Polecany post

"Łowcy płomienia" Hafsah Faizal

czwartek, 16 sierpnia 2018

"Zawsze mieszkałyśmy w zamku" Shirley Jackson

Mary Katherine, wraz z siostrą i wujem należą do licznej niegdyś rodziny Blackwoodów. Zamieszkują ogromną rezydencję, która ciągle przypomina Mary i pozostałym o rodzinnej tragedii, która miała tam miejsce - a dokładniej w jadalni, w której jeszcze parę lat wcześniej do stołu zasiadało siedem osób. Blackwoodowie nienawidzeni przez mieszkańców miasteczka starają się nie wychylać, by nie sprowadzić na siebie nieszczęścia. Niestety zmiany są nieuniknione. Otóż do miasteczka przybywa kuzyn Charles, który oferuje rodzinie bezinteresowną pomoc i wsparcie. Jednak czy na pewno tak bezinteresowną, jak mogłoby się wydawać?

Początek wydawał mi się obiecujący – rodzinna tragedia, o której początkowo wiemy niewiele, bardzo mnie zaintrygowała. Czekałam, aż na jaw wyjdzie więcej i więcej. Niestety wiele wątków, które miałam nadzieje, że zostaną rozwiązane, były kończone w sposób, który przynosił mi więcej pytań niż odpowiedzi. Jak dla mnie było za dużo niedopowiedzeń.

Za to muszę pochwalić autorkę za klimat, który udało się jej stworzyć. Im dalej zagłębiałam się w lekturę, tym bardziej czułam niepokój bijący od tej powieści. Sama postać Mary robiła kawał dobrej roboty, nie wspominając już o stylu pisania Pani Shirley Jackson. Podczas czytania tej książki można odczuć „psychiczność” tej historii.

Mary należy do tych postaci, które mają niezwykle wyraźny charakter. Bez wątpienia jest ona bardzo osobliwą osobą. Wszystkich ludzi z miasteczka darzy równie wielką nienawiścią co oni ją, wyobrażając sobie najrozmaitsze okropności, jakie przydarzają się tym ludziom. Jedyni ludzie, których darzy zaufaniem i miłością jest jej siostra Constance oraz wujek Julian. A i te postacie nie są byle jakie. Wuj Julian to objęty paraliżem starzec, mający obsesje na punkcie rodzinnej tragedii. Za to Constance boi się obcych ludzi. Każdy z członków rodziny jest po trochu szalony, tak jak mówiłam – tworząc niesamowicie osobliwy, psychiczny i obłąkany, wręcz chory klimat.

Akcji też nie brakowało. Jako, że książkę przeczytałam niesamowicie szybko, muszę przyznać, że po jej przeczytaniu czułam spory niedosyt. Wydaje mi się, że historia ta mogłaby być dłuższa o sto stron, a i tak pochłonęłabym ją w ciągu kilku godzin. Jeżeli mam być szczera to równie chętnie zobaczyłabym tę historię na wielkim ekranie.

"Zawsze mieszkałyśmy w zamku" to niezwykle klimatyczna powieść, która mnie zaciekawiła i wciągnęła. Niestety, ma swoje wady, według mnie – nie tak błahe, jak mogłoby się wydawać – koniec końców o ile niektóre niedopowiedzenia wyglądały na celowe, inne wydawały się zwykłymi niedociągnięciami ze strony autorki. 

Książka do kupienia na stronie Księgarni Internetowej Czytam.pl, pod linkiem:

Oryginalny tytuł: We Have Always Lived in The Castle
Wydawnictwo: Replika
Tłumaczenie: Ewa Horodyńska
Data wydania: kwiecień 2018 rok
Liczba stron: 224
Oprawa: Twarda

12 komentarzy:

  1. Jeśli będę miał możliwość lektury tej książki, na pewno przeczytam. 😊

    OdpowiedzUsuń
  2. Pierwszy raz o niej słyszę, ale opis niekoniecznie wzbudza moją ciekawośc. Nie ten typ ksiażki.
    pozdrawiam
    polecam-goodbook.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja czasem lubię sięgnąć po coś innego niż to, co czytam na codzień :D

      Usuń
  3. Zaintrygował mnie tytuł <3
    Pozdrawiam!
    https://bookcaselover.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. Może sam klimat książki zrekompensuje te niedociągnięcia?!:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Okładka mnie zachwyciła ale treść już nie do końca. Ciekawie się czytało,ale miałam nadzieję na wielkie wow czy coś w tym stylu,ale niestety się rozczarowałam..

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2016 Red Girl Books Recenzje , Blogger