Polecany post

"Łowcy płomienia" Hafsah Faizal

czwartek, 28 lutego 2019

"Walcząc o odkupienie" Katy McCathy

"Walcząc o odkupienie" Katy McCathy
"(...) Nieważne ile żyjesz - biliony lat czy niecałe trzydzieści (...) Liczy się to, jak jasno przez cały ten czas świecisz (...)"

Ryan Kendall już w wieku dziesięciu lat marzył o byciu żołnierzem. Chciał wyrwać się z rodzinnego domu, w którym był bity i znienawidzony przez własnego ojca. Robił wszystko, aby utorować sobie drogę do wolności. Marzył o ucieczce, ale wtedy w jego życiu pojawiła się roztrzepana Fin i jej brat Jake, który podzielał jego marzenia o wstąpieniu do armii. To w ich domu się wychowywał, dorastał razem z nimi, czuł się potrzebny i kochany. Kiedy miał szesnaście lat uświadomił sobie, że kocha siostrę swojego najlepszego przyjaciela. Zawładnęła jego sercem, myślami, ale trzymał się od niej z daleka, ponieważ wiedział, że pewnego dnia będzie musiał odejść. 
Kiedy Jake i Ryan mieli dziewiętnaście lat, obydwoje wstąpili do Australian Army, gdzie po latach ciężkich szkoleń, zostali żołnierzami elitarnej jednostki SASR. Wraz ze swoim oddziałem wielokrotnie narażał życie podczas niebezpiecznych misji w Afganistanie. 
Po sześciu latach powraca do rodzinnego miasta i do Finley, o której nigdy nie zapomniał. Obydwoje uświadamiają sobie, że nie potrafią bez siebie żyć. Jednak czy miłość wystarczy, aby połączyć tę dwójkę na zawsze? Czy wygra z demonami Ryana i uleczy jego rany?

"Fin, jesteś mądra i odważna, dlatego zostawiam Ryana w twoich rękach. On Cię potrzebuje. Jest dumny i silny, ale to właśnie ci najsilniejsi upadają najmocniej".

Miłość towarzyszy nam od zawsze, w różnych postaciach. Dla innych przemija ona szybciej niż się spodziewali. Dla niektórych trwa ona nieustannie. Pomimo rozłąki i wielu lat. Nie opuszcza ich ani na chwilę - trwa w sercu i w umyśle. Jest jak rzadko spotykany kwiat. Taką miłością darzą się Ryan i Finley. Uczuciem, które starali się powstrzymać, ale było silniejsze od demonów i poczucia winy. Miłość to nie tylko wzloty, ale niekiedy również upadki. To uczucie przynosi nie tylko szczęście, błogość i ciepło, ale niekiedy dostarcza bólu. Czasem samo uczucie nie wystarczy, aby być razem.

"Czasem nie chodzi o to, czego się chce, ale czego się potrzebuje".

Sięgając po "Walcząc o odkupienie" już od pierwszej strony dostałam obuchem w twarz. Ścisnęło mi się serce i pomimo tego, że gdzieś podczas czytania to uczucie zniknęło, w tyle głowy miałam znak ostrzegawczy, że wydarzy się coś, co roztrzaska moje serducho. Do samego końca bałam się tego, co może się wydarzyć. Im mniej stron miałam do przeczytania, tym bardziej byłam ciekawa, jaką emocjonalną bombę autorka mi jeszcze zaserwuje. 
Niektórzy wiedzą, że ja uwielbiam w książkach emocje (tu ich nie brakuje), ale również dobrze wykreowanych postaci. Ryan i Finlay są tak żywi i realni ze swoimi rozterkami, z tym jak okazują emocje: ból, strach czy nadzieję, że od razu się z nimi zżyłam. Nie są idealni. Obydwoje uparci, zamiast zawalczyć o siebie, pozwalali aby coś stawało im na drodze. Nie raz miałam ochotę nimi potrząsnąć i to mocno. Bardzo podobało mi się to, jak autorce udało się stworzyć relację pomiędzy bohaterami. Czułam te iskry przechodzące pomiędzy nimi, namiętność i silną potrzebę by się w sobie zatracić. 

"Gdy jesteś blisko, zatracam się w tobie, w twoim uśmiechu, twoich oczach, sercu. I choć nigdy nie byliśmy razem, zawsze byłaś moja".

Autorka porusza w swej książce pewną, bardo ważną kwestię. Mianowicie to jak bardzo poświęcają się żołnierze, ale również ich rodziny i bliscy, abyśmy my mogli żyć w czasach pokoju. Nie wyobrażam sobie, aby ktoś z moich bliskich tak narażał swoje życie. Nie wyobrażam sobie, abym mogła każdego dnia obawiać się o ich los, o to, że widzę ich ostatni raz. To jest przejmujące. Ci ludzie to bohaterowie, którzy podejmują się trudnej walki, nie rzadko poświęcając własne życie. Jednak bohaterowi są też ci ludzie, którym na nich zależy.

"To, co robimy nie jest łatwe, i nie tylko my tym żyjemy. Ci, których zostawiamy za sobą też. Wojna to samolubna suka, Kendall. Zmienia cię. Sprawia, że jesteś silny i choć często rani, my wracamy po więcej".

"Walcząc o odkupienie" to historia o miłości. Słodkiej, ale też gorzkiej. O przyjaźni i lojalności, którą nawet śmierć nie potrafi odmienić. To historia o poświęceniu oraz o ucieczce przed własną przeszłością. O tym jak życiowe tragedie odbijają się na naszym późniejszym życiu, na nas samych i decyzjach przez nas podejmowanych. Ta książka nie tylko wzrusza i łamie serduszko, ale skłania również do refleksji nad sensem życia, istotą śmierci i poświęceniem. Warci uwadze w tej powieści są nie tylko główni bohaterowie, ale Jake czy ich wspólny przyjaciel Kyle. Najbardziej pękło mi serce, kiedy jednego z nich zabrakło. 
W historii stworzonej przez Katy McCathy nie zabraknie niespodziewanych zwrotów akcji czy komplikacji. Bohaterowie nie raz będą musieli pokonywać przeszkody. Jeśli szukacie historii, która czegoś uczy, dostarcza wartościowych dialogów i ma świetnie wykreowanych bohaterów, a do tego posiada niezapomnianą mieszankę uczuć, to powinna trafić do Waszego serducha. 
"Walcząc o odkupienie" z pewnością nie jest banalną historyjką miłosną. Jednak o tym musicie przekonać się sami. 

"Aby być żołnierzem nie tylko trzeba być silnym. Trzeba też wiedzieć, czego się chce, ciężko na to pracować i wiedzieć, co jest się skłonnym dla tego poświęcić".
Oryginalny tytuł: Fighting Redemption
Wydawnictwo: NieZwykłe
Data wydania: luty 2019 rok
Liczba stron: 325
Oprawa: miękka ze skrzydełkami

środa, 27 lutego 2019

"Jesteś moim teraz" M. Leighton

"Jesteś moim teraz" M. Leighton
"Był moim kryptonitem, najśmielszym marzeniem i zakazanym owocem. Był wszystkim czego pragnęłam i czego nie mogłam mieć".

Ona była dziewczyną z dobrego domu, która w swojej społeczności należała do elity. On był synem robotnika na ziemiach jej ojczyma. Dzieliły ich dwa rożne światy, ale obydwoje dostrzegali w sobie więcej niż status społeczny. Obydwoje byli dla siebie zakazanym owocem. Jednak uczucie, które ich połączyło było silniejsze, aż w końcu obróciło ich życie w zgliszcza. Dane James był jej opoką, ale również zgubieniem. 

Brinkley nie miała w swoich życiowych planach powrotu do Shepherd's Mill. Do miejsca i ludzi, przez których tyle wycierpiała. Jednak życie napisało dla niej inny scenariusz. Jej córka Celine jest poważnie chora, a kobieta zrobi wszystko aby ją chronić i zapewnić jak najlepszą opiekę. Tak się składa, że może to zrobić tylko w rodzinnym domu. Kobiecie przyjdzie zmierzyć się nie tylko z chorobą córki, ale również z dawno niewidzianą matką, która nie jest zachwycona widokiem ludzi. Brinkley czeka również konfrontacja z przeszłością i z osobą, która była dla niej wszystkim, a z którą dzieli ją teraz żal, gniew i pewien sekret. Czy wśród wspomnień i tego, co ich łączy nadrobią stracone lata? 

Na "Jesteś moim teraz" czekałam z niecierpliwością. Naprawdę! Przebierałam nogami na tę książkę, myślałam,że coś mnie trafi, bo tak bardzo chciałam ją mieć. Dzięki serwisowi jakkupowac.pl otrzymałam szansę przeczytania jej. Ogromnie mnie to ucieszyło, bo po lekturze "Jesteś moim zawsze", która roztrzaskała mi serce, nie mogłam przejść obojętnie obok tej książki. Poza tym wydawnictwo, które ją wydało jest jednym z moich ulubionych. Kiedy najnowsza powieść M. Leighton trafiła w moje łapki nie minęło wiele czasu, aż wzięłam się za jej czytanie. Czy okazała się być taka sama jak "Jesteś moim zawsze"? Nie! Od razu zaznaczę, że chociaż obie historię są piękne, to są zupełnie inne i inaczej oddziałują na czytelnika. 

Przyznam, że początkowo nie mogłam wkręcić się w czytanie tej książki, minęły jakieś dwa dni, aby to mi się udało. Przez większość stron miałam wrażenie, że ta powieść będzie jakaś słaba. Myślałam, że miałam w stosunku do niej zbyt wiele oczekiwań po poprzedniej historii tej autorki. Aż w końcu coś między nami pykło, a ja czytałam tę książkę z wypiekami. Co prawda dopiero gdzieś tak w połowie, ale to była ta chwila, kiedy nie mogłam się doczekać, co autorka wymyśli, jak pokieruje życiem bohaterów i co się jeszcze wydarzy. 
W książce zdarzenia z teraźniejszości, przeplatają się tymi z przeszłości. Miałam wrażenie, że autorka nie umiała tego idealnie wyważyć i czułam niedosyt dotyczący tych drugich, bo według mnie potraktowane tak powierzchownie, wydawały się być mało realne. Jeśli chodzi o bohaterów, to obdarzyłam ich sympatią, ale raczej nie są to takie postacie, które zostaną w mojej pamięci na dłużej. Moim zdaniem nie zostali wykreowani tak, abym mogła zostać oszołomiona ich obecnością w tej książce. Myślę, że wpływ na to miał też podział książki na teraźniejszość i przeszłość i autorka bardziej skupiła się na wydarzeniach, niż postaciach. Najciekawszą dla mnie osobą w tej całej książce okazała się Celine - niesamowicie dojrzała czternastolatka, o niewiarygodnej sile. Dane był troskliwy, opiekuńczy, w młodości nie przejmował się podziałami społecznościowymi. Z kolei Brinkley kroczyła własną drogą i była świetną mamą dla Celine. 

Autorka ukazała w tej książce dwie różne relacje pomiędzy matką i córką. Relacja pomiędzy Brinkley i jej matką była dosyć napięta. Życie dziewczyny było pod stałą kontrolą jej matki, która starała się wpoić jej swoje wartości i sposób życie. Chciałaby aby tak jak ona zapewniła swoje życie wychodząc za bogatego mężczyznę. Z kolei Brinkley była dla Celine nie tylko matką, ale również przyjaciółką. Ich relacje były typowo na luzie. Kobieta wspierała Celine i była dla niej oparciem, co sama nigdy nie dostała od własnej matki. 

"Jesteś moim teraz" to historia o podejmowaniu decyzji dla dobra innych. Czy właściwych? Moim zdaniem nie zawsze. Nie powinno się decydować za drugą osobę w poważnych kwestiach. To powieść również o straconych latach, żalu i wspomnieniach, które wpływają na teraźniejszość. O tym, że pieniądze nie powinny nas zmieniać i być naszym priorytetem; że podział społeczny na lepszych i gorszych nie powinien mieć znaczenia. Najważniejsza jest miłość, przyjażń i rodzina, bo one są najtrwalsze. Jednak przede wszystkim to historia o prawdziwej miłości. Nie tylko do kochanka, ale również do własnego dziecka. Ta miłość wzrusza, chwyta za serce i w końcu je łamie. Powieść M. Leighton nie jest bez wad, ale posiada emocje, potrafi wciągnąć i ma sympatycznych bohaterów. A dla mnie to jest najważniejsze. 

Za możliwość przeczytania książki, dziękuję serwisowi jakkupowac.pl
Oryginalny tytuł: The Beautiful Now
Wydawnictwo: Filia
Data wydania: styczeń 2019 rok
Liczba stron: 384
Oprawa: miękka ze skrzydełkami


"Milioner i Bogini" Vi Keeland, Penelope Ward

"Milioner i Bogini" Vi Keeland, Penelope Ward
Bianca George spieszyła się na bardzo ważny wywiad, który miała przeprowadzić z Dexem Truittem - prezesem dobrze prosperującej firmy, dzięki której zarabiał miliony. Dla kobiety ten wywiad był przełomowy, ponieważ biznesmen skrzętnie ukrywał swoją tożsamość, trzymając się z dala od mediów i jedynie jej pozwolił na ujawnienie siebie.
Bianca nazywała go "Krezusem" i nie miała o nim najlepszego zdania. Uważała, że tak jak jemu ojcu, tak i mu pieniądze uderzyły do głowy. A to czego kobieta nie lubiła, to palantów w garniturach, którzy myślą, że pozjadali rozumy. Pech sprawia, że winda się psuje, a kobieta zostaje uwięziona w nim z Dexem, któremu zwierza się ze swoich uprzedzeń. Mężczyzna zaintrygowany Biancą, postanawia przedstawić się jako zwykły kurier, Jay Reed. 
Odwołuje z nią wywiad zanim do niego dochodzi i przeobraża się w zwykłego faceta. W międzyczasie jako Dex, prowadzi z nią rozmowy na czacie.
To zapoczątkuje szereg kłamstw, w które mężczyzna będzie uwikłany coraz bardziej. Z jednej strony tajemnice, a z drugiej poczucie winy. Cz uda mu się przerwać tę grę, bez ryzyka utraty pięknej Greczynki? 

Sięgając po tę książkę miałam mieszane uczucia. Nie wiedziałam na co trafię, ponieważ o ile powieść  "Drań z Manhattanu" bardzo mi się podobała, a po jej lekturze byłam oszołomiona tą historią, tak "Playboy za sterami" była dla mnie ot przyjemną książką bez efektu WOW. 

Kiedy zaczęłam czytać "Milionera i Bogini" już od drugiej strony między nami zaiskrzyło, a to za sprawą głównego bohatera. Dexa/Jaya polubiłam od pierwszej chwili. Uwielbiam zabawnych, pewnych siebie i męskich bohaterów. Sprośne poczucie humoru Dexa nie raz wywołało na mojej buzi uśmiech. Oprócz tego jest nieco zwariowany, a do tego z sercem na dłoni. Adoptował psa, który potrzebował domu i pomimo nawału pracy spędzał czas z mężczyzną chorym na raka - Jealni, którego polubiłam za jego trafne uwagi i mądre rady. Był dla Dexa głosem rozsądku i kimś w rodzaju przewodnika. 

Słowne potyczki głównych bohaterów, to coś, co również zaliczam do plusów. Uwielbiam je, bo pokazują one temperament bohaterów i nie raz dostarczają śmiechu. A tego tutaj nie brakowało. Jeśli chodzi o postać głównej bohaterki, to uważam, że to również dobrze wykreowana postać: mająca własne zdanie, zadziorna i w pewien sposób beztroska. Co prawda pochopnie oceniła Dexa, ale to ma związek z jej rodziną. W jaki sposób ich historia rodzinna jest ze sobą powiązana? O tym musicie dowiedzieć się sami. 

"Milioner i Bogini" to historia, którą nie tylko przeczytałam, ale również pochłonęłam. Czyta się ją szybko. Styl autorek zapewnia nie tylko lekką lekturę, ale również czyni ją przyjemną. Nie zabraknie tu zabawnych momentów i niespodziewanych zwrotów akcji. Kiedy wydaje się, że pomiędzy bohaterami zaczyna się układać, autorki zrzucają na nich kolejną bombę, przez którą zostaną postawieni przed wyborem: powiedzieć prawdę czy ukryć ją za pomocą kłamstwa? 

"Milioner i Bogini" to historia pokazująca nam, jak tajemnice wpływają na nasze życie. Możemy kłamać, ukrywać pewne rzeczy, ale one zawsze ujrzą światło dziwnie. Kłamstwo niszczy, a prawda buduje i utrwala relacje. To od nas zależy co wybierzemy.
Ta książka nie oszołomiła mnie tak jak "Drań z Manhattanu", ale zapewniła mi podobne emocje, dobrze wykreowanych bohaterów i odpowiednią dawkę śmiechu. Momentami uważałam, że niektóre sytuacje są absurdalne, ale plusów w tej historii znalazłam zdecydowanie więcej. 
Oryginalny tytuł: Mister Moneybags
Wydawnictwo: Editio Red
Data wydania: styczeń 2019 rok
Liczba stron: 280
Oprawa: miękka

Podsumowanie mojej przygody z Legimi

Podsumowanie mojej przygody z Legimi
Dzisiaj przychodzę do Was nietypowym wpisem, bo recenzją aplikacji służącej do czytania. Mówię tu oczywiście o Legimi. Mimo tego, że jestem zażartą zwolenniczką papierowych książek, postanowiłam spróbować spojrzeć z innej perspektywy i zajrzeć do świata maniaków elektronicznych książek.

Czym jest Legimi?

Jest to aplikacja, dzięki której możemy czytać na różnych urządzeniach, w różnym formacie. E-booki możemy czytać na telefonach, tabletach, laptopach i wybranych czytnikach (tu warto zajrzeć na stronę producenta). Ogólnie zamysł jest taki by czytelnik, mógł czytać wszędzie, o każdej porze, na czym chce i przede wszystkim w takim formacie o jakim sobie zamarzy. Bo w Legimi mamy możliwość czytania, ale również słuchania powieści. Książki możemy kupować osobno, ale możemy również wykupić abonament na określony czas i cieszyć się nieograniczonym dostępem do niezliczonej ilości książek.

Funkcje 
                                                                            
Jak wcześniej mówiłam Legimi umożliwia nam czytanie, poprzez elektroniczny format. Aplikacja zawiera kilka ciekawych funkcji, o których warto z pewnością wspomnieć. 
Segregacja książek, poprzez półki. Według mnie możliwość uporządkowania książek jest dosyć istotna, może i jest to rzecz błaha i podstawowa, ale dla mnie dosyć ważna. Mogłam zapisać książki, a następnie podzielić je na gatunki, czy format w jakim są one zapisane. Wszystko po to, aby w morzu książek, które chcę przeczytać, coś znaleźć. Z takich jeszcze podstawowych funkcji: możemy zaznaczać cytaty, lub tzw. zakładki jeżeli fragment jest większy. 
W rogu telefonu znajduje się licznik, który mówi nam o tym ile jeszcze stron zostało nam do końca rozdziału, co oczywiście uważam za całkiem ciekawą funkcję. Może nie jest niezbędna, ale na pewno dodaje trochę wygody.

Legimi posiada również przelicznik czasu, który świetnie się sprawdzi dla tych chcących wiedzieć ile przeczytali w ciągu tygodnia. Funkcja mająca za zadanie zaspokoić ciekawość czytelnika, by ten mógł odpowiedzieć sobie na pytanie ile dziennie czyta, kiedy więcej, a kiedy mniej.

Moje wrażenia

Bardzo szybko polubiłam się z aplikacją. Okazało się, że dzięki niej częściej czytam – wiem brzmi głupio, ale pozwólcie, że Wam to wyjaśnię. Zwróćcie uwagę na to, że nie zawsze gdy wychodzę z domu zabieram ze sobą książkę (czasem zdarza mi się żałować) dlatego gdy tylko się okaże, że muszę gdzieś poczekać chwilkę dużej, zamiast bezczynnie stać i gapić się w nicość, lub przeglądać social media, chwytam telefon i włączam aktualnie czytaną książkę. 
Kolejną zaletą czytania książek w elektronicznym formacie jest, że w każdej chwili mogę sięgnąć po dowolną książkę. Jeżeli będę mieć kaprys przeczytania książki „X” nie muszę iść do księgarni czy czekać, aż zamówiona paczka z książkową zawartością do mnie przyjdzie. Klikam w zieloną ikonkę, wystukuję tytuł książki i czytam na co mam ochotę.

Nie mogę również nie wspomnieć o możliwościach jakie dają audiobooki. Nawet nie zdawałam sobie sprawy ile jest okazji, by „posłuchać” książki. Oto przykłady: podczas sprzątania, spaceru po lesie, podczas samotnego wypadu na zakupy, na przystanku, podczas gotowania obiadu, podczas jazdy samochodem, przed snem, gdy oczy są już zbyt zmęczone by podążać za tekstem. Okazji jest całe mnóstwo.
Jedyne wady jakie mam do zarzucenia audiobookom, to przede wszystkim, brak wielu książek w tym formacie. Jest to oczywiście wada, która pojawia się ze względów logicznych. Koniec końców żadne wydawnictwo nie stać, by nagrać dla każdej pojedynczej powieści audiobook. Niby aplikacja posiada syntezator mowy, który czyta wam automatycznie tekst, ale wątpię by ktoś miał ochotę słuchać robotycznego, wypranego z emocji głosu przez kilka godzin. 
Drugi element, który jest wadą czysto subiektywną. Otóż, nie każdy audiobook się przyjemnie słucha. Czasem jest tak, że lektor czyta monotonnym głosem, albo został niewłaściwie dobrany do roli (np. dorosły facet, donośnym głębokim głosem czyta partie dziecka), w takich sytuacjach wyobraźnia siada i kwiczy (z audio-booków które polecam posłuchać to na pewno będzie „Gra o Tron”).

Legimi musi być niesamowicie przydatne podczas podróży. Osobiście nie miałam okazji przetestować aplikację w takiej sytuacji, ale tylko sobie wyobrażam jak nie muszę podczas wyjazdu wciskać do walizek i tak już przepełnionych ubraniami, ciężkich i zabierających przestrzeń książek.
Uważam tę przygodę za udaną. Nie sądziłam nigdy jak wiele korzyści może wypłynąć z czytania za pomocą tak niepozornej aplikacji. Oczywiście, nadal uważam, że papieru, jego zapachu i szelestu, struktury, a przede wszystkim ciężaru słów spoczywającego na dłoniach, nic nie zastąpi, ale myślę, że teraz znacznie częściej i przede wszystkim chętniej będę sięgać po wersje elektroniczne.

Za niezapomnianą, czytelniczą przygodę, dziękuję:

wtorek, 26 lutego 2019

"A ja żem jej powiedziała" Katarzyna Nosowska

"A ja żem jej powiedziała" Katarzyna Nosowska
"A ja żem jej powiedziała" to zbiór felietonów, napisany, przez Kasię Nosowską, która swoją popularność osiągnęła na Instagramie, dzięki zabawnym filmikom rozpoczynającym się właśnie słowami „a ja, żem jej powiedziała”. Nosowska pisze w tej książce o swoich odczuciach związanych z życiem, przekazuje nam własne spostrzeżenia na temat trendów oraz celebrytek, ale również opowiada trochę o sobie i o swoim dzieciństwie.

Felietony są dosyć krótkie i każdy z nim opowiada trochę o czym innym, ale zamysł jest jeden, książka opowiada o związkach, dzisiejszych realiach i trendach, za którymi wiele z nas bezpodstawnie goni. Każdy rozdział rozpoczynany jest przez jakiś tekst z „Instagramowych odcinków” Pani Katarzyny, co osobiście bardzo mi się spodobało. Niektóre idealnie pasowały do danych myśli zawartych w felietonie.

Jest to książka, która raz mnie zachwycała, a raz nudziła. W zależności od tego, o czym autorka na dany moment pisała. Niektóre myśli, mimo tego, że mogłyby się wydawać oczywiste i wszystkim znane, przelane na słowa brzmiały głęboko i prawdziwie. I mimo tego, iż te złote myśli niczym odkrywczym przeważnie nie były, to często zdarzało się, że po prostu autorce przytakiwałam. Bo czy nie jest tak, że nawet, wtedy gdy coś jest oczywiste, to o tym zapominamy?

Jednak jak wspomniałam, zdarzały się również rozdziały, które nie były równie ciekawe co poprzednie. Były przepełnione przykładami lub innymi narzędziami służącymi przekazaniu i wyjaśnieniu myśli autorki. Czasem po prostu temat, na jaki się wypowiadała autorka, nie wydawał mi się ciekawy, ale tu już uważam, że to jest rzecz subiektywna. Więc to co mi nie przypadło do gustu, innym powinno się spodobać. 

Dla własnej oceny podrzucę Wam tutaj kilka takich myśli:

"A ja żem jej powiedziała' to książka dobra w swej prostocie przekazu. Mimo tego, iż niezupełnie była to lektura odkrywcza, to na pewno przypomina nam o tych prostych i ważnych elementach naszego życia.

Za możliwość zapoznania się z książką, dziękuję:

"Lalkarz z Krakowa" R.M. Romero

"Lalkarz z Krakowa" R.M. Romero
"– Dlaczego Brandt krzywdzi tak wielu ludzi własnym cierpieniem? – Tak robią ludzie słabi – wyjaśnił Lalkarz – Boją się i ranią innych tym strachem. Ale jest pewna granica. Gdy ją przekroczą, nie zasługują już na nasze współczucie".

Gdy dzieci dorastają i porzucają swoje zabawki, ich dusze odchodzą do Krainy Lalek, pełnej dobra i słodyczy, nie skażonej złem. Jednak za morzem żyją chciwe szczury, wiecznie głodne i spragnione władzy. Karolina prowadziła szczęśliwe życie jako krawcowa królowej, gdy szczury zaatakowały jej ukochany kraj. W swe suknie wplatała życzenia o tym by wojna się zakończyła.

"Żołnierze i generałowie zawsze mówią o intrygach i strategii, ale raczej nikt nie wie naprawdę, jak wygrać wojnę".

W lecie 1939 roku Karoina zostaje wysłana przez miły wiatr do krainy ludzi, gdzie ktoś potrzebuje jej pomocy. Trafia do sklepu z zabawkami. Na miejscu poznaje nieśmiałego, samotnego, jak i dobrego Lalkarza – Cyryla. Karolina i Lalkarz szybko się zaprzyjaźniają. Do ich grona dołączają Rena i jej ojciec – Pan Józef, którzy są Żydami. Niestety lato dobiega końca, a wraz z nim wolna Polska. Już we wrześniu Niemcy okupują Kraków. Lalkarz i Karolina zrobią wszystko by ochronić swoich przyjaciół.

Sięgając po tę powieść nie sądziłam, że tak bardzo poruszy moje serce. Pierwsze strony zapowiadały miłą i ciepłą historie o przyjaźni. I poniekąd tak właśnie było, jednak brutalność realiów w jakich się akcja rozgrywa, zamieniła tę powieść w smutną, aczkolwiek piękną historię o więzach przyjaźni i jej sile. O strachu, ale i nadziei.

 "Można zniszczyć człowieka, Karolino, ale zniszczyć jego historię jest dużo trudniej. Nikt nie jest tak naprawdę utracony, póki istnieje jego historia".

W „Lalkarzu z Krakowa” odnajdziemy wiele nawiązań do takich mitycznych postaci, jak Janosik, czy Król Krak. Nie zabraknie również łąkanicy i południcy. Dzięki tym elementom powieść nabiera magii i bajkowości. 
Bardzo polubiłam głównych bohaterów: Karolinę – za jej życzliwość i chęć niesienia dobra; Lalkarza – za jego wrażliwość na cierpienie innych i chęć niesienia pomocy; Pana Józefa – za to jak dobrym był przyjacielem dla Lalkarza, jak i za to jak się poświęcał dla córki; a na sam koniec Renę – za jej dobroć i zrozumienie wobec tego co się dzieje wokół niej.

"Całe życie spędzone bez wiary w niezwykłe rzeczy byłoby przecież ponure i nudne".

Uważam, że „Lalkarz z Karkowa” to książka, którą przeczytać może dosłownie każdy – bez względu na wiek czy płeć. Pokazuje to, jak nienawiść doprowadzona do władzy, może wynieść tyle szkód. Porusza tematy rasizmu oraz ukazuje nam, jak dobry człowiek, może przemienić się w bezlitosnego potwora. Przede wszystkim, jednak udowadnia nam, że największym wrogiem ludzkości jest sam człowiek.

Za możliwość przeczytania książki, dziękuję serwisowi jakkupowac.pl
Oryginalny tytuł: The Dollmaker of Krakow
Wydawnictwo: Galeria Książki
Data wydania: październik 2018 rok
Liczba stron: 290
Oprawa: miękka ze skrzydełkami

poniedziałek, 25 lutego 2019

"Daj się pokochać dziewczyno" Katarzyna Miller, Joanna Olekszyk

"Daj się pokochać dziewczyno" Katarzyna Miller, Joanna Olekszyk
"Zmęczeni pracą, życiem, a czasem i sobą nawzajem, gonimy za ekscytacją, odmianą, czymś zupełnie nowym. Szukamy miłości, ale powoli przestajemy w nią wierzyć. Podobnie jak w to, że można być szczęśliwym z jedną osobą przez całe życie. Albo po kilku nieudanych związkach. Jak kochać mądrze i trwale? Jak żyć, żeby chciało nam się tak kochać?"

Chyba nie brakuje osoby, która nie zadawałaby sobie takich pytań, prawda? Katarzyna Miller - psychoterapeutka z kilkudziesięcioletnią praktyką terapeutyczną oraz dziennikarka Joanna Olekszyk, w zabawnym i lekkim stylu. Zresztą tak jest również przy innych poradnikach tych autorek. 
W "Daj się pokochać dziewczyno" autorki ukazują przykłady relacji nie tylko na podstawie obserwacji u innych, ale również wzorując się na własnym życiu, aby pokazać, że nawet one nie są idealne, popełniają błędy, a co najważniejsze, koniec końców wyciągają z nich lekcję. Katarzyna i Joanna starają się zrozumieć, dlaczego stan zakochania jest dla niektórych zdecydowanie lepszy od wieloletniego związku. Dlaczego zamiast ratować obecną relację, wymieniamy ją na nową? Dlaczego tak łatwo się poddajemy, zamiast zawalczyć o związek? Skąd bierze się nuda w związku i jak sobie z nią poradzić?
Jaka jest różnica pomiędzy:
- egoizmem a egotyzmem
- kochaniem a matkowaniem (uwierzcie mi, to powinna przeczytać każda z nas)
- poświęceniem się a kompromisem


Te ich wspólne rozmowy obfitują w wiele mądrości, żarty i zabawne anegdotki. Miałam wrażenie, że obie autorki trzymają piłeczkę i każda z nich zgrabnie ją odbija do drugiej. Bo w tych dialogach pomiędzy nimi nie ma żadnej sztuczności czy niezręczności. 

W tym poradniku nie zabraknie nawiązań do literatury czy filmów, ale to co najbardziej przykuło moją uwagę, to przywołanie postaci Marylin Monroe, która mnie inspiruje. Jestem zachwycona tą kobietą, więc rozdział o niej czytałam z największą przyjemnością. I teraz pewnie myślicie co ma piernik do wiatraka, prawda? Ano ma. No bo, która z nas nie chce być kochana? Dla ilu kobiet miłość, uwaga mężczyzn jest uzależnieniem? Ile kobiet czuje się przez to zagubione, nieszczęśliwe? Bo i takich między nami nie brakuje, a z postacią Marylin Monroe może utożsamiać się wiele z nich. 

Ten poradnik pokazuje też (zresztą autorki, to często podkreślały również w swoich poprzednich książkach) jak wielki wpływ mają na nas i nasze relacje, dzieciństwo i wychowanie przez rodziców, ale również relacja, którą zaobserwowaliśmy pomiędzy nimi. Bo to co wynieśliśmy z domu, często przekładamy na nasze życie. 
Bywały takie tematy, podczas których autorkom przyklaskiwałam. Na przykład w tych, gdzie było podkreślane jak ważna jest rozmowa pomiędzy partnerami, mówienie sobie wprost o swoich potrzebach i uczuciach. O tym by pamiętać o sobie, o tych drobnych rzeczach, które są ważne dla związku. O tym, by czasem wspólnie obejrzeć film, by kupić np. batonik, który druga osoba uwielbia, o tym by po prostu przytulić, pocałować. Takie małe, drobne rzeczy, które tak naprawdę są wielkie. Czasami zacisnąć zęby i się uśmiechnąć, nawet jeśli siedzi w Tobie mały potworek, łaskocze Cię i szepcze: no dowal mu, ulżyj sobie.  Bo w każdą relację trzeba włożyć wysiłek i powinny robić to obie strony. 
Był jeden temat, przy którym z autorkami się nie zgadzałam i dotyczył on zdrady, ale myślę, że to jak daną rozmowę odbierzemy zależy od naszej osobowości.


Rozpisałam się za bardzo, więc czas na podsumowanie. 
"Pokochaj siebie dziewczyno" to poradnik o związkach, o tym jak sobie radzić w niektórych sytuacjach, jak powinna wyglądać zdrowa relacja. Ale od czego powinniśmy zacząć? Od siebie. Od tego aby pokochać i zaakceptować siebie takimi, jakimi jesteśmy. To już jest wielki krok i to ten najważniejszy. Myślę, że każda kobieta znajdzie tu coś dla siebie, w niektórych momentach odnajdzie nawet siebie. Myślę, że ten lekki i zabawny styl autorek oczaruje nie jedną czytelniczkę i sprawi, że poradnik pochłoną w mgnieniu oka. 

A na koniec zostawię Was z paroma ulubionymi fragmentami:

"Ciągle słyszę i czytam, że czas szybko leci. A gówno prawda! Czas nie biegnie ani szybciej, ani wolniej - to od nas zależy, jak go postrzegamy i co z nim robimy. Jeśli zaczynasz urlop z myślą, że zaraz się skończy, to nic dziwnego, że czas ci pędzi jak szalony. Jeśli idziesz na randkę i nie oddajesz się przyjemności patrzenia na tę drugą osobę i trzymania jej za łapkę, tylko myślisz gorączkowo "No ciekawe,czy pójdziemy dziś do łóżka" albo "Kiedy on mnie wreszcie pocałuje?", tracisz całą przyjemność tej chwili".

"Świat ludzki jest, niestety, światem niedorobionym. Większość idzie po linii najmniejszego oporu, bo nie nauczono ich czerpania satysfakcji z przezwyciężania siebie i z uczenia się nowych rzeczy. Nie chwalimy siebie, nie doceniamy swoich osiągnięć i w związku z tym mamy tak mało radości z ciężkiej pracy, jaką wykonujemy".

"Jeśli  człowiek jest troszkę kumaty, to wie, że - czegokolwiek by dotyczyło - ile włoży, tyle wyjmie".

"Bo widzisz, w życiu to jest tak: albo będziesz chciała strasznie dużo rzeczy, które są nierealne i nie będziesz ich miała, albo zobaczysz to, co masz, i się z tego ucieszysz. Czasu jest tyle, ile nam potrzeba, a życie jest długie i wszystko się w nim zmieści".

Książka do kupienia w Księgarni Czytam.pl pod linkiem:

Wydawnictwo: Zwierciadło
Data wydania: styczeń 2019 rok
Liczba stron: 256
Oprawa: miękka ze skrzydełkami

niedziela, 24 lutego 2019

"Cudowny chłopak" R.J. Palacio

"Cudowny chłopak"  R.J. Palacio
August Pullman — dla rodziny Auggie — ma wyjątkowo ciężkie życie. Choć na świecie znajduje się dość krótko, zdążył już zebrać gamę negatywnych doświadczeń, czując się cały czas innym od reszty. Zresztą nie bez powodu — ciężko uznać zniekształcenie twarzy za zjawisko codzienne i pospolite. Do przełomowych wydarzeń w życiu Augusta dochodzi, gdy jego rodzice postanawiają go po praz pierwszy wysłać do szkoły — piątej klasy szkoły podstawowej, by mógł doświadczyć, choć namiastki normalnego życia, ale również, by móc się usamodzielnić.

W „Cudownym chłopaku” śledzimy losy nieśmiałego chłopca, który musi zmagać się z brakiem akceptacji wśród rówieśników, czasem nawet mającą poparcie wśród dorosłych. August na co dzień napotyka na nieprzyjemne spojrzenia, pełne zdziwienia i obrzydzenia. Dla dzieciaka mogłoby się to wydawać zbyt wiele, mimo to, on dzielnie radzi sobie z ciężarem otrzymanym od życia. Nie oznacza to jednak, że jest szczęśliwy. Mimo kochającej rodziny czuje się osamotniony i wyodrębniony od rówieśników. 

Czytając (często też słuchając) tę książkę byłam pełna podziwu nie tylko dla Augusta, ale również dla jego rodziny. Zwłaszcza dla jego siostry. Mimo że Auggie był pełnoprawnym umysłowo dzieckiem, przeszedł wiele operacji, przez które wymagał więcej uwagi i poświęcenia niż jego siostra — Via. Dziewczyna musiała dorastać w cieniu brata. Mimo to była bardzo wyrozumiała i nie uskarżała się na mało poświęcaną jej uwagę mimo tego, że często jej tego brakowało.

Jako że książka opowiada codzienne życie niezwykłego chłopaka, czasami trochę mnie nudziła. Zwłaszcza pod koniec, kiedy to główne problemy bohatera zostały rozwiązane, a rok szkolny zmierzał ku końcowi. Na szczęście większość tej historii potrafiła zainteresować czytelnika, raptem pod koniec zdarzały się takie chwile, gdy po prostu się wyłączałam i przestawałam słuchać.

Jak wcześniej wspominałam książkę zdarzało mi się słuchać — zwłaszcza w chwilach, gdy coś robiłam (sprzątałam, czy po prostu moje oczy były zbyt zmęczone, by móc śledzić tekst) - dlatego przy okazji chciałabym krótko i zwięźle napisać o tym, jak audiobook został nagrany. Pani Anna Dereszowska bardzo adekwatnie do sytuacji modulowała głosem, do tego ciekawie odgrywała głosy większości postaci. Mimo tego, że było to moje pierwsze spotkanie z taką formą, szybko przyzwyczaiłam się do przedstawionego formatu i bardzo przyjemnie słuchało mi się historii opowiadanej przez lektorkę.

„Cudowny chłopak” to bez wątpienia historia, która porusza, wzrusza i trafia do głębi naszego serca. Nie raz łzy cisnęły mi się na oczy w odpowiedzi na rozgrywające się wydarzenia. W książce tej nie brakuje prostych, wręcz dziecięcych, ale za to, jak cennych uwag tyczących się życia oraz oceniania innych.

Za możliwość zapoznania się z tą historią, dziękuję:

"Odrobina słodyczy" Shari L. Tapscott

"Odrobina słodyczy" Shari L. Tapscott
Harper ma 21 lat i marzy o prowadzeniu bloga kulinarnego oraz o napisaniu własnej książki o babeczkach. Niestety rodzice nie są w stanie zaakceptować tych planów, więc dziewczyna nadal poszukuje swojej drogi. Wraca w rodzinne strony, aby rozpocząć naukę w miejscowych college i... wyznać miłość swojemu najlepszemu przyjacielowi. Jednak na miejscu okazuje się, że Brandon już kogoś ma. Jego dziewczyną jest urocza i miła Sadie. Harper nie potrafi obdarzyć dziewczyny sympatią. Los sprawia, że obydwie dziewczyny mają szansę lepiej się poznać. Siostra Harper namawia ją na udział w świątecznym programie telewizyjnym. Szkopuł w tym, że dziewczyna potrzebuje partnera do wspólnego pieczenia. Sadie proponuje jej pomoc i tak oto dziewczyny jadą do Kolorado, gdzie odbywają się nagrania. Na miejscu poznaje Mason'a Knight'a, atrakcyjnego gwiazdora. Muzyk nie spuszcza Harper z oczu. Czy wśród pachnących wypieków Harper odnajdzie miłość? Czy zdoła zapomnieć o Brandonie? I czy uda jej się wspólna współpraca z Sadie?

Przyznam, że "Odrobina słodyczy", to książka, której oczekiwałam z odrobiną niecierpliwości. Pierwsza i druga część tej serii mnie oczarowały, co przy książkach dla młodzieży ostatnio mi się nie zdarzało. Czy tak było z trzecią częścią? Muszę przyznać, że nie. Nie czułam tego, co przy poprzednich, ale nie oznacza to też, że najnowsza powieść Shari L. Tapscott mnie rozczarowała. Była po prostu przyjemna i na długą przerwę od czytania sprawdziła się idealnie. 

Mamy tu motyw trójkąta, ale jest on subtelnie wpleciony w fabułę i nie tłamsi swoją obecnością czytelnika. Przyznam szczerze, że trochę nawet byłam zawiedziona, bo postać Brandona jest tu słabo przedstawiona w stosunku do postaci Masona i jakoś tak nie za bardzo mogłam sobie ich obu porównać. Brandon przewijał się w poprzednich częściach, ale myślałam, że tu poznam go lepiej. Chociaż muszę przyznać, że jego postać zrobiła nieco zamieszania w tej części, co mnie zaskoczyło i sprawiło, że nie do końca spojrzałam na niego przychylnym okiem. Za to Mason zyskał moją sympatię. Pomimo swojej pozycji nie wywyższał się. Był sympatyczny, troskliwy, zabawny i nie naciskał na Harper. Z kolei ona jest taką postacią jaką uwielbiam: cyniczna, twardo stąpa po ziemi i trzyma się swoich wartości. Potrafi być miła, ale kiedy trzeba pokazuje pazurki. 
W książce poznamy również od zaplecza świat programów telewizyjnych, co moim zdaniem było bardzo ciekawe. Ciągłe rywalizacje, granie na uczuciach i podłe zagrania. A wśród tego wszystkiego zakazana relacja. Dlaczego zakazana? O tym musicie przekonać się sami.

Jeśli lubisz lekkie, przyjemne w czytaniu i zabawne historie, a do tego obfitujące w słowne potyczki, to myślę, że najnowsza książka od Shari L. Tapscott powinna Ci się spodobać. 
"Odrobina słodyczy" nie zachwyciła mnie tak jak poprzednie części, ale spędziłam przy niej udany dzień i myślę, że to książka dla młodzieży, którą ze spokojnym sumieniem można polecić nastolatkom. 

Oryginalny tytuł: Sugar and Spice
Cykl: Bling (tom 3)
Wydawnictwo: Kobiece
Data wydania: styczeń 2019 rok
Liczba stron: 272
Oprawa: miękka ze skrzydełkami

piątek, 22 lutego 2019

"Żona nazisty" Edith Hahn

"Żona nazisty" Edith Hahn
"Nikt nie zmuszał nikogo do nieprzyjaznego postępowania. Zawsze mieli szansę, żeby przyzwoicie nas traktować, ale tylko bardzo niewielka część z tego korzystała".

Wyobraźcie sobie, że Was dotychczasowy świat obraca się w gruzy. Marzenia, plany, ambicje, stają się nic niewarte w obliczu tego co nadchodzi. 
"Żona nazisty" to historia Edith Hahn, która opowiada czytelnikowi swoją historię, kiedy była "nurkiem" - uciekinierką żyjącą z fałszywą tożsamością, w narodowosocjalistycznych Niemczech. Z jej opowieści wyłania się obraz kobiety, która starała się przeżyć będąc niewidzialną, udając kogoś kim nie jest. Nie raz ukrywając swój intelekt i zatracając własną tożsamość. Uciekała, skrywała się u obcych ludzi, z obawy przed narażaniem bliskich osób. Edith spotykała na swojej drodze złych i dobrych Niemców, choć tych drugich była zaledwie garstka.

"Teraz rozumiem, że czyniono wszystko, by Niemcy nas nie widzieli, a w razie ujrzenia nas, by nie musieli się do tego przyznawać; albo, gdyby jednak musieli to przyznać - żeby mogli przynajmniej powiedzieć, że dobrze wyglądałyśmy. Dzięki temu nie dręczyło ich poczucie winy ani nie męczyło współczucie".

Autorka pokazuje jak w czasach wojny traktowani byli żydzi. Jak stopniowo zaczęto izolować ich od reszty społeczeństwa, terroryzować, poniżać i manipulować nimi. Jak sprawiano, że zostali pozbawieni godności, jak z powodu niskich przydziałów jedzenia byli zmuszeni przeżywać głód. Edith jako jedna z niewielu kobiet w tamtych czasach mogła się kształcić, niestety wybuch wojny uniemożliwił jej zdanie egzaminu końcowego. W wieku 28 lat zostaje wywieziona do pracy na roli w północnych Niemczech, potem do obozu pracy w Aschersleben. W tym samym czasie jej mama zostaje wywieziona do obozu koncentracyjnego. Kobieta poznaje w Niemczech Vernera Vettera - nazistowskiego oficera, który się w niej zakochuje i pomimo swojej wiedzy o tym kim jest Edith, postanawia wziąć ją za żonę. Szczerze mówiąc moim zdaniem ta część bycia żoną nazistowskiego mężczyzny jest stosunkowo mała w porównaniu do reszty książki. Główną bohaterkę można polubić za odwagę i siłę w obliczu terroru, samotności i przerażenia. W tej książce nie znajdziemy drastycznych scen, jednak potrafi ona chwycić za serce, skłonić do refleksji nad tym jak wiele mamy szczęścia. Pokazać, że ludzkość potrafi być największym wrogiem samej sobie; że władza to potężne narzędzie, które potrafi nie tylko naprawiać, ale niszczyć i siać nienawiść. Przerażające jest to, że niektórzy ludzie czują się lepsi od innych, mają się za bogów, a innych traktują gorzej niż robaka. Przerażające jest to, że jeden człowiek potrafi dokonać za pomocą innych tak wiele cierpienia. Edith moim zdaniem miała w środku tego wszystkiego wiele szczęścia. Nie trafiła do żadnego z obozów koncentracyjnych, gdzie 
wiadomo, były straszne warunki, ale to nie oznacza, że nie doświadczyła głodu, strachu i rozłąki z bliskimi. Jedyną nadzieją dla niej były listy i paczki od bliskich. Spotykała na swojej drodze ludzi, którzy jej bardzo pomogli i byli gotowi poświęcić nawet swoje życie. 

"Żona nazisty" to książka, po którą powinien sięgnąć każdy, aby wyciągnąć z tej historii, to co najważniejsze. Wojna jest czymś okropnym i musimy zrobi wszystko, aby utrzymać na świecie pokój. Ta powieść będzie idealna dla pasjonatów II wojny światowej. Ja dzięki tej historii ponownie zaczęłam sięgać po tego typu książki. Opowieść Edith Hahn łapie za serce i wzrusza. To przede wszystkim historia o przetrwaniu, samotności i niebezpieczeństwie. To głos kobiety, która przeżyła, by opowiedzieć swoją historię i uświadomić nam, jak wiele mamy szczęścia żyjąc w czasach wolności i pokoju. 

Oryginalny tytuł: The Nazi Officer's Wife: How One Jewish Woman Survived the Holocaus
Wydawnictwo: NieZwykłe
Data wydania: styczeń 2019 rok
Liczba stron: 280
Oprawa: miękka ze skrzydełkami 

środa, 20 lutego 2019

"Dearest Dandelion" Lex Martin

"Dearest Dandelion" Lex Martin
Jax jest gwiazdą drużyny piłki nożnej. Nie wchodzi w stałe związki, z dziewczynami umawia się na krótką, pełną wrażeń chwilę, po czym szybko o nich zapomina. Kiedy w klubie poznaje Dani, wie, że to nie jest dziewczyna na chwilę. Zdaje sobie sprawę, że jest wyjątkowa i zasługuje na coś więcej niż szybki numerek. Dochodzi pomiędzy nimi do paru namiętnych chwil, po których ich ścieżki się rozchodzą. Kiedy ponownie się spotykają, Dani z przykrością zauważa, że Jax jej nie pamięta. Poza tym jest też jeden problem: to brat jej współlokatorki, a to kolejny powód aby trzymać się na dystans. Jednak w ramach pewnych komplikacji, Jax i Dani są skazani na swoje towarzystwo. On od samego początku czuje, że łączy ich coś niesamowitego. Początkowa przyjażń zamienia się w coś więcej. Jednak czy uda mu się zyskać zaufanie dziewczyny?

Kiedy wyszła kolejna oczekiwana nowość od Wydawnictwa Kobiecego, wiedziałam, że po nią sięgnę. Głównie z tego powodu, że przy lekturze poprzedniej części spędziłam miło czas i chociaż do niej nie wrócę, to nie mogłam sobie odmówić kolejnej, uroczej historii spod pióra Lex Martin. 

"Dearest Dandielion" to typowa młodzieżówka. Nie wyróżnia się niczym szczególnym. Brakuje tu akcji, ale mi to nie przeszkadzało. Po ostatnim choróbsku potrzebowałam czegoś lekkiego, a historia Dani i Jaxa okazała się być idealna. Dobrze wykreowani bohaterowie, działają na korzyść. Dani jest nieśmiała, sympatyczna i niewinna. Jednak potrafi jednocześnie mieć pazura i być bezpośrednia. Jax to z kolei typowy playboy, który wie, jak działa na dziewczyny. Jest zabawny, troskliwy, a na jego zaufanie trzeba sobie zapracować. Kolejną rzeczą w tej książce, która przypadła mi do gustu, to tempo w jakim relacja pomiędzy bohaterami się rozwijała. Nie zabraknie tu też komplikacji, słownych potyczek, zabawnych, ale też wzruszających momentów. Nie jest to powieść, do której kiedyś chciałabym wrócić. Jestem pewna, że przyjdzie taki czas, kiedy wyparuje mi z głowy, ale jeśli szukacie czegoś lekkiego i przyjemnego w czytaniu, historii, która rozmiękcza serducho, a przy tym porusza w fabule trudne tematy, to śmiało po nią sięgnijcie.

Książka do kupienia na stronie Księgarni Tania Książka, pod linkiem:
https://www.taniaksiazka.pl/dandelion-dearest-tom-2-lex-martin-p-1157550.html

Oryginalny tytuł: Finding Dandelion
Cykl: Dearest (tom 2)
Wydawnictwo: Kobiece
Data wydania: styczeń 2019 rok
Liczba stron: 336

poniedziałek, 18 lutego 2019

"Amerykańska Królowa" Sierra Simone

"Amerykańska Królowa" Sierra Simone
"Amerykańska Królowa" to jedna z tych książek, które nie wiadomo czy się lubi, czy nienawidzi. Nie do końca wiem, co o niej myśleć. Z jednej strony byłam w jakimś sposób zafascynowana nią, a z drugiej im bardziej zbliżałam się ku końcowi, tym bardziej byłam zniesmaczona. Nawet dla mnie, miłośniczki erotyków, to co tutaj się wyprawiało było za dużo. Myślę, że autorce udało się przekroczyć moje granice i to dosyć koncertowo. "Amerykańska królowa" jest jak brazylijska telenowela. Nie zabraknie tu absurdów, których dla mnie było wiele. Między innymi ten, że po Greer przyjeżdża jej były kochanek, który zaprowadza ją do Prezydenta, z którym nie widziała się dziesięć lat. No i dalej jest tak, że ten Prezydent twierdzi, że skoro minęło tyle lat, nie przestał kochać Greer, a jego żona zmarła i ma wolną drogę, to w sumie mogą już być razem, no bo czemu nie? A co robi nasza główna bohaterka? Nie zastanawia się długo, no może w jej głowie jakaś wątpliwość świta, ale tak czy siak z marszu zgadza się być z nim tu i teraz, na dobre i na złe. Nawet jeśli spędzili ze sobą tylko parę chwil i ledwo się znają. Szczerze mówiąc to nie jest bohaterka, którą polubiłam. Sierra Simone starała się ją wykreować jako inteligentną, silną i twardą, ale przez większość czasu miałam o niej inne zdanie. Zresztą ja kompletnie nie potrafiłam zrozumieć postępowania głównych bohaterów, wczuć się w ich sytuację, postawić się na ich miejscu. Nie zżyłam się z nimi. Ponadto poczułam się trochę oszukana przez opis. Spodziewałam się tutaj innego trójkąta, a dostałam coś czego w sumie się nie spodziewałam i wiedząc o tym jestem pewna, że nie sięgnęłabym po tę powieść. Nie chodzi mi o daną relację, ale sceny łóżkowe z udziałem tych par jednak nie były dla mnie. No i uważam, że można inaczej określić anatomiczne części ciała, a tu one były wulgarne i niesmaczne. Chciałam skończyć tę historię jak najszybciej, a jak już miałam ją za sobą, to odetchnęłam z ulgi. Jestem pewna, że nie sięgnę ani po kolejne książki z tej serii, ani po kolejne pozycje tej autorki. 

Miałam nadzieję, że "Amerykańska Królowa" jako nowość mojego ulubionego wydawnictwa przypadnie mi do gustu, tym bardziej, że zauważyłam tu elementy nawiązujące do legend arturiańskich, ale niestety dla mnie ta książka była rozczarowaniem roku. Fabuła kręciła się w większości tylko wokół seksu, scen z normalnego życia było tyle co nic. Myślę, że to nie jest powieść dla każdego, ale jeśli jesteś osobą, która lubi wyzwania, powieści, które przekraczają wszelkie granice, szokują i są nawet dosyć oryginalne, to możliwe, że najnowsza powieść Sierry Simon przypadnie Ci do gustu. A jeśli po mojej opinii stwierdziłaś/eś, że jednak odpuszczasz sobie tę książkę, ale chętnie przeczytasz coś o świecie polityki, to gorąco polecam Ci "Mr. President" od Katy Evans. 

Książka do kupienia w Księgarni Tania Książka pod linkiem:
https://www.taniaksiazka.pl/amerykanska-krolowa-nowy-camelot-tom-1-sierra-simone-p-1157551.html?q=ameryka%F1ska%20k

Wydawnictwo: Kobiece
Cykl: Nowy Camelot (część 1)
Data wydania: styczeń 2019 rok
Liczba stron: 456
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Copyright © 2016 Red Girl Books Recenzje , Blogger