Polecany post

"Łowcy płomienia" Hafsah Faizal

poniedziałek, 9 września 2019

"Powiedz, że mnie chcesz" Corinne Michaels

"Powiedz, że mnie chcesz" Corinne Michaels
"Nigdy nie sądziłam, że w kochaniu kogoś może być tyle wolności".

Świat Angie w jednej chwili staje na głowie, kiedy dowiaduje się, że jest w ciąży z facetem, z którym miała krótki epizod. Za namową swojej przyjaciółki Presley, przyjeżdża do miasteczka Bell Buckle, aby Wayatt'owi Hennigon'owi wyjawić prawdę o swoim stanie. Mężczyzna początkowo nie wierzy słowom Angie, ale szybko się reflektuje. Obydwoje postanawiają dać sobie szansę i sprawdzić czy potrafią stworzyć razem związek. Mężczyzna chce jej udowodnić, że są dla siebie stworzeni. Wspólnie postanawiają, że Angie zostanie w miasteczku przez najbliższe trzy miesiące, podczas których poznają się lepiej. Obydwoje zbliżają się do siebie, ale życie wystawia ich uczucie na próbę.

Na historię Waytt'a czekałam z niecierpliwością. Już w poprzedniej części zwrócił moją uwagę swoim pozytywnym podejściem do życia. Nie wiem czy to wynika z tego, że pierwszą część czytałam parę miesięcy temu, ale przy czytaniu "Powiedz, że mnie chcesz" miałam wrażenie, że podstawili obcego faceta. To nadal mężczyzna, do którego wiele kobiet będzie wzdychać. Jest lojalny wobec najbliższych i troskliwy. Szczery i bezpośredni, a co najważniejsze zdeterminowany, aby osiągnąć swój cel. Jednak zabrakło mi tu humoru z jego strony, a może ja go nie dostrzegłam.
Do postaci Angie mam wiele mieszanych uczuć. Z jednej strony podziwiałam ją za jej siłę, upór i szacunek do samej siebie - ja naprawdę uwielbiam takie bohaterki, ale z drugiej strony irytowała mnie swoim marudzeniem na temat tego, że ciąża zmieni jej życie. Rozumiem, że mogła czuć strach i przerażenie, bo ciąża oznacza wiele zmian, podczas których musimy przeorganizować swoje życie, ale to jej narzekanie zajmowało pół książki. 

Autorka w "Powiedz, że mnie chcesz" porusza nie tylko temat ciąży i zmian z nią związanych, ale również takie tematy jak relacje rodzinne, strata i żałoba. Waytt wychował się w kochającej rodzinie, na którą zawsze mógł liczyć. Angie nie miała tyle szczęścia. Jej rodzice odwrócili się od niej, jeden brat popełnił samobójstwo, a u drugiego nie miała wsparcia. Mogła liczyć tylko na siebie, co sprawiło, że wytworzyła wokół siebie mur, który składał się między innymi z nieufności. Nie wierzyła, że ktoś może pokochać ją na tyle, aby móc z nią zostać. Mężczyzna nie raz musiał dobijać się do jej drzwi, aby mu je otworzyła. 

Relacja pomiędzy bohaterami rozwija się stopniowo. Początkowo jest to niechęć i pożądanie, jednak z czasem pierwsze skrzypce zaczynają grać inne uczucia. Historię opowiedzianą w tej powieści, poznajemy z dwóch perspektyw, co pozwala nam lepiej zrozumieć uczucia i motywy bohaterów. Historia Angie oraz Wayatt'a nie poruszyła mnie tak samo jak ta opowiedziana w "Powiedz, że zostaniesz", ale w tej również nie brak emocji. Corinne Michaels stworzyła ciepłą  klimatyczną powieść, w której nie zabraknie radości i nadziei, ale również bólu i straty. 

"Powiedz, że mnie chcesz" to historia o drugich szansach, poznawaniu siebie oraz o walce o miłość. Jednak również o tym, że związek nie składa się tylko z pięknych chwil, podczas których chcemy latać. Życie często wystawia nasze uczucia na próbę. Jednak to od nas zależy czy przetrwamy trudności razem czy osobno. Czy pozwolimy aby one nas rozdzieliły czy sprawimy, że uczynią nasz związek silniejszym. Ktoś kto kocha znajdzie sposób, aby zostać i walczyć, nie powód aby odejść. Czy Angie i Wayatt przetrwają zawieruchy, które szykuje dla nich los?
Za możliwość przeczytania książki, dziękuję serwisowi Jakkupować.pl

Oryginalny tytuł: Say You Want Me
Cykl: Wróć do mnie (tom 2)
Wydawnictwo: Szósty Zmysł
Data wydania: 23 maja 2019 rok
Liczba stron: 392
Oprawa: miękka ze skrzydełkami

piątek, 6 września 2019

"Słodki Dom" Tillie Cole

"Słodki Dom" Tillie Cole
On - popularny chłopak i gwiazda footballu szkolnego. Nie narzeka na brak przyjaciół i dziewczyn, ale tylko jedna zwraca uwagę Romea: niepozorna Molly, która fascynuje go tym, że nie ma pojęcia o popularności chłopaka. Dziewczyna musiała nauczyć się liczyć tylko na siebie, gdyż przedwcześnie straciła rodzinę i została sama na świecie. Jest ambitna i dąży do tego, aby zostać doktorem filozofii. Romeo i Molly spędzają ze sobą dużo czasu i zbliżają się do siebie. Jednak para musi pokonać wiele przeszkód, aby zaznać szczęścia. Czy im się to uda?

Tillie Cole, to jedna z moich ulubionych autorek. Uwielbiam jej mroczne historie takie jak seria Kaci Hadesa czy urocze powieści takie jak "Tysiąc pocałunków". Więc nic dziwnego, że kiedy zobaczyłam jej najnowszą powieść, "Słodki Dom", zachęcona ciekawym tytułem, postanowiłam po nią sięgnąć.

"Słodki dom" to powieść słodka jak lukier, który w zbyt dużych ilościach szkodzi i powoduje mdłości. Uwierzcie mi, nie mam nic przeciwko słodkim historiom, ale kiedy absurd goni absurd, to w pewnym momencie ma się tego serdecznie dość. Zachowanie bohaterów często było dla mnie irytujące i niezrozumiałe. Dziwiło mnie to jak moja ulubiona autorka mogła stworzyć tak złych bohaterów, którzy powodowali u mnie notoryczne przewracanie oczami. Romeo to najbardziej denerwująca, męska postać, którą poznałam. Spokojnie mogę go wrzucić do tej samej szuflady co Stephena z "Debiutanta" S.J. Hooks. Z tym, że Romeo zająłby pierwsze miejsce. Jedno z jego absurdalnych zachowań, które zapamiętałam, to moment, kiedy on chce czegoś więcej, a Molly mówi mu, że nie jest jeszcze na to gotowa. Co na to nasz słodki Romeo? Obraża się, a póżniej jakby miał rozdwojenie osobowości, wspaniałomyślnie stwierdza, że on poczeka aż ona będzie gotowa. Nasz główny bohater to dzieciak, który nie radzi sobie z emocjami. Wystarczy na niego źle spojrzeć, a masz pewność, że dostaniesz w twarz. Jest agresywny, a to co autorka ładnie nazywa potrzebą kontroli, na moje wygląda jak manipulacja. Kiedy Molly robi lub mówi coś, co jest nie po jego myśli, on rzuca tekstem typu: "Tym razem puszczę Ci to płazem, bo jesteś zdenerwowana, ale żeby to był mi ostatni raz, kiedy do mnie pyskujesz". Zauważyliście jego wspaniałomyślność? Myślę, że autorka chciała pokazać jak złe relacje z rodzicami, którzy odbierają nam prawo decydowania o sobie, wpływają na nasze zachowanie i potrzebę kontrolowania wszystkiego i wszystkich wokół nas, ale Tillie Cole nie podołała temu. Napiszę również parę słów o głównej bohaterce. Molly poznajemy jako szarą myszkę, która jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, z kopciuszka staje się pięknością. Zmienia się nie tylko jej wygląd, ale z czasem również osobowość i moim zdaniem nie na lepsze. Były takie momenty, kiedy zachowanie Romea nie przypadało jej do gustu, ale szybko machała na nie ręką i wracała do słodzenia sobie z ukochanym. 

Jeśli chodzi o fabułę, to nie uważam aby była zła, choć nie można ukryć, że nie brakowało tu pewnych schematów, więc oryginalności tu nie znajdziemy. Przyznam, że początek mnie nie wciągnął. Książkę to brałam do czytania, by za chwilę ją odłożyć. Jednak im więcej akcji przybywało, tym bardziej nie mogłam się oderwać. Nie zabraknie tu zaskoczeń, w pewnym momencie robi się tak dynamicznie, że brakuje tchu. Autorka dodała również odrobinę niebezpieczeństwa, a to co odbywało się na kartach tej powieści, niekiedy wywołało u mnie szok. Do jakich czynów posuną się ludzie, aby postawić na swoim?

Podsumowując, "Słodki dom" to słodka opowieść, ale w moim odczuciu nie przypomina "Tysiąca pocałunków". Ta druga podbiła moje serce, a do książki, o której teraz Wam opowiadam mam mieszane uczucia. Nie spodobała mi się kreacja bohaterów, ale sama fabuła była ciekawa. Kwestię czy warto sięgnąć po tę powieść, pozostawiam Wam. Ja jestem trochę zawiedziona, tym bardziej, że autorkę stać zdecydowanie na więcej. Tu miałam wrażenie, że Tillie Cole przedobrzyła. Myślę, że z czasem sięgnę po kolejne części, z ciekawości, ale na chwilę obecną skupię się na innych książkach. 
Oryginalny tytuł: Sweet Home
Cykl: Słodki dom (tom 1)
Wydawnictwo: Editio Red
Data wydania: czerwiec 2019 rok
Liczba stron: 352
Oprawa: miękka

środa, 4 września 2019

"Walcząc z cieniami" Aly Martinez

"Walcząc z cieniami" Aly Martinez
"Usłyszałem wystrzał broni. 
Poczułem pocisk.
Zobaczyłem jak ona upada.
W mniej niż sekundę moje dotychczasowe życie się skończyło".

Flint ratując ukochaną kobietę, ląduje na wózku. Choć lekarze dawali mu szansę na wyjście z niepełnosprawności, młody mężczyzna poddaje się. Masa emocji takich jak poczucie winy, złość i gorycz, zmuszają go do opuszczenia domu Tilla i jego żony. Flint zaczyna żyć na własny rachunek, coraz bardziej pogrążając się w smutku. Wtedy w jego życiu pojawia się złodziejka, o imieniu Ash, która sprawia, że mężczyzna znów zaczyna żyć. Jednak, kiedy zaczynają czuć między sobą coraz więcej, ona znika z jego życia. 

"Flint, nie powinieneś skupiać się na cieniu tak bardzo, że zapominasz o mężczyźnie, który go rzuca".

"Walcząc z cieniami" to jedna z najbardziej wyczekiwanych przeze mnie książek. Autorka pierwszą częścią mnie zachwyciła. Cieszę się, że nie poprzestała na jednym tomie i tak oto powstała historia Flinta i Ash. 
Każdy w swoim życiu miał momenty, które przygniatały go do ziemi, odbierały oddech. Czasami jedynym wyjściem jaki widzimy, jest ucieczka. Jednak czy można uciec przed emocjami? Flint tak jak i jego bracia musiał szybko dorosnąć i zmierzyć się z okrucieństwem życia. Jego oparciem i bezpieczeństwem był Till, który zastępował mu rodziców. Flint, to mężczyzna, które wie czego chce i wytrwale do tego dąży. Ma z góry narzucony przez siebie plan na życie. Ash zresztą również nie brakuje determinacji, a tym bardziej, kiedy w grę wchodzi wywołanie uśmiechu na twarzy mężczyzny. W przeciwieństwie do niego, ona nie miała nikogo. Była zdana praktycznie sama na siebie, bo jej ojca interesowało tylko to, w jaki sposób Ash może mu się przydać w jego brudnych interesach. Jednak pomimo trudności nie straciła optymizmu i dobroci. Nie brakowało jej werwy, za co ją podziwiałam. 

Przyznam, że historia tych braci skradła moje serce już od pierwszej części. Gdyby ktoś zapytał mnie, która bardziej, trudno byłoby mi odpowiedzieć. Moim zdaniem obie są napisane na równym poziomie. 
"Walcząc z cieniami" wciąga niemal od razu. Nie brakuje tu emocji, akcja nie stoi w miejscu, cały czas coś się dzieje. Przeżycia bohaterów nie były mi obojętne, często wczuwałam się w ich sytuację. Dopingowałam im, ale były takie momenty, podczas których ich zachowanie mnie denerwowało. Aly Martinez tworzy nie tylko emocjonalne historie, które się pożera, ale nie zapomina również o tym, aby niosły one ze sobą przesłanie. W historii Flint'a i Ash, autorka pokazuje, że każdy z nas ma plany i marzenia, ale nie powinniśmy się ich kurczowo trzymać, kiedy przyszłość może być o wiele piękniejsza, jeśli pozwolimy sobie na kompromisy. Czasami na naszej drodze staną ludzie, dla których warto zweryfikować swoje pragnienia. Nie zawsze zmiana planów oznacza coś złego. Często okazuje się, że są nam one potrzebne, aby spojrzeć na pewne sprawy z innej perspektywy.
Oryginalny tytuł: Fighting Shadow
Cykl: On The Ropes (tom 1)
Wydawnictwo: NieZwykłe
Data wydania: 3 lipca 2019 rok
Liczba stron: 306
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Copyright © 2016 Red Girl Books Recenzje , Blogger