planowanym wyjazdem podsłuchuje kłótnię rodziców, z której wynika, że nie mogą jej puścić. Zakaz ten dotyczy kliniki Haven, która jest owiana tajemnicą. Dziewczyna chcąc odkryć jaki ma to związek z nią wyrusza w świat. Ucieka z domu, aby odnaleźć odpowiedzi na nurtujące ją pytania.


''Potwory - tak nas nazywają. Demony.
Czasami w bezsenne noce zastanawiam się, czy nie mają racji.''

Lirą jest repliką, dla której jedynym znanym jej domem jest klinika Haven. To tu ją stworzono, tak jak innych jej podobnych. Nie znają innego miejsca niż ten, który towarzyszy im od małego. Białe ściany, rygorystyczne zasady i masa ludzi, którzy traktują ich przedmiotowo. Nazywają ich ''potworami'' chociaż i one mają uczucia, marzenia i cele, które skrzętnie skrywają. Tak jak Lira, która chce móc lepiej czytać i przenosić się do niesamowitych światów, które oderwą ją od niewesołej rzeczywistości.
Pewnego dnia bańka, w której żyła dziewczyna pęka. Klinika Haven płonie. Dziewczyna wraz z Kasjopeją i numerem 72 wydostają się na wolność.

Co takiego odkryje Gemma? Jaki wpływ będzie miało to na jej życie?
Jak Lira poradzi sobie w dotąd nieznanym świecie?
Jakie grozi im niebezpieczeństwo?

Pierwszy raz spotykam się z twórczością Lauren Oliver. Czy było ono udane?
Przyznam, że dzięki mojej kochanej Zosi, która wcześniej zaczęła czytać ''Replikę'' nie miałam problemu, od której historii zacząć.
Bardzo spodobał mi się pomysł na fabułę, w której wykorzystano klonowanie ludzi. Faktycznie nie jest to zbyt oryginalne, kiedy weźmie się pod uwagę, że te pomysły przewijały się nie jeden raz w książkach, czy to w filmach. Powieść czytało mi się szybko, ale były takie momenty, kiedy dopadało mnie znużenie. Jednak nie trwało długo, bo książka w którejś chwili się rozkręciła. Mi osobiście bardziej podobała się część o Lirze, była bardziej ciekawsza i dynamiczna. Miałam szersze spojrzenie na klinikę w Haven, która tak mnie zaciekawiła w części o Gemmie. Za sprawą Liry mogłam przekonać się jak to wygląda od środka. Jak są traktowane repliki i jaki mają sposób myślenia. To było przykre jak ''zwyczajni'' ludzie traktowali ich przedmiotowo, odbierając jedyną radość z życia, bo są przecież niewiele warte niż mysz laboratoryjna.
Nie jest to idealna książka. Nie do końca się z nią polubiłam. Zabrakło mi jasnych wątków dotyczących ojca Gemmy. Jego wyjaśnienia, co miał wspólnego z kliniką. Nie zadowoliło mnie również zakończenie książki.

''Replika'' Lauren Oliver to historia owiana tajemnicą i intrygami. Przygody, które czekają na bohaterki są naszpikowane akcją, a niekiedy wręcz przeniesione z ekranu na kartki. Chociaż książka ma parę wad to jest warta, aby po nią sięgnąć. Nie raz potrafi trzymać w napięciu, podsyłając coraz to nowe pytania. Czytelnik ma ochotę jak najprędzej dowiedzieć się wszystkiego, ale odpowiedzi czasem brakuje. Zakończenie wprowadza niedosyt. Dlatego nie zachwyciła mnie końcówka, bo nie lubię takich zabiegów. Czułam się jak ktoś, komu dano najsmaczniejszą czekoladę świata, ale tylko po to by pomachać nią przed nosem. Tak się nie robi!
Jednak z niecierpliwością będę oczekiwać kontynuacji i mam nadzieję, że się pojawi.  

Autor: Lauren Oliver
Oryginalny tytuł: Replica
Wydawnictwo: Otwarte
Data wydania: 5 lipca 2017 roku

Za możliwość przeczytania, dziękuję wydawnictwu:



Anna McPartlin ''To, co nas dzieli''


''Gdybym wiedziała, że wkrótce mam opuścić tę planetę, czy zrobiłabym wszystko inaczej''?

Eve Hayes i Lily Brennan były nierozłączne. Przyjaźniły się od pieluszki, znały wszystkie swoje sekrety i lęki. Jednak czas i pewne wydarzenie zaważyły na ich więzi. Dziewczyny miały po osiemnaście lat, kiedy ich przyjaźń się zakończyła, a każda poszła własną drogą. Pozostały im tylko wspomnienia i listy, które do siebie pisały. 

Mija dwadzieścia lat, kiedy Eve, która została znaną projektantką biżuterii wraca do rodzinnego miasta. Wspomnienia i tęsknota za ukochaną przyjaciółką powracają. Kobieta stara się odnaleźć Lily, ale internet i media społecznościowe nie służą jej pomocą. Wygląda na to, że jej przyjaciółka nigdzie się nie udziela.
Eve odnawia przyjaźń ze swoją pierwszą miłością - Benem. Podczas wspólnego spaceru obydwoje ulegają wypadkowi i trafiają do szpitala. Tam okazuje się, że pielęgniarką, która ma się nią zajmować jest Lily. Kobiety mają okazję, aby wyjaśnić sobie pewne sprawy i odnowić przyjaźń.
Czy uda im się to pomimo tylu lat?

Kiedyś moja przyjaciółka pożyczyła mi książkę tej autorki, która poruszyła moje serce. Powieść ''Ostatnie dni królika'' zapisała się w mojej pamięci do dziś. Była to zabawna i ciepła historia, która pomimo smutku, podnosiła na duchu. Towarzyszył mi podczas niej śmiech przez łzy. Pokochałam autorkę za emocje, które we mnie wywołała. 

Kiedy wyszła jej najnowsza książka ''To, co nas dzieli'' wiedziałam, że muszę ją  mieć i koniecznie przeczytać!
Autorka stworzyła ciekawych bohaterów pokazując nam poprzez listy pisane do siebie, jak zmieniły się w ciągu dwudziestu lat. Nawet poboczne postacie wykreowała bardzo dobrze uchylając nam rąbek ich życia. Rzadko zdarza mi się sięgnąć po takie książki, w których autor skupia się nie tylko na głównych bohaterach.

Eve Hayes to osoba, która wie czego chce i dąży do tego z uporem. Jest realistką, która żyje we własnym świecie, nie zauważając, że wokół niej żyją również innych ludzi. 
Z kolei Lily to kobieta, która ma dosłownie serce na dłoni. Pomaga pacjentom w szpitalu, swoim sąsiadom i robi wszystko dla swojej rodziny. Moim zdaniem wręcz za dużo, co mnie momentami irytowało i miałam nadzieję, że Lily się w końcu opamięta i zacznie myśleć o sobie. Obie bardzo się różniły, ale widać, że były sobie bliskie.

Autorka stworzyła tę historię na podstawie własnych doświadczeń. Mając dwadzieścia lat wpadła pod samochód i zawsze pragnęła o tym opowiedzieć. Swoje przeżycia połączyła z tym, co spotkało producenta stacji telewizyjnej i tak oto powstało ''To, co nas dzieli''. 
Anna McPartlin poruszyła w niej wiele ważnych, życiowych tematów, z którymi ludzie mogą się utożsamiać. Jak na przykład toksyczne małżeństwo, w którym tkwiła Lily. Declan, jej mąż, kpił z jej marzeń, z pracy i nie rozumiał, że jego żona staje się nieszczęśliwa. Zdarzało się, że szarpał ją, kontrolował i był chorobliwe zazdrosny. Kobieta musiała od razu odbierać telefon, aby mąż nie podejrzewał jej o najgorsze. Wiecie dlaczego taki był? Zdradzę Wam tylko, że rodzice wpływają na nasze późniejsze życie i tak samo było z tą postacią. 
W powieści pojawiły się również takie tematy jak biseksualizm, miłość, przyjaźń, akceptacja i życie rodzinne.

''To, co nas dzieli'' to piękna historia o przyjaźni, dorastaniu i trudnych wyborach. Wciągająca, z interesującą fabułę, chociaż czasami można się w niej pogubić.
Podczas lektury możemy obserwować metamorfozę postaci, która odbywa się stopniowo. Dzięki temu zabiegowi wypada ona realistycznie. Autorka w lekki i przyjemny sposób porusza trudne tematy sprawiając, że nie przygniata nas nimi. Jest to również bardzo zabawna książka, przy której nie raz się uśmiałam, bo nie mogłam się powstrzymać. Główne bohaterki często posługiwały się ciętym językiem sprawiając, że jeszcze bardziej je pokochałam.
Anna McPartlin uczy nas, że nie liczy się czas, bo na przeproszenie i naprawienie swoich błędów nigdy nie jest za późno. Od siebie dodam, że nie czekajcie na to zbyt długo. 

Za egzemplarz do recenzji, serdecznie dziękuję wydawnictwu HarperCollins Polska.

Kirsty Moseley ''Chłopak, który o mnie walczył''


''Lepiej jest kochać i stracić niż nigdy nie zaznać miłości''. Tak stwierdził kiedyś poeta lord Alfred Tennyson w jednym ze swoich wierszy. Według mnie lord Tennyson bredził.
(...) Oto dlaczego się z nim absolutnie nie zgadzam.
Ponieważ byłem raz zakochany.
Tylko raz.
I ją straciłem.
A teraz oddałbym wszystko, co mam na tym pieprzonym świecie, żeby móc cofnąć czas i nigdy nie zaznać miłości.''

Mijają trzy lata od ostatnich wydarzeń, podczas których Jamie był zmuszony zrezygnować z ukochanej. Jednak nawet po wyjściu z więzienia nie potrafił o niej zapomnieć, chociaż ta ułożyła sobie życie na nowo. Żyje w Londynie, ma pracę i narzeczonego. Chłopak wie, że dziewczyna jest szczęśliwa, ale marzy o tym, że to on jest na jego miejscu.

Chłopak, który tak niegdyś chciał zmienić swoje życie, stracił do tego motywację. Bez Ellie nie miało to sensu. Brett, jego były szef uczynił chłopaka swoim jedynym spadkobiercą przypisując na niego legalne i nielegalne interesy. Chociaż nie odpowiadało mu takie życie nie miał sił, aby to zmienić. Do czasu...

Tragedia rodzinna zmusza Ellie do powrotu, do rodzinnego miasta. Dziewczyna jest przekonana, że skoro pokochała innego to uczucie do Jamiego jej minie. Jakże się myliła, kiedy spotykając go, ożywają one na nowo. Jednak jej niegdyś ukochany wiedzie niezbyt dobre życie. Ma wielu wrogów, którzy wykorzystają każdą jego słabość, a tą słabością jest dziewczyna. 


Zanim sięgnęłam po ''Chłopaka, który o mnie walczył'' przeczytałam pierwszą część, która jak dla mnie była ciut przesłodzona. Tak, takie książki też są potrzebne, ale dla mnie było tego za dużo.
Po kontynuację sięgnęłam bez większych oczekiwań. Lubię książki tej autorki, ale wiem, że mają one swoje wady. W tej również ich nie brakowało. Przede wszystkim denerwowała mnie postawa Ellie, która chciała zacząć coś nie kończąc poprzedniej relacji. Moim zdaniem to jest nie fair w stosunku do innej osoby. Dziewczyna straciła w moich oczach. 
Uważam, że obie postacie były wyraziste, a styl pisania autorki i pomysł na fabułę są bardzo przyjemne w odbiorze. Również problemy, które wplotła do książki są takie życiowe. 

''Chłopak, który o mnie walczył'' to opowieść o stracie i żałobie, jak również o tym, że ''stara miłość nie rdzewieje''. Nie zabraknie w tej historii dawki emocji i momentów napięcia. Jest to lekka, przyjemna książka, która idealnie sprawdzi się na relaks. Momentami bohaterowie mogą denerwować, ale przecież nie ma ludzi idealnych. Twórczość Kirsty Moseley nie należy do ambitnych, ale i takie książki są czasem potrzebne. Jeśli lubicie romantyczne książki, albo zastanawiacie się, co spakować do walizki to polecam Wam tę powieść. 


Oryginalny tytuł: Worth Fighting For 
Cykl: Fighting to Be Free (tom 2)
Wydawnictwo: HarperCollins
Data wydania: 14 czerwca 2017 rok
Liczba stron: 336
Moja ocena: 7/10

Za egzemplarz do recenzji, serdecznie dziękuję wydawnictwu:

''Moja Lady Jane'' Cynthia Hand, Jodi Meadows, Brodi Ashton


Wyobraźcie sobie, że Was okłamano i to nie w byle jakiej sprawie! Tylko w takiej, która od wieków jest na ustach historyków. 
Jeśli ktoś tak jak ja, interesuje się dynastią Tudorów i wszystkim, co z nią związane, będzie wiedział kim była Lady Jane. Władała Anglią tylko przez dziewięć dni, do czasu, aż Maria Tudor pozbawiła ją tronu i głowy.
My znamy taką historię, ale co jeśli była ona całkiem inna? Zwariowana i całkiem pokręcona na swój sposób? Jesteście ciekawi? Więc zapraszam Was na recenzję!

Wyobraźcie sobie podzieloną Anglię nie na katolików i protestantów, a na Nieskalanych i Zmiennokształtnych. Nazwa ich jest zupełnie inna, ale nie wiem jak użyć tych dziwnych znaków na klawiaturze. Jednak wracając do tematu. 
Gdzieś tam, w bardzo odległych czasach żył młodociany król, który zwał się Edward VI. Jego dni były policzone, gdyż zachorował na krztusiec. Lord Dudley widząc w tym swoją szansę postanowił ugrać coś dla siebie, a tym czymś był tron Anglii. Namówił młodocianego króla, aby ten wydał swoją kuzynkę za jego młodszego syna i zmienił prawo sukcesji. W wyniki tego Jane miała zostać królową w razie śmierci obecnego władcy. Jak ambitny Dudley chciał, tak się też stało.

Lady Jane jedyne czego pragnie to stos książek, które będzie mogła gładzić, przytulać i wąchać. Jednak jej matka widzi ją w roli żony arystokraty. Młoda dziewczyna, z dnia na dzień ma zostać wydana za Gifforda Dudley'a, a ślub ma się odbyć o zmroku. Dziwne dość, prawda? Jednak przed Jane zatajono coś bardzo ważnego. Nie był to wielgachny nos, który mają wszyscy Dudleyowie, a którego ona nie cierpi. Nieee! Nikt jej nie powiedział, że jej mąż jest koniem od świtu do zmroku! Młoda dziewczyna, która nie do końca lubi swojego małżonka, nie może odpuścić sobie końskich żartów w stosunku do niego, a i on nie jest obojętny na jej cięty język. 

Na obydwu czeka zwariowana przygoda, pełna magii i niebezpieczeństwa. Ceną jest nie tylko ich życie, ale również wielu innych Anglików. 

Jestem miłośniczką wszystkiego, co związanego jest z dynastią Tudorów. Kiedy dostałam propozycję zrecenzowania tej powieści, nie wahałam się ani chwilę! Miałam trochę stracha, że forma nie przypadnie mi do gustu. Do tej pory czytałam bardziej poważniejsze pozycje, które wychodziły spod pióra Philippy Gregory. Ta książka była dla mnie czymś nowym i fascynującym. Byłam jej bardzo ciekawa!

Kiedy sięgnęłam po ''Lady Jane'' potrzebowałam czegoś odmóżdżającego i lekkiego. Po tygodniu przerwy od czytania, wcale nie tak łatwo było sięgnąć po kolejną książkę. 
W każdym bądź razie ta książka zapewniła mi dużo śmiechu! Za każdym razem, kiedy nim wybuchałam, syn patrzył na mnie dziwnie mówiąc: no i czego się śmiejesz? Jednak naprawdę nie szło się powstrzymać od tych końskich żartów, które występowały pomiędzy bohaterami.

Narracja jest poprowadzona ze strony trzech bohaterów: Edwarda, Jane i Gifforda. Dzięki temu łatwiej możemy odgadnąć uczucia i emocje, które im towarzyszą. Może i te postacie nie są wykreowane po mistrzowsku, momentami ich czyny są wyolbrzymione, a tok myślenia nie do końca mi pasował to pomimo to byli dość interesujący. Edwarda nie polubiłam za bardzo, bo dla mnie to była taka mało wyrazista postać i za bardzo naiwna, ale Jane i Gifforda owszem, chociaż i oni mieli swoje wady.

''Moja Lady Jane'' to zabawna, magiczna i pokręcona historia, która pokazuje ''co by było gdyby''. Bezczelna, sarkastyczna i niezwykle wciągająca dzięki wartkiej akcji. Autorki może nie stworzyły mega ambitnej książki, ale za to jak bardzo śmieszną! Gdyby nie to, że recenzja jest przedpremierowa to z chęcią zacytowałabym Wam z dwa fragmenty, które mi się podobają. Występuje tu wątek romantyczny, ale jest on tylko dodatkiem, który wisi w powietrzu. 
Jeśli lubicie lekkie, nie wymagające myślenia i skłaniające do śmiechu powieści to warto po nią sięgnąć! Kiedy na dworze chlapa i deszcz, a humor Wam nie dopisuje to sięgnijcie po ''Moja Lady Jane''. Ja sama po nią chwycę ponownie w kryzysowych sytuacjach. 

Książkę przedpremierowo można zakupić na stronie:
http://www.empik.com/moja-lady-jane-hand-cynthia-ashton-brodi-meadows-jodi,p1144538859,ksiazka-p

Oryginalny tytuł: My Lady Jane
Wydawnictwo: SQN
Data wydania: 19 lipca 2017 rok
Liczba stron: 432
Moja ocena: 7/10

Za egzemplarz do recenzji, serdecznie dziękuję wydawnictwu:

''Sięgając chmur'' Bonnie Leon


''Bóg zaszczepił we mnie miłość do latania. Nie mogę pozwolić, by strach powstrzymał mnie od robienia tego, do czego jestem stworzona. Nikt z nas nie może tego zrobić.''

Penelope Ward ''Przyrodni brat''


Greta to spokojna nastolatka, która mieszka ze swoją matką i jej mężem. Dziewczyna z niecierpliwością oczekuje przyjazdu syna ojczyma, Eleca. Ma nadzieję, że uda im się nawiązać przyjacielską więź. Jednak chłopak już od wejścia jest wrogo nastawiony do nowej rodziny swojego ojca i nie może się powstrzymać, by nie dokuczyć Grecie. Chłopak, który ma opinię buntownika robi wszystko, aby ta łatka do niego przylegała idealnie. Oprócz dokuczania dziewczynie, wszczyna kłótnie z ojcem, prowokuje innych i sprowadza połowę żeńskiej populacji szkoły do domu. 
Greta nienawidzi tego, ale też nienawidzi sposobu w jaki chłopak się do niej odnosi. Z czasem jednak zauważa, że im bardziej on jest wobec niej chamski, tym ona bardziej do niego lgnie. Chociaż rozum mówi jedno to zdradzieckie ciało robi swoje. Chłopak zaczyna ją fascynować, a i ona nie jest mu całkiem obojętna. W końcu zbliżają się do siebie, ale nagle z dnia na dzień chłopak musi wracać do Kalifornii. Chłopak znika z życia Grety tak szybko jak się pojawił. W noc przed wyjazdem dochodzi pomiędzy nimi do sytuacji, która zatrzęsie ich życiem. 

''Wiem, że mimo moich ostrzeżeń ostatniej nocy oddałaś mi fragment swojego serca. I choć sam starałem się do tego nie dopuścić to ja również oddałem ci część mojego. Wiem, że poczułaś to dziś rano. Chcę, żebyś ją wzięła i ukryła.''

Mija siedem lat. Rodzinna tragedia zmusza Eleca do odwiedzenia domu dziewczyny. Los obydwojgu splatał figla i nic nie jest tak proste jak było. 

W trakcie czytania tej książki miałam wrażenie, że losy Grety i Eleca będą łudząco podobne do bohaterów z powieści ''Love Rosie''. Bardzo się bałam, że przez to rzucę tę książkę w kąt, bo i tu życie zadrwiło z ludzi.

Fabuła tej książki kręci się wokół czegoś, co według większości ludzi jest gorszące i niemoralne. Pojawia się uczucie pomiędzy przyrodnim rodzeństwem. Dlatego ta książka tak mnie zafascynowała! 

Na początku byłam zgorszona i nie chodzi mi o ten zakazany owoc, a o ilość przekleństw, które padały z ust Eleca. Miałam go za odpychającego faceta. Później, kiedy zrozumiałam dlaczego taki jest, współczułam mu. Uważam, że nikt nie powinien być tak traktowany przez osobę, którą kochamy, a tym bardziej nikt nie powinien deptać naszych marzeń i pasji.
Tu na początku zabrakło mi jakichkolwiek wyjaśnień ze strony ten osoby. Przez całą lekturę nie rozumiałam czym ten człowiek się kieruje w swoim postępowaniu i to było dla mnie zagadką. 

W którymś momencie pojawiła się skrócona wersja z perspektywy Eleca i szczerze mówiąc uważam to za zbędne. W każdym bądź razie autorka zamiast przedstawiać to samo w skrócie, mogła zrobić narracje naprzemiennie ze strony Eleca jak i Grety, które tak ubóstwiam w innych książkach. Jako przykład mogę podać książki K. Bromberg, w których ten zabieg jest stosowany. Nie miałabym wtedy wrażenia, że czytam to samo, co już było na samym początku.

Chyba nie za bardzo polubiłam się z Gretą. Fajna i miła dziewczyna, ale momentami aż przesłodzona. Brakowało mi w niej jakiegoś pazura, który by sprawił, że stałaby się wyrazistą postacią. Gdyby mnie ktoś tak obrzucał błotem to bym nie latała za tą osobą z wywieszonym jęzorem, skomląc o przyjaźń. 
Elec to z kolei taka postać, która w swoim zachowaniu przechodziła ze skrajności w skrajność, ale ma w sobie coś tak magnetycznego, że nie można mu się oprzeć. Polubiłam go! 

''Przyrodni brat'' to historia o zakazanym uczuciu oraz o trudnych wyborach jakie czekają nas nas w dorosłym życiu. Pomimo kilku wad jest to książka, której przeczytania nie żałuję. Nieźle się przy niej bawiłam. 
Penelope Ward stworzyła lekką, wciągająca i zabawną historię z dreszczykiem emocji, która zapewni mile spędzony czas. Polecam! 

Oryginalny tytuł: Stepbrother Dearest
Wydawnictwo: Editio Red
Data wydania: 24 maja 2017 rok 
Liczba stron: 272
Moja ocena: 7/10

Za egzemplarz do recenzji, serdecznie dziękuję wydawnictwu:

Jill Santopolo ''Światło, które utraciliśmy''


Przykro mi! Nie będę oryginalna i ja również rozpocznę swój wpis od tego cudownego cytatu, który jest tak smutny, ale pokazujący siłę miłości do drugiego człowieka. Miłości tak silnej, że nawet czas nie wymazał jej z serca i z duszy.

''Nauczyłeś mnie, że zawsze trzeba szukać piękna. W ciemności, w ruinach potrafiłeś odnaleźć światło. 
Nie wiem, jakie piękno i jakie światło teraz odnajdę. Ale spróbuję. Zrobię to dla ciebie. Bo wiem, że ty zrobiłbyś dla mnie to samo.''

Nowy Jork, 11 września 2001 roku. Samolot uderza w jeden z wieżowców na World Trade Center. Wtedy media nie działały tak sprawnie jak dziś, wiadomości nie dochodziły tak szybko. Telefony nie pękały od powiadomień z facebooka i twittera. 
Dla wielu ta tragedia była końcem wszystkiego. Dla innych zwrotnym momentem w ich życiu. To wtedy niektórzy uświadomili sobie, że pragną żyć. Zaczęli cenić każdą chwilę i robili coś, na co wcześniej brakowało im odwagi.Wyznawali sobie miłość, pobierali się, a nawet poczęli w tym dniu dziecko. Ludzie zrozumieli, że życie mają tylko jedno i trzeba je dobrze wykorzystać. 

To tego pamiętnego dnia drogi Gabriela i Lucy się spotkały.
Wraz z grupką studentów postanawiają wejść na dach budynku, aby na własne oczy zobaczyć ogrom tragedii. Wśród dymu i ognia Gabe i Luzy całują się po raz pierwszy.

Wraz z końcem studiów ich drogi się rozchodzą. Spotykają się ponownie rok później na  urodzinach Lucy. Ich związek rozkwita, ale nic nie trwa wiecznie. Na ich życiu kładzie się cień. 
Gabe z dnia na dzień postanawia przyjąć propozycję pracy na Bliskim Wschodzie. Lucy dowiaduje się o jego decyzji w bardzo ważnym dla siebie dniu. Chociaż zdaje sobie sprawa, że ta praca to spełnienie marzeń jego ukochanego to i tak nie potrafi pogodzić się z tym, że tak łatwo zrezygnował z ich wspólnego życia.

Czy Lucy stanie na nogi?
Czy zdoła się wyleczyć z miłości do fotografa?



"To właśnie miłość. Sprawia, że człowiek czuje się nieskończony i niezwyciężony, jakby cały świat stanął przed nim otworem. Niestraszne mu żadne przeszkody, a każdy dzień jest pełen cudów. Może dzieje się tak wtedy, kiedy otwieramy się na innych i wpuszczamy ich do naszego wnętrza. A może głęboka troska o ukochaną osobę sprawia, że serce się rozrasta."

W naszym życiu często stajemy przed trudnymi wyborami, które zaważają na naszym życiu, ale również innych ludzi. Przed takimi wyborami stawali Lucy i Gabe. 
Jak potoczyłoby się ich życie gdyby on postanowił zostać? 

Miałam mieszane uczucia, co do decyzji Gabriela. Z jednej strony realizowanie własnych marzeń jest ważne, ale ja nie potrafiłabym zrobić to kosztem kogoś innego. Tym bardziej osoby, którą kocham.
Gabe kosztem miłości wybrał marzenia i ambicję. Tak, Lucy wiedziała, że on kiedyś wyjedzie, ale to było takie planowanie. Kiedy podjął decyzję powiedział jej ot tak nagle. Pewnie powiecie, że przecież wiedziała, że to by nastąpiło. Ale jaka zakochana osoby, by nie miała nadziei, że ukochana osoba wybierze ją?
Na początku uważałam, że Gabe postąpił egoistycznie i nadal tak uważam. Jednak bardziej pokazał to wtedy, kiedy ona starała się ułożyć sobie życie, zapomnieć o nim, a on co jakiś czas się odzywał i powodował w niej chaos. To jest strasznie nie w porządku, bo jeśli decydujemy się od kogoś odejść to pozwólmy my na to, aby mógł rozpocząć w spokoju życie. 

Moim zdaniem Gabe był taką postacią, która nie potrafiła być szczęśliwa. I jasne postać Lucy też nie jest śnieżno - biała, bo i ona ma swoje za uszami. Wielu jej zachowań nie aprobowałam, bo były nie fair w stosunku do innej osoby. 
Jednak uważam, że ich miłość naprawdę była piękna i wyjątkowa. 

''Światło, które utraciliśmy'' to powieść pełna bólu, żalu, ale przynosząca nadzieję na to, że gdzieś tam na każdego czeka wyjątkowa osoba, która pokocha w Tobie wszystko. Wraz z Lucy przeżywałam jej wszystkie uczucia, rozterki i wątpliwości. Wraz z odejściem Gabriela, Lucy straciła światło i ja sama odczuwałam, że gdy byli razem wszystko wydawało się takie piękniejsze, a bez niego mroczniejsze. 
Bardzo mi się podobało, że autorka nie wybielała nikogo. Nie ma tu dobrych i złych postaci. Są za to ludzie tacy jak my. W tej książce wszystko jest realistyczne począwszy od postaci, życiowe rozterki, aż po wydarzenia. 

Ta książka uświadomiła mi, że życie jest kruche, a my tak mało czasu poświęcamy na małe rzeczy. Prawdziwa miłość wytrzyma koleje losu i umykający czas. To historia piękna i zarazem tragiczna, która wzrusza i skłania do refleksji. Może nie wstrząsnęła mną do głębi, ale doceniam za jej sposób przedstawienia, za to, że trafiła w moje serce. 

Jeśli lubicie wzruszające i emocjonalne książki to musicie się w nią zaopatrzyć. Jest tak życiowa, tak piękna, że trafi i do waszego serducha. 

Oryginalny tytuł: The light we lost
Wydawnictwo: Otwarte
Data premiery: 5 lipca 2017 rok 
Liczba stron: 304
Moja ocena: 8/10

Za egzemplarz do recenzji, serdecznie dziękuję wydawnictwu:

VI Keeland ''MMA. Fighter. Szansa''


Pamiętacie trzynastoletniego chłopca, który przewijał się w historii o Nicu i Elle ?

Teraz Vinny jest już dorosłym i absolutnie przystojnym facetem, który jest całkiem dobrym bokserem. Przez jego łóżko przewija się mnóstwo panien, o których zapomina już na drugi dzień. Traktuje je wręcz przedmiotowo i dlatego Nico przymusza go, aby ten poprowadził zajęcia z samoobrony w Centrum Dla Kobiet. Ma to mu pomóc zmienić swoje zachowanie w stosunku do płci pięknej. 

Liv zależy na swojej pracy dziennikarki, ale o nią stara się również jej przeciwniczka. Obie dostają od swojego szefa zadanie. Kobieta ma przeprowadzić wywiad z zawodnikiem mieszanych sztuk walki.  Wszystko było by piękne gdyby nie był to mężczyzna, którego kiedyś znała, a który złamał jej serce. 

Liv i Vinny spotykają się po latach. Obydwoje są już dojrzali, zmienieni przez czas, ale wspólne przyciąganie pozostało. Wiedzą czego chcą, a czego się wystrzegać, jednak z czasem odkrywają, że ich serce i rozum zaczynają się buntować. Vinny uświadamia sobie, że nie potrafi przestać myśleć o koleżance ze szkolnych lat, ale ona z kolei nie potrafi mu zaufać. Mężczyzna krok po kroku burzy mury, którymi ona się owinęła, aby go do siebie nie dopuścić. Jednak w końcu mu się to udaje. Jednak nic nie trwa wiecznie. Liv dostaje kolejne zadanie, a w nim napisanie artykułu, który ma wyjawić sekrety o Vinny. 
Czy kobieta postawi swoją pracę na pierwszym miejscu? Co z tego wszystkiego wyniknie?

Vi Keeland to taka autorka, po której nie spodziewam się wiele. Może to nie jest dobre określenie. Po prostu chodzi mi o to, że jeśli sięgam po jej książkę to wiem, że będzie ona lekka i miła. Chociaż schemat jest taki sam jak w większości to o dziwo mi to nie przeszkadza. Myślę, że póki, co żadna jejksiążka nie podbiła ''Gracza'', ale ta na pewno okazała się lepsza od historii o Nico i Ellie. Polubiłam wspólne dogryzania pomiędzy bohaterami, ten zadziorny styl bycia boksera. Myślę, że ja sama bym nie mogła mu się oprzeć. Chociaż niekiedy drażnił mnie swoim zaborczym zachowaniem.

Vinny to mężczyzna, który wie czego chce i nie zawaha się użyć siły swojego uroku aby to zdobyć. Jest silny, męski i władczy, co nie raz dał odczuć w stosunku do Liv. 
Przeżył mnóstwo bólu w swoim życiu. Jego matka ćpała i to on się nią zajmował, chronił ją. Nawet po tylu latach, kiedy usamodzielnił się. Moim zdaniem pokazuje to jego lojalność i nie tylko w stosunku do matki, ale również do swoich przyjaciół.

Liv to taki typ romantycznej marzycielki. Jednak jest jednocześnie inteligentna i zdecydowania. Nie brakuje jej też ambicji i dążenia do wyznaczonego sobie celu jakim jest zdobędzie pracy marzeń. 

''MMA. Fighter. Szansa'' to historia o dwójce ludzi, których kiedyś połączyło uczucie. Jednak pełne zawirowania w ich życiu rozdzieliły ich. Autorka stworzyła lekką i przyjemną w odbiorze powieść. Niekiedy jest zabawna, czasem smutna i nostalgiczna. Sceny seksu są pełne namiętności i szacunku do drugiej osoby. Nie jest to wybitna książka, ale pokazuje jak trudne dzieciństwo odbija się na nas samych. Momentami czegoś mi brakowało, czułam jakiś dziwny niedosyt i do teraz nie wiem, co to mogło być. Książki Vi Keeland czyta się szybko, wciągają czytelnika i nie trudno im się oprzeć. Zawsze, kiedy zaczynam kolejną książkę tej autorki pochłaniam je w parę godzin. 

Jeśli nie szukacie niczego ambitnego, coś co można przeczytać w jeden wieczór to gorąco polecam. Ja już nie mogę doczekać się kolejnej części i kolejnego przystojniaka. 

Oryginalny tytuł: Worth the Chance
Cykl: MMA. Fighter
Wydawnictwo: Kobiece
Data wydania: 22 czerwca 2017 rok 
Moja ocena: 7/10

Za egzemplarz do recenzji, serdecznie dziękuję wydawnictwu:
Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka